Zespół R.E.M. narodził się w Athens w stanie Georgia. To właśnie tu alternatywnego rocka grali The B-52’s, Pylon, Love Tractor – i oczywiście R.E.M., który wyniósł Athens na światowe sceny muzyczne. Dziś to nie tylko miejsce pielgrzymek fanów, ale też miasto z fascynującą historią – muzyczną, społeczną i kulturową.
Athens to także kolebka najstarszego uniwersytetu publicznego w Stanach Zjednoczonych, to miasto, gdzie historia stoi na rogach ulic. Spacerując po Prince Avenue i sąsiednich kwartałach, można zobaczyć rezydencje, które przez dekady były domem dla rektorów, polityków, dziennikarzy i społeczników.
Każdy z tych budynków to zamrożona opowieść o ambicjach akademickich, trudnych czasach wojny secesyjnej, marzeniach o Nowym Południu i stylu życia elit XIX wieku. Wiele z tych domów przetrwało do dziś jako muzea, centra sztuki czy obiekty uczelniane. Są świadkami zmieniającego się Południa – od czasów plantacji, przez odbudowę po wojnie, aż po nowoczesną epokę.
Zobaczcie, jak Athens się zmienia – i jak błędy historii próbuje naprawić najstarszy uniwersytet publiczny w Georgii. W tym wpisie prowadzę Was przez muzyczne tropy, zabytkowe domy, kultowy most z okładki „Murmur” i mniej znane historie, które zostają w pamięci na długo.
SPIS TREŚCI
Zespół R.E.M. i Wuxtry Records

Wielki sklep z płytami winylowymi niewiele się zmienił od 1980 roku. Gitarzysta Peter Buck tam pracował, a przyszły wokalista Michael Stipe bardzo często przychodził po płyty. Miejsce to było jednym z ważnych punktów na mapie młodych muzyków, którzy wkrótce zmienią oblicze muzyki alternatywnej.



Przez witrynę zobaczyłam czarno-białe plakaty z czasów sprzed kolorowych drukarek, zapowiadające koncerty The B-52’s i zespół R.E.M. W 1991 roku zespół R.E.M. nagrał piosenkę z Kate Pierson z The B-52’s „ Shiny Happy People ”. Grupa za nią nie przepada, bo powstała dla dzieci z „Ulicy Sezamkowej”, a ja bardzo ją lubię.
Zespół R.E.M. – jak narodziła się legenda


Mike Mills (gitara basowa) i Bill Berry (perkusja) znali się jeszcze z czasów szkoły średniej w Macon i nawet grali razem w licealnym zespole. W 1979 roku wszyscy spotkali się na Uniwersytecie Georgia w Athens, gdzie narodziła się przyjaźń i zespół R.E.M., który szybko zdobył lokalną popularność.
Ta wieża była kiedyś częścią kościoła, w którym grupa dała swój pierwszy koncert jako zespół R.E.M. w kwietniu 1980 roku. Michael Stipe miał 18 lat a najstarszy Peter Buck, 21.
Na naszym pierwszym koncercie pojawiło się może 80 osób. Potrafilibyśmy podać ich imiona. Kościół po zburzeniu zamienił się w blokowisko w którym mieszkali Michael Stipe i Peter Buck.
Mieszkaliśmy w ogromnym kościele, na którego środku była scena wypełniona instrumentami. Nasz pierwszy koncert zagraliśmy 5 kwietnia.
Graliśmy tam codziennie, ludzie przynosili piwo i sobie popijali. Pamiętam że było bardzo zimno. Graliśmy w czapkach i płaszczach. Ale to fajne czasy, bo byliśmy naprawdę nieźli.
Ludzie wpadali na nasze koncerty i nas komplementowali. Nie mieliśmy wtedy nazwy, graliśmy z jakieś 15 piosenek. Wtedy w Athens większość kapel wywodziła się ze środowisk artystycznych.
Brali instrumenty i grali. My jako jedni z niewielu potrafiliśmy grać, mieliśmy rzemiosło. Byliśmy w tamtych okolicach powiewem świeżości.
Debiutancki album „Murmur” – zespół R.E.M.



., „Murmur” z 1983 roku, to pierwszy album w jaki nagrał zespół R.E.M. Zajął wysokie, trzecie miejsce w rankingu magazynu „Rolling Stone”, wyprzedzając nawet The Police i Michaela Jacksona. To był przełomowy moment, który zapoczątkował ich drogę na muzyczne szczyty.


W zielonej dolinie pod Athens, przy cichej Poplar Street, stał kiedyś drewniany wiadukt kolejowy z końca XIX wieku – Murmur Trestle. Zbudowany ok. 1883 roku dla Georgia Railroad, przez dekady pozostawał niepozornym fragmentem lokalnego krajobrazu. Aż do momentu, gdy trafił na okładkę debiutanckiego albumu zespołu R.E.M. – „Murmur” z 1983 roku.
To jedno zdjęcie zmieniło wszystko. Most stał się symbolem Athens – miasta, które połączyło ciężkie, przemysłowe tory z lekką, alternatywną nutą muzyki. Dla fanów rocka lat 80. to była świętość.
Płyta „Murmur” zdobyła trzecie miejsce w prestiżowym rankingu Rolling Stone, ustępując tylko The Police i Michaelowi Jacksonowi. Od tej pory do wiaduktu zaczęli ściągać pielgrzymi z całego świata – chcieli zobaczyć na własne oczy to, co kiedyś zdobiło winyl.
Kiedy w 2000 roku teren wraz z wiaduktem został sprzedany deweloperom, fani i miasto zamarli. Przez lata toczyła się walka o jego ocalenie. Ostatecznie, w 2021 roku konstrukcja została rozebrana z powodu złego stanu technicznego, ale jej środkowy fragment został odtworzony. Do dziś można go zobaczyć, spacerując Firefly Trail w Dudley Park. Tam, gdzie kiedyś tętniły rytmy kolei, dziś brzmi echo gitar i nostalgii.
W 1991 nagrali siódmy longplay pt ” Out of Time”, który wyniósł zespół R.E.M. na pierwsze miejsca zestawień po obu stronach oceanu. Pilotował go singiel „Losing My Religion”, od razu zdobył listy przebojów.
Płyta zdobyła siedem nominacji do nagrody Grammy. Statuetkę otrzymała za najlepszy album alternatywny, oraz dwie za utwór „Losing my religion” w tym za najlepszy teledysk. Sami mówią o sobie, że nie obchodziła ich ilość sprzedanych płyt i nie przejmowali się opiniami krytyków. Zyskami dzielili się zawsze po równo.
Wiecie co zawsze niszczy zespoły? Ego i kasa. Nasze ego i tak jest duże, po co nam jeszcze inne problemy.
Zespół R.E.M. „Automatic For The People”

W 1992 roku zespół R.E.M. wydał album „Automatic for the People”, który sprzedał się w ponad 30 milionach egzemplarzy. Znalazły się na nim takie hity jak „Drive”, „Man on the Moon” i poruszająca ballada „Everybody Hurts”.
Tytuł albumu pochodzi od sloganu, który chłopaki zauważyli na drzwiach ulubionej restauracji Delicious Fine Foods w Athens. Właściciel, Dexter Weaver, zgodził się, by użyli tego hasła na okładce, co dodatkowo podkreśliło lokalny charakter płyty.
Delicious Fine Foods – kulinarna ikona Athens
Restauracja Delicious Fine Foods to miejsce kultowe w Athens, gdzie „Automatic for the People” pozostawiło swój ślad nie tylko muzyczny, ale też kulinarny. Zespół chętnie tam bywał, a zdjęcia związane z albumem zdobią ściany restauracji. Kiedy tylko będzie możliwość, warto tam wrócić i spróbować pysznych potraw, które zyskały swoją legendę dzięki R.E.M.

„Everybody Hurts” – muzyka, która daje nadzieję
„Everybody Hurts” to piękna, rockowa ballada napisana przez Billa Berry’ego. Utwór powstał, by dawać pocieszenie osobom zmagającym się z trudnościami i myślącym o samobójstwie. Michael Stipe śpiewa ją z niezwykłą empatią, co sprawia, że słuchacze czują, iż piosenka jest dedykowana właśnie im.
Niestety, tragiczne losy połączyły tę piosenkę z przyjacielem zespołu, Kurtem Cobainem, który popełnił samobójstwo, słuchając „Automatic for the People”. Michael Stipe napisał na jego cześć utwór „Let Me In”.
Koniec pewnej ery – zespół R.E.M. zakończenie działalności
R.E.M. szybko zyskał status jednej z najważniejszych grup muzyki alternatywnej, koncertując w całych Stanach Zjednoczonych i na świecie. Mimo globalnej sławy, zespół pozostał mocno związany z Georgią i Athens. Oficjalnie zakończyli działalność w 2011 roku.
„Fani i przyjaciele: jako R.E.M i jako dawni przyjaciele i współpracownicy zdecydowaliśmy się zakończyć pracę zespołu. Odchodzimy z uczuciem wdzięczności, ostateczności i zadziwienia wszystkim tym, co udało nam się osiągnąć. Każdemu, kto kiedykolwiek poczuł wzruszenie dzięki naszej muzyce, dziękujemy, że nas słuchaliście.”
Georgia Theatre – zespół R.E.M.

Historic Georgia Theatre to miejsce gdzie zespół R.E.M. zagrał wiele koncertów.
W 1978 roku Teatr Georgia został przekształcony z kina w salę koncertową, gościło The B-52’s,The Police i wiele innych znanych zespołów.

Zespół R.E.M. w 40 Watt Club

Ten kultowy klub muzyczny uznawany jest za jeden z siedmiu najlepszych małych klubów rockowych w Ameryce według magazynów muzycznych.
Zespół R.E.M. występował tu wielokrotnie – i to właśnie z tym miejscem związany jest rozwój ich scenicznej tożsamości.
Nazwa klubu wywodzi się od… żarówki. Podczas prób zespołu Pylon ze sklepu z narzędziami przyniesiono 40-watową żarówkę i zawieszono ją na kablu zwisającym z sufitu – tak się przyjęło. Dziś 40 Watt Club to legendarny punkt na mapie Athens, gdzie co noc można posłuchać na żywo lokalnych i światowych wykonawców.
Dla fanów alternatywy – punkt obowiązkowy.
Zespół R.E.M. w The Morton Theatre

Morton Theatre to nie tylko piękny budynek – to symbol historii Afroamerykanów w Athens.
Został założony przez Monroego Mortona – syna byłej niewolnicy, który dzięki talentowi i przedsiębiorczości stał się jednym z najważniejszych liderów społecznych i biznesmenów w Atenach. W budynku, który ufundował, mieściły się gabinety czarnoskórych lekarzy, dentystów i farmaceutów – co w segregowanym społeczeństwie Południa było przełomem.
Ale to scena była sercem teatru. Morton Theatre to jeden z najstarszych zachowanych teatrów wodewilowych dla Afroamerykanów w USA. Otwarty 18 maja 1910 roku, gościł takie legendy jak Duke Ellington, Cab Calloway, Bessie Smith i Louis Armstrong.
Zespół R.E.M. także związał się z tym miejscem – wspierając lokalną kulturę i występując w przestrzeniach, które są ważne nie tylko muzycznie, ale i społecznie.
Bawełna i lotnik


Dziewiętnastoletni Epps otworzył warsztat samochodowy i zbudował swój pierwszy samolot w 1907 roku. Jednopłat z kołami rowerowymi, napędzany francuskim silnikiem Anzani o mocy 15 koni mechanicznych. Udany lot dał mu tytuł ojca lotnictwa w Georgii.
Budynek Cotton Exchange z 1920 roku przypomina, że kiedyś wszędzie rosła bawełna.
Potem poszliśmy zobaczyć jedyne na świecie działo z podwójną lufą, wystawione na trawniku zabytkowego ratusza.

Armatę zaprojektował John Gilleland, kiedy mieszkańcy Aten przygotowywali się do ataków Unii. Działo z podwójną lufą miało siać spustoszenie w siłach wroga.


Łańcuch się zepsuł, dwie kule poszły w przeciwnych kierunkach, jedna z nich zabiła krowę na odległym polu, a druga strąciła komin z budynku.
Spacer szlakiem najstarszych rezydencji w Athens

Domy rektorów i reformatorów
Athens to nie tylko kolebka najstarszego uniwersytetu publicznego w Stanach Zjednoczonych – to także miasto, gdzie historia stoi na rogach ulic. Spacerując po Prince Avenue i sąsiednich kwartałach, można zobaczyć rezydencje, które przez dekady były domem dla rektorów, polityków, dziennikarzy i społeczników.
Każdy z tych budynków to zamrożona opowieść o ambicjach akademickich, trudnych czasach wojny secesyjnej, marzeniach o Nowym Południu i stylu życia elit XIX wieku.
Wiele z tych domów przetrwało do dziś jako muzea, centra sztuki czy obiekty uczelniane. Są świadkami zmieniającego się Południa – od czasów plantacji, przez odbudowę po wojnie, aż po nowoczesną epokę.
Church-Waddel-Brumby House (1820)
Pierwsza stacja na tym historycznym szlaku to Church-Waddel-Brumby House, jeden z najstarszych budynków w Athens. Zbudowany w 1820 roku, na początku pełnił rolę rezydencji akademickiej. Jego pierwszy właściciel, Alonzo Church, był rektorem Uniwersytetu Georgia i nadzorował jego rozwój.
Po nim dom przejął Moses Waddel – również rektor, który kształcił przyszłych przywódców Południa. Wieczorami siadał przy świecy i pisał listy do swoich uczniów, zastanawiając się nad przyszłością regionu, który przechodził burzliwe zmiany.
W późniejszych latach dom należał do rodziny Brumby, która nadała mu wiktoriański styl. James Brumby, jeden z jego mieszkańców, zasłynął produkcją słynnych krzeseł bujanych „Brumby Rockers” – do dziś symbolu południowego stylu życia, gdzie ciepłe wieczory spędza się na ganku, kołysząc się w cieniu wielkich dębów.
Dziś w budynku mieści się centrum informacji turystycznej, ale zachowano jego XIX-wieczny klimat. Przechadzając się po werandzie i pokojach, można wyobrazić sobie życie elit tego okresu – dźwięk kroków na drewnianej podłodze, rozmowy przy kominku i wizje Nowego Południa, które zrodziły się właśnie tutaj.
President’s House (1856)


Przenosimy się do lat 50. XIX wieku i monumentalnej rezydencji, która przez ponad 70 lat była domem prezydentów Uniwersytetu Georgia. Wzniesiona w stylu Greek Revival, z imponującymi 14 kolumnami, początkowo należała do Johna T. Granta, przedsiębiorcy związanego z rozwojem kolei. Wkrótce trafiła w ręce Benjamina H. Hilla, jednego z najważniejszych polityków Południa, który stał się później senatorem USA.
Dom nie tylko pełnił rolę rektorskiej rezydencji, ale był symbolem prestiżu uczelni i jej wpływu na rozwój Athens. To tutaj odbywały się oficjalne przyjęcia, spotkania i wizyty znaczących postaci. Przez lata rezydencja była miejscem, w którym Południe kształtowało swoją akademicką i polityczną przyszłość.
W 2023 roku podjęto decyzję o sprzedaży budynku, jednak nadal pozostaje pod ochroną konserwatorską. Nie wiadomo, jaka będzie jego przyszłość – może stanie się centrum kulturalnym, instytucją edukacyjną, a może zachowa swój dawny charakter jako miejsce spotkań elit Athens.

Taylor–Grady House (ok. 1844)

Kolejny etap naszej podróży to dom Henry’ego W. Grady’ego, jednego z najbardziej wpływowych dziennikarzy Południa. Zbudowany przez generała Roberta Taylora jako letnia rezydencja, miał symboliczne 13 kolumn nawiązujących do kolonii amerykańskich. W latach 60. XIX wieku przeszedł w ręce rodziny Grady, a młody Henry mieszkał tu, gdy był studentem Uniwersytetu Georgia.
Grady, jako redaktor „Atlanta Constitution”, stał się orędownikiem idei Nowego Południa – wizji odbudowy gospodarczej i społecznej regionu po wojnie secesyjnej. Jego dom był świadkiem dyskusji o przyszłości Południa, które zmagało się z trudnym dziedzictwem plantacji i próbowało odnaleźć swoją nową tożsamość.
Po latach zaniedbania rezydencję odrestaurowano, przywracając jej antebellum’owy charakter. Dziś jest Narodowym Zabytkiem Historycznym i służy jako muzeum oraz miejsce wydarzeń. Spacerując po jego wnętrzach, można poczuć ducha epoki i zrozumieć, jak ważną rolę odegrał Grady w kształtowaniu współczesnego Południa.
Przeszłość przenika teraźniejszość

Domy rektorów, polityków i dziennikarzy Athens to nie tylko piękne budynki – to materialne świadectwa zmian, jakie przechodziło Południe. Każdy z nich opowiada o epokach akademickiego rozwoju, burzliwej wojny secesyjnej i późniejszych marzeniach o Nowym Południu.
Dziś, przechodząc szlakiem tych rezydencji, można spojrzeć na Athens nie tylko jako na akademickie centrum, ale jako miejsce, gdzie historia nadal żyje. Każdy gank, każda kolumna i każdy drewniany parkiet ma swoją opowieść, którą warto odkryć.

Ware-Lyndon House: Piękno i milczenie


Dom Ware-Lyndon w Athens robi wrażenie. Elegancka architektura, zadbany ogród, cisza w samym centrum miasta. Spacerując po tym miejscu, czułam spokój i zachwyt – do chwili, gdy zaczęłam czytać o jego historii.
Przez lata opowiadano tu tylko historię białych właścicieli: doktora Edwarda R. Ware’a i późniejszego właściciela, doktora Lyndona. Muzeum prezentowało ich zdjęcia, meble i wspomnienia z życia w dawnej Georgii. Dopiero niedawno pojawiła się druga, długo przemilczana narracja – o zniewolonych osobach, które mieszkały i pracowały na tej posiadłości.
Edward R. Ware kupił dom w 1846 roku. Był cenionym lekarzem i udziałowcem Georgia Railroad. W spisie z 1850 roku jego majątek osobisty oszacowano na niemal 84 tysiące dolarów – w dużej mierze dzięki pracy ponad 100 niewolników, których posiadał. Co więcej, brał udział w aukcjach niewolników, oceniał ich „zdatność do pracy” i prowadził własną plantację bawełny.
Dziś muzeum pokazuje również historię tych, których nazwiska przez dekady pomijano. Wystawa opowiada o rodzinach Hall i Wilborn – potomkach osób zniewolonych na tej plantacji.
David Wilborn Sr., urodzony w 1856 roku, wspominał, że jego ojciec robił trumny dla niewolników zmarłych na plantacji Ware’a. Sam David od dziecka zbierał bawełnę, mieszkał w drewnianej chacie, chodził boso, jadł chleb kukurydziany i tłuste mięso. W 1937 roku mówił wprost: „Dr. Ware miał wielu niewolników, nie wiem ilu, ale matka mówiła – około stu. Był handlarzem. Lekarzem, który badał niewolników na aukcjach.”
To trudna historia w pięknej scenerii.
Najstarszy uniwersytet stanowy w USA – gdzie spotkał się zespół R.E.M.

Niektóre miasta wyrastają wokół rzek, inne wokół złota. Athens wyrosło wokół wiedzy. To właśnie tu, w 1785 roku, powstał University of Georgia (UGA) – pierwszy publiczny uniwersytet w Stanach Zjednoczonych, utworzony na mocy ustawy stanowionej przez państwo.
To coś więcej niż tylko uczelnia. To instytucja, która od ponad dwóch wieków kształtuje przyszłość Południa – a przy tym sama mocno trzyma się swoich korzeni. Spacerując po kampusie, można odnieść wrażenie, że przeszłość i teraźniejszość płyną tu równolegle. Z jednej strony nowoczesne laboratoria i tętniące życiem studenckie kafejki, z drugiej – stare, ceglaste gmachy, które pamiętają jeszcze rektorów Churcha i Waddela.
To właśnie z tym uniwersytetem związani byli właściciele domu Church-Waddel-Brumby. Alonzo Church i Moses Waddel pełnili funkcję rektorów w czasach, gdy UGA dopiero budowało swój prestiż. Wtedy nauka oznaczała świecę, pióro i pełną ciszy bibliotekę. Dziś oznacza interdyscyplinarne badania, międzynarodową współpracę i tysiące studentów z całego świata.
Hamilton Holmes i Charlayne Hunter – pierwsi czarni studenci

Hamilton Holmes chciał zostać lekarzem, Charlayne Hunter chciała zostać dziennikarką. Najlepszym miejscem do spełnienia tych marzeń był UGA w Athens. Niestety mieli czarną skórę.
Po raz pierwszy złożyli podanie na University of Georgia w lipcu 1959 r. Władze uniwersytetu odmówiały przyjęcia z powodu „brak miejsc”. Oboje zaczęli naukę na innych uczelniach. Przywódcy ds. Praw Obywatelskich z Atlanty zaskarżyli decyzję do sądu. W 1961 r., po dwóch latach postępowania sądowego, sędzia orzekł, że „mają prawo do natychmiastowej rekrutacji na University of Georgia”.
W ten sposób zakończyła się segregacja rasowa uniwersytetu. Pierwsze dni były bardzo trudne dla Charlayne, studenci przywitali ją drwinami i obelgami. „Two, four, six, eight. We don’t want to integrate!”
Potem rzucali w okna cegłami i butelkami. Tłum rozproszył się, gdy przybyła policja uzbrojona w gaz łzawiący. Mimo to Hunter-Gault ukończyła UGA w 1963 roku. Pracowała dla The New Yorker, The New York Times, PBS, CNN . Zdobyła wiele nagród, w tym dwie Emmy i Peabody za doskonałość w dziennikarstwie telewizyjnym.
Po ukończeniu UGA, Holmes był pierwszym czarnym studentem przyjętym do Emory University School of Medicine jednej z najlepszych szkół medycznych w USA. W następnych latach był szefem ortopedii w Atlancie, potem szefem chirurgii ortopedycznej w Grady, a w końcu dziekanem w Emory.
Nie odwiedzał UGA przez wiele lat, bo bardzo źle wspominał ten okres swojego życia. Jednak na początku lat 80. pomógł zaplanować obchody dwusetlecia szkoły, a w 1983 r., został członkiem Rady Powierniczej UGA.



Kiedy powstał UGA na ulicy naprzeciwko bramy pasły się krowy.

Jeszcze wrócimy do Athens na jakiś koncert, kiedy otworzą się kluby. Zespół muzyczny R.E.M. już nie zagra, ale są inni.

Lubię takie wycieczki, które wzbogacają na wszystkich poziomach. Nasłuchałam się muzyki, od Bessie Smith, B-52, Pylin, po zespół muzyczny R.E.M. Historia pierwszych czarnych studentów w UGA bardzo porusza, na szczęście kolejne pokolenia widzą ludzi, a nie kolor skóry.
Bardziej przeżywam historie, kiedy mogę chodzić po ich ścieżkach bohaterów. Miasteczko powoli wraca do życia, wyobrażam sobie jakie musi być gwarne, kiedy są w nim studenci. Zajrzyjcie do Eatonton, naszej poprzedniej wycieczki w czasie zarazy.
Żegnam się piękną balladą, w której dawny wokalista zespołu muzycznego REM, Michael Stipe wyśpiewuje swoje przesłanie na ten trudny czas.
„No Time For Love Like Now”. Słowa Michael Stipe, muzyka Big Red Machine (Aaron Dessner i Justin Vernon).
12 komentarzy
A bo to wiadomo, czy do grudnia swiat poradzi sobie z pandemia i rozruchami rasistowskimi? A moze zaskoczy nas czyms nowym, jeszcze nie znanym? Trzeba byc jednak dobrej mysli, bo inaczej po co zyc?
Jak wiekszosc karier, nie tylko muzycznych, i ta rozpoczela sie w garazu. Nie wiem, jak swiat by sie rozwijal, gdyby nie przydomowe garaze :))) No, czasem koscioly ;) Ogolnie zespol lubie.
No coz, dzialo z podwojna lufa ani nie robi piorunujacego wrazenia, ani jak pokazuje historia, nie bylo skuteczne. Biedna krasula, oddala zycie za sprawe ;)
A segregacja rasowa w USA niby oficjalnie zakonczyla sie w latach 60-tych ubieglego wieku, a tak naprawde trwa do dzisiaj i ma sie nienajgorzej, choc oczywiscie wszyscy probuja sprawiac wrazenie, ze wcale jej nie ma. Gdyby bowiem wszystko bylo ok, nie mielibysmy protestow na calym swiecie.
Świat juz niczym nie zaskoczy, najgorsze już było. Bardzo lubie wyprawy do sąsiednich stanów, dlatego poradzę sobie z rozczarowaniem. Kiedyś nadrobimy plany. Masz rację, geniusz rozwinie się nawet w garażu, byle pasja była. Kiedy przyjechałam do USA zdziwiło mnie poszanowanie dla wszystkich ras i wyznań. W popularnym sklepie stała za kasą pani w chuście, obok czarna z dredami, mocna starsza hinduska i wszystkie były bardzo wyraziste. Nigdy wcześniej nie spotkałam takiego tyglu kulturowego, hinduskich świątyń obok niezliczonych odłamów chrześcijańskich. Na naszym osiedlu to samo, kolorowo i bardzo ciekawie. Otwieram drzwi w koszulce z Jamajki, a dziewczyna z UPS cieszy się, że byłam w jej kraju. To przyjazny i tolerancyjny świat. Czarni mają traumę po niewolnictwie i być może są nadwrażliwi. To co widziałam we wszystkich miastach świadczy o tym, że biali się z nimi solidaryzują. I tego im zyczę, żeby nigdy żaden brutalny cham nie wypuszczal z siebie agresji za kolor.
Marylko ileż tu ciekawych historii. Chociaż zawsze z przyjemnością słuchałam REM, nie znałam historii zespołu. Dzięki za to co tu opowiedziałaś :) Zamieszki na tle rasowym dowodzą., że ludzie potrafią zając zdecydowane, publiczne stanowisko wobec problemów rasowych. To oczywiście nie oznacza, że są one rozwiązane , czy będą rozwiązane w najbliższym czasie. Ciekawe jest też zamiłowanie Amerykanów do nazywania miast :) tymi pochodzącymi ze Starego Świata. Co do koszulki, kiedy byliśmy w British Museum w Londynie, podszedł do nas w jednej z sal mężczyzna z personelu pilnującego. Piotr miała na sobie koszulkę z Canoa Quebrada z Brazylii. Mężczyzna się zainteresował, bo stamtąd pochodził. To niewielka miejscowość nad Atlantykiem. Byliśmy tam przed laty :) Pogadaliśmy sobie miło. Pozdrawiam Marylko :) Dzięki za ciekawy wpis.
Małgosiu, bardzo Ci dziękuję za polecenie „Podmorskiej wyspy” – Allende. Zarwałam dwie noce, naczytałam się o niewolnictwie na Karaibach, w Luizjanie też byłam, dlatego nie mogłam się oderwać. Pewnie kiedyś by mi się dłużyła, teraz wszystko było plastyczne. To właśnie lubię najbardziej, odkrywać co się kryje pod każdym kamieniem zanim napiszę, wczytalam się w zyciorys Bessie Smith z rozpędu. Wspomnialas, że lubili nadawać europejskie nazwy miastom, o tak, zaczynam pracę nad Oxfordem i tak, jest tam fantastyczna uczelnia z której bierze początek słynne Emory. Spartę już opisałam:) Nie mogę powiedzieć za wiele na temat rasizmu, musialabym pobyć w ich skórze. Mam wrażenie, że nasz kraj jest o wiele bardziej nietolerancyjny, homofobiczny i ksenofobiczny. To miłe co spotkało Piotra, musiało się brazylijczykowi zrobić miło:) cudna jest ta ostatnia, świeżutka piosenka Stipe, czytałam, że można go spotkać w Athens jak jezdzi na rowerze, chociaz mieszka w NY. Dziękuję za dobre słowo i pozdrawiam ciepło:)
Najfajniejsze w życiu jest to, że wcale nie trzeba jeździć gdzieś bardzo daleko by móc znaleźć cos bardzo ciekawego. Bo to może byc całkiem blisko. W sąsiednim miasteczku czy wiosce albo moze w człowieku obok albo i w nas samych? Całe światy na wyciągniecie ręki, na ożywienie serca, na zamyslenie i wzruszenie….
Kiedy zaczęłam czytać u ciebie o zespole R.E.M to pomyslałam, że go nie znam i że to post nie dla mnie, ale gdy posłuchałam zalinkowanych przez Ciebie piosenek, to przypomniałam sobie te melodie natychmiast i …siebie sprzed lat. Wróciła młodośc, dawne mysli, tamta Ola. Dziękuję, Marylko!:-))
Pięknie napisane Olu, mądrości i dojrzałości trzeba do takich wniosków:) „Daleko” nie ma monopolu na ciekawe historie i wyjątkowych ludzi. Trzeba zaglądać pod każdy kamień i uważnie słuchać. Jednak ja jestem daleko (chociaż w udomowionym i bardzo miłym miejscu) dlatego ciekawi mnie wszystko, bo nie spowszechniało. Fajna grupa, świetna muzyka, cieszę się, że cos przywołała, pozdrawiam Olu:)
Nie sądziłam, ze trafie u Ciebie na blogu na tak piękny post z muzyka w tle i do tego zespołu, który towarzyszył mi cały okres mojego dorastania i liceum. Uwielbiam REM i chyba właśnie ich niebanalnie tekstów od zawsze do mnie trafiała, tak naprawdę to na nich szlifowałem moj angielski i wtedy nawet przez myśl mi nie przyszło, ze kiedyś wyląduje w anglojęzycznym kraju. REM zreszta jak widzę to historia ludzi ocierających się o niebanalne problemy. Czytam Twoja historie Holmesa i Hunter, pierwsi czarnoskórzy studenci, prekursorzy, robiący pierwszy krok. Jacy Ci ludzie byli odważni, niesamowite historie i jakie życiorysy. Niestety rasizm nadal jest bardzo żywy w świecie, segregacja na tle rasowym, religijnym jest , była i będzie. Niestety taka jest natura ludzka, zmieniamy się , próbujemy naprawiać świat a później przychodzi ktoś jeden i niszczy wszystko dusząc życie ludzkie w ułamku kilku minut i unicestwia tym samym prace wielu ludzi. Czy protesty przyniosą jakieś zmiany? To chyba może ocenić dopiero następne pokolenie.
Witaj Violu, cieszę się, że Ty też lubisz R.E.M. Athans jest niedaleko, wybieralismy se tam jak sójki za morze, aż nastał dobry czas. znaliśmy większość atrakcji w okolicy, ale jak głębiej pokopaliśmy, to nasze jednoniowe wycieczkisa naprawdę świetne. Acha, muzycznych wpisów mam więcej, o Cohenie z Montrealu i Marleyu z Jamajki:)
Za pierwszymi studentami ktoś stał, byli bardzo zdolni, dlatego wykorzystano ich do walki o prawa czlowieka. ale tak, to na nich spadł hejt i byli bardzo dzielni, że podjęli tę walkę. W nastepnym poście napisze o tym jak potoczyły się losy byłych niewolników, którzy zamieszkali w Liberii w Afryce, bardzo interesujące zjawisko socjologiczne. Boję się, że sytuacja niebezpiecznie przechyla się w drugą stronę, za swoje cierpienia czarni chcą się odgrywać na pominkach, budynkach i wspomnieniach. Mam na myśli „Przeminęło z wiatrem” i rozbierane pomniki poległych Konfederatów. Nie wszyscy biali, którzy szli na wojną mieli niewolników. Dziękuję ci za obszerny komentarz i serdecznie pozdrawiam:)
No właśnie obawiam się troszkę takiej agresywnej odpowiedzi na historie, owszem są niechlubne pomniki dawnej historii ale nie można jej tez wymazać, czy niszczyć teraz. Gardzę rasizmem ale potępiam też głupotę i wandalizm, zniszczenie pomnika Kościuszki naprawdę mnie wkurzyło, czekam na kolejne posty a na muzyczne posty jak najbardziej spojrzę i jeszcze o Coehenie piszesz, poezja dla mej duszy i uszu.
Cohena zaczęliśmy słuchać na okrągło, przed wyjazdem do Montrealu, a potem przygoda była bardziej niesamowita. Chyba ostatni raz widziałam wtedy śnieg. Burzenie pomników ma sens, jeżeli gloryfikuje się przestępcę, np. pomnik Jankowskiego to była drwina z jego ofiar. Kościuszko oberwał, bo pewnie nie doczytali kim był i co zrobił dla ich kraju i kolorowych jego mieszkańców.
Przepiękne zdjęcia, jestem pod wrażeniem :)
Dziękuję, bardzo mi miło:)