Kostaryka na własną rękę to przygoda, która zaczyna się już w momencie planowania. Ten niewielki kraj położony między Morzem Karaibskim a Oceanem Spokojnym, zajmują góry, wulkany i lasy deszczowe. Tam króluje natura, a harmonię psuje wszystko co zbudował człowiek.
W 1948 roku, po wojnie domowej, prezydent José Figueres Ferrer zlikwidował armię; rok później zapisano to w konstytucji. Od tamtej pory państwo – prawie sześć razy mniejsze od Polski – inwestuje w edukację, ochronę zdrowia i przyrodę: tworzy parki narodowe, utrzymuje strażników, finansuje szkoły i płaci właścicielom za ochronę lasów
Ponad jedna czwarta kraju to parki narodowe. Na tak małej powierzchni w ciągu jednego dnia możesz zmienić klimat, chodzić po mglistej dżungli, a następnego patrzeć na ocean z plaży, na której widać ślady żółwi. Ludzie są tu życzliwi, a kraj stworzony do odkrywania we własnym tempie.
Kostaryka leży w obrębie pacyficznego pierścienia ognia, już po wylądowaniu widać zarysy Poás i innych wulkanów. Dalej zaczynają się plantacje kawy, zielone doliny Sarapiquí, wodospady La Paz i spokojne plaże południowego Pacyfiku. To kierunek idealny na podróż samochodem, z możliwością zatrzymania się tam, gdzie akurat coś Cię zachwyci.
Jeśli jesteś na etapie planowania i zastanawiasz się, czy dasz radę zorganizować wszystko samodzielnie, zapisałam wszystko chronologicznie, żeby ułatwić podróżowanie i korzystanie z naszych doświadczeń. Podróż do Kostaryki na własną rękę to najlepszy sposób na poznanie dzikiej przyrody i niezapomniane przygody.
W La Fortuna, u stóp wulkanu Arenal, zieleń jest bujna, a wulkaniczna gleba sprzyja uprawie kawy i kakao.
Południowy Pacyfik zachwyca plażami z wulkanicznym piaskiem.
W Sarapiquí można poczuć tropikalną dżunglę i zobaczyć te wszystkie kolorowe tukany.
Heredia to prawdziwe królestwo żab. W tym regionie można zobaczyć niemal wszystkie lokalne gatunki.
Wodospady La Paz spadają z dużych wysokości, a otaczająca je zieleń tworzy sceny jak z filmu przyrodniczego.
Wyrażenie Pura Vida usłyszysz od razu. Z hiszpańskiego oznacza, „ czyste życie” albo „proste życie”. Używa się go na powitanie, zakończenie rozmowy, reakcji na podziękowanie. To jest bardzo zabawne, bo kiedy dziękowałam kelnerowi za wodę, sztućce, danie, słyszałam – pura vida raz za razem.
SPIS TREŚCI
Czy Kostaryka na własną rękę jest lepszym wyborem?
Podróżowanie po Kostaryce na własną rękę ma wiele zalet, przede wszystkim wybierasz, co chcesz zobaczyć. Obowiązkowe punkty są przereklamowane. Tam gdzie spodziewasz się zobaczyć zwierzęta, będą tylko turyści, a przewodnicy pokażą Ci przez lunetę zadek leniwca.
Kostaryka jest krajem przyjaznym dla turystów. Parki narodowe mają oficjalne strony rezerwacyjne, drogi są oznaczone, a noclegi dostępne w każdej półce cenowej. Wiele hoteli ma własną mini dżunglę.
Śniadanie tutaj to spektakl natury, tukany z tęczowymi dziobami zaglądają na taras, a wokół migoczą ptaki w takich barwach jak na filmach przyrodniczych.
Największą zaletą podróży do Kostaryki na własną rękę jest wolność. Możesz zostać dłużej w miejscu, które Cię zachwyci. Możesz wstać o świcie, żeby zobaczyć kolibry i tukany. Możesz skręcić w boczną drogę, bo zobaczyłaś tabliczkę „Frogs Heaven”. Możesz zamieszkać w autobusie pośrodku dżungli i nie wychodzić przez dwa dni. Nikt Cię nie pogania, a przyroda pozwala podejrzeć się z bliska.
💡 Drobna informacja: Ten artykuł zawiera linki partnerskie. Rezerwując, wspierasz mojego bloga – dostaję małą prowizję, która pomaga mi go utrzymać. Dziękuję!
Jak zaplanować trasę po Kostaryce na własną rękę

Dobrze zaplanowana trasa to podstawa. Kostaryka wydaje się mała, a trasy krótkie, ale przejazdy przez góry zajmują mnóstwo czasu, a część dróg jest w złym stanie. Proponuję 14-dniowy plan podróży, który łączy naturę, plaże i góry, tak żeby przeżyć jak najwięcej.
Każdy nowy dzień przynosił niesamowite przygody, ale wygospodarowaliśmy również czas na odpoczynek i wtopienie się w ten świat. Spełniliśmy swoje marzenia o spotkaniach ze zwierzętami.
Wszystko zaczęło się parę lat wcześniej: poznaliśmy wtedy najpiękniejsze żaby – rzekotkę czerwonooką, i żabkę w niebieskich dżinsach. To jeden z najpopularniejszych wpisów na blogu, bo modelki są wyjątkowe. Nic dziwnego, że wróciliśmy do Heredia.
Odbiór auta i jazda drogą 702 z San José do La Fortuna zajmuje około 2,5–3 godzin.
Dostaliśmy wiadomość, że lot Atlanta – Miami może być odwołany z powodu śnieżycy. W Georgii wszyscy zostają w domach przy najmniejszych opadach śniegu, zatem już droga na lotnisko mogła być nieprzejezdna, a samolot odwołany.
Po miesiącach czekania i planowania mieliśmy nie zobaczyć Kostaryki? Wyjechaliśmy samochodem do Miami dzień przed planowanym lotem, zajęło nam to około 9 godzin. Po drodze klimat się zmieniał, ale zawieruchy na Florydzie kręciły tylko piaskiem, a nie śniegiem. Pojawiły się palmy i już wiedzieliśmy, że się udało.
Za to kiedy wylądowaliśmy w San José, nie znaleźliśmy naszej walizki, tej z gumowymi butami – ochroną przed wężami, kurtkami przeciwdeszczowymi, kosmetykami i wszystkimi ładowarkami.
Podałam obsłudze lotniska mój WhatsApp i wpisałam w nawigację: Miradas Arenal Hotel & Hot Springs.
To dobra baza z widokiem na wulkan Arenal, który od 2010 roku pozostaje w fazie spoczynku.
La Fortuna – wulkan Arenal i najlepsze atrakcje regionu

Odnaleźliśmy nasz domek a potem poszliśmy szukać hotelowej restauracji. Wulkan był widoczny przez imbirowce i helikonie, ale padało i na szczycie usiadła czapa chmur.
Zgadnijcie, kogo spotkaliśmy? Oczywiście polską rodzinę. Siedzieliśmy przy jednym stoliku, obok kolejni rodacy, a kiedy pani z następnego żegnała się z obsługą, też odezwała się po polsku. Trzy stoliki obok siebie i wszystkie zajęte przez Polaków.
I wtedy stało się jasne, czemu nasz kelner wydawał się lekko nierozgarnięty. Każdego po kolei pytał, skąd jest, i za każdym razem słyszał: „z Polski”. Więc pytał drugi raz, żeby się upewnić, czy wszystko z nim w porządku

Warto wiedzieć, że Arenal jest jednym z najbardziej deszczowych zakątków Kostaryki. Właśnie dlatego jest tu taka obfitość zieleni. Deszcz sprawia, że dżungla wygląda jak z bajki. Ale ma to swoją cenę, bo wulkan często znika za chmurami na cały dzień.
Poranne cuda – zagubiona walizka i kolorowe powitanie




Rano świat wyglądał zupełnie inaczej. Pod drzwiami czekała nasza zagubiona walizka – przyleciała w nocy z Miami. Nie mam pojęcia, kto i jak ją dostarczył, droga nie była łatwa wcale.
Śniadanie w otwartej na ogród restauracji było wspaniałe – pyszne owoce, jajka i ryż z fasolką oraz smażonym bananem. Ale jedzenie nie było tak ważne jak ptaki, które nas obserwowały i czekały na kawałki owoców. Kolorowy ptak na kiści bananów to fantastyczne powitanie Kostaryki.
Sprawdź ceny w Miradas Arenal na Booking.com
Co zobaczyć w La Fortuna

1: Bogarin Trail to jedno z najlepszych miejsc na obserwację leniwców.
Do Bogarin Trail trzeba kupić bilet, a potem można zostać nawet cały dzień. Przy wejściu działa ptasia stołówka, ptaki są wabione papajami, bananami i innymi obłędnie pachnącymi owocami. Panuje tam wielki ruch i spędza się całe godziny, polując na najlepszy kadr.
Zauważyłam, że największym bogactwem w Kostaryce jest posiadanie własnego lasu. Wchodzi się w taką kontrolowaną dżunglę z przewodnikiem, idzie po wygodnej ścieżce i obserwuje leniwce, tukany, żaby, które siedzą sobie tam, gdzie chcą.
Poszliśmy najpierw z przewodnikiem, bo wyposażony w teleskop wiedział dokładnie gdzie siedzą leniwce, a potem instruował jak przyłożyć aparat do teleskopu, żeby zrobić im zdjęcie. Kiedy potem sami spacerowaliśmy na szlaku, co kilka metrów spotykaliśmy inne grupy, a przewodnicy pokazywali te same miejsca. Warto o tym wiedzieć, jeśli macie ściśle zaplanowany budżet. W niektórych parkach dochodziło do absurdów, przewodnicy deptali sobie po piętach. Pokażę Wam jak to wyglądało w Manuel Antonio.
Leniwce


Zawsze marzyłam, żeby zobaczyć je w naturze. Najbardziej pociągają mnie trójpalczaste, których sierść układa się w uśmiechnięte buźki, są rozczulające.
W Kostaryce występują dwa typy leniwców: trójpalczaste i dwupalczaste. Oba prowadzą nadrzewny tryb życia, poruszają się powoli i prawie cały czas wiszą na gałęziach, trzymając się ich długimi, zakrzywionymi pazurami.
Leniwce są samotnikami, tylko samica nosi młode przy sobie, ucząc je, które liście wybierać i jak przemieszczać się między konarami. Ich metabolizm jest bardzo wolny, żywią się głównie liśćmi, które są mało kaloryczne i trudne do strawienia, więc trawienie trwa wiele dni.
Na ziemię schodzą zwykle tylko raz w tygodniu do toalety, i to właśnie wtedy są najbardziej narażone. Te spokojne stworzenia potrafią żyć kilkanaście, a czasem ponad dwadzieścia lat, o ile pozwoli im na to las i człowiek.
2: Ecocentro Danaus
To prywatny rezerwat przyrody położony około 2 km od centrum La Fortuna. Działa jako centrum ochrony przyrody i edukacji ekologicznej.
Największą atrakcją jest nocny spacer z przewodnikiem, na który daliśmy się nabrać. Po zmroku aktywne stają się zwierzęta, których w ciągu dnia śpią. Po dwóch godzinach wędrówki w wąskim świetle latarki, trafiliśmy na żabkę blue jeans, schowaną w liściu bromelii.
Nie polecam tego miejsca, bo pająki macie u siebie. To doświadczenie powtórzyliśmy w innym rezerwacie, gdzie spełniły się nasze marzenia o podglądaniu życia kolorowych żab.
Spotkanie z śmiercionośnym wężem


Fotografowałam maleńką żabkę i byłam rozczarowana, że przewodnik kazał mi się cofnąć i podejść z drugiej strony. Był tak podekscytowany, jakby zobaczył koalę w tych liściach. Metr dalej sunął śmiercionośny wąż – jeden z najniebezpieczniejszych węży obu Ameryk. Zobaczyłam jego szeroką, trójkątną głową i misterny wzór na grzbiecie, idealnie wtapiający się w ciemność leśnej ściółki.
Fer-de-lance jest odpowiedzialny za większość ukąszeń w Kostaryce. Jego jad jest zabójczy – wstrzykuje średnio 105 mg jadu w jednym ugryzieniu, podczas gdy dawka śmiertelna dla człowieka wynosi już 50 mg. Bez pomocy medycznej ukąszenie doprowadza do śmierci w ciągu 3 godzin. Nasze spotkanie w ciemności dżungli musiało być wyjątkowe, bo chłopak dzwonił do kolegów, żeby im podać miejsce, gdzie widział węża.
Warto włożyć długie spodnie i wysokie buty -nigdy nie wiadomo, kogo się spotka.
3: Czekolada z Kostaryki




Rozcina się dojrzały owoc kakaowca i wyjmuje z niego nasiona zanurzone w białym, lepkim miąższu. Ziarna razem z miąższem przykrywa się liśćmi bananowca, gdzie rozpoczyna się fermentacja trwająca kilka dni.
Naturalne drożdże i bakterie rozkładają cukry, a masa stopniowo się nagrzewa. W tym czasie ziarna ciemnieją, tracą surową gorycz i przechodzą pierwszą, kluczową przemianę smaku.
Kolejnym etapem jest suszenie na słońcu. Ziarna rozkłada się na matach i regularnie przewraca, żeby stwardniały i nabrały aromatu.
Prażenie pogłębia smak, łagodzi kwasowość i rozwija nuty, które później odnajdujemy w czekoladzie. Czas i temperatura muszą być dobrze dobrane, ponieważ kilka minut różnicy potrafi wyraźnie zmienić smak. Na kolejnym zdjęciu możecie zobaczyć krzak kawy.

4: Gorące źródła w La Fortuna – wulkaniczne termy u stóp wulkanu Arenal
La Fortuna słynie z gorących źródeł – woda podgrzewana przez aktywność geotermalną wulkanu Arenal wypływa wprost z wnętrza ziemi, tworząc naturalne baseny termalne o temperaturze do 42°C.
Miradas Arenal Hotel & Hot Springs posiada własny kompleks basenów termalnych otoczonych tropikalną roślinnością.

Co jeszcze zobaczyć w La Fortuna
- Parque Nacional Volcán Arenal – szlaki u stóp wulkanu, widoki na stożek (najlepsze o świcie lub wieczorem)
- Lawa z 1968 roku – zastygłe pole lawowe na szlaku Los Tucanes, niesamowity krajobraz
- Catarata La Fortuna – jeden z najpiękniejszych wodospadów Kostaryki, 70 metrów wysokości, zejście stromymi schodami, kąpiel w basenie u stóp
- Kajak i spływy rzeką Peñas Blancas
- Canopy / zipline nad koronami drzew

Krokodyle nad rzeką Tárcoles
Droga z La Fortuna do Quepos przez zapiera dech – nie można się zatrzymywać, zostaje tylko podziwianie krajobrazów podczas jazdy. Ale czasami pojawiają się punkty widokowe. W dole rozciągają się pola uprawne ułożone tarasami na zboczach wzgórz, a pośród nich ciemnozielone rzędy krzewów kawowych. Kawa to jeden z najważniejszych produktów eksportowych Kostaryki, a region między Puntarenas a centralną doliną należy do najbardziej urodzajnych w całym kraju.
W dolinach widać pastwiska z białymi zebu – charakterystycznymi krowami z garbem na grzbiecie. To widok typowy dla całej Kostaryki. Te masywne zwierzęta doskonale znoszą tropikalny upał i wilgoć, dlatego zastąpiły tu europejskie rasy bydła. Biały lub kremowy kolor ich sierści odcina się wyraźnie od intensywnej zieleni pastwisk, tworząc obrazek jak z pocztówki.
Im niżej schodzi droga ku wybrzeżu, tym powietrze robi bardziej wilgotne, a zieleń intensywniejsza. Mgła przykleja się do wierzchołków drzew, a gdzieś między zakrętami nagle pojawia się błękit Oceanu Spokojnego – i wiadomo, że za chwilę będzie plaża.
Ale najpierw przejeżdża się przez most nad rzeką Tárcoles, gdzie można zobaczyć krokodyle. Szerokie, muliste zakola są dla gadów świetnym miejscem do wygrzewania się na słońcu.

Jeszcze kilkanaście lat temu pod mostem można było zobaczyć nawet kilkadziesiąt osobników . Teraz most jest w remoncie, panuje potworny hałas, więc krokodyle przeniosły się tam, gdzie mają więcej spokoju.
Nam udało się wypatrzyć tylko dwa nieruchome kloce, przez chwilę myślałam, że ktoś je tam postawił dla turystów. W końcu to miejsce to mały przydrożny kompleks turystyczny. Szkoda tylko, że główna atrakcja uciekła.


Park Narodowy Manuel Antonio – co zobaczyć

Quepos to nadmorskie miasteczko w prowincji Puntarenas, które większość podróżnych traktuje jako bazę wypadową do parku. Można stąd wyruszyć na połowy marlina lub podziwiać wieloryby i inne duże ryby w ich naturalnym środowisku.

Spędziliśmy tu tylko jedną noc, żeby następnego dnia odwiedzić Parque Nacional Manuel Antonio i ruszyć dalej w podróż po Kostaryce. Pamiętaj, że bilety trzeba kupić wcześniej online. Zachód słońca nad spokojnymi falami Pacyfiku był magicznym zakończeniem dnia.

Park Narodowy Manuel Antonio – który pojawia się w niemal każdym planie podróży – okazał się największym rozczarowaniem. Wielkie obietnice: zobaczysz małpy, leniwce, iguany, tukany, a potem wykąpiesz się w oceanie w otoczeniu palm, okazały się przesadzone.
To jeden z najczęściej odwiedzanych parków w kraju, więc spodziewaliśmy się limitowanych wejść i dzikich ścieżek. W rzeczywistości zobaczyliśmy turystyczny deptak, zgadzało się tylko to, że w lesie.
Przekonałam się, że lepiej jest omijać najbardziej szumne miejsca. Najpiękniej jest tam, gdzie właściciel zna każdy krzaczek w swoim lesie i potrafi pokazać ukryte zwierzęta bez zakłócania ich spokoju.
Najpierw atakuje horda samozwańczych koordynatorów, która gestami nakazuje jechać tam, gdzie wskażą. Wygląda to poważnie i trudno ich zignorować, ale nam się udało.
Na właściwym parkingu oddaliśmy klucze i poszliśmy szukać wejścia do parku. A tam wielka kolejka wijąca się jak wąż. Kiedy nadeszła moja kolej, musiałam otworzyć plecak i wyrzucić wodę. Był upał, a przed nami kilka godzin chodzenia, więc bardzo mi się to nie spodobało.
Zaproponowali przechowalnię za 5 dolarów. Można mieć butelki wielokrotnego użytku i napełniać je na własne ryzyko wodą z kranów w parku. Wróciliśmy na parking, żeby zostawić wodę. Znowu kolejka i wchodzimy.


Jest kilka szlaków do wyboru i mnóstwo przewodników z teleskopami. Oferta: 25 dolarów od osoby za indywidualny spacer. Znowu grupy deptały sobie po piętach, a my cieszyliśmy się, że idziemy sami i widzimy to samo, czyli nic.
Szliśmy kładką przez las namorzynowy i zobaczyliśmy kraby, które ktoś pokazał swojej grupie. Potem było pięknie, bo wyszliśmy na cudowną plażę. Były aż cztery i to był naprawdę najlepsze co można zobaczyć w parku.

Wracaliśmy drogą główną, po bokach była zbita gęstwina. Wierzę, że w środku były wszystkie zwierzęta, ale głęboko ukryte i niewidoczne. Żadnych ścieżek w głąb nie było.

Jeden z przewodników zatrzymał się i pokazał mięsożernego kwiatka. Za nim szedł kolejny z parą podróżników ( $ 100) i pokazał to samo. Za nimi szliśmy my i zobaczyliśmy kwiatka za darmo.
Ten wielki tłum wypłoszyłby zwierzęta z całego parku, dlatego są one chronione, jednak opisy powinny być rzetelne. To nie najlepsze, lecz jedno z najgorszych miejsc do obserwacji dzikich zwierząt. To co zobaczyliśmy w dalszej części podróży było warte trudów i każdej dziury na drodze.
Z ulgą opuściliśmy to miejsce i pojechaliśmy do naszej bazy w dżungli, autobusu przerobionego na mieszkanie.
Region Dominical / Uvita



Jednym z najciekawszych noclegów w całej naszej podróży okazał się Jungle Bus AmartiRica. To autobus przerobiony na mieszkanie, w środku 5-hektarowego prywatnego lasu, należącego do włoskiej rodziny.
W kontekście planu Kostaryka na własną rękę, to sposób na tanie i niezapomniane zakwaterowanie. To idealne miejsce dla tych, którzy szukają ciszy, bliskości natury i noclegów, które zostają w pamięci długo po powrocie. Żeby dojechać, trzeba mieć specjalne instrukcje, pojazd z napędem na 4 koła i kody do bram.
Tam odpoczęliśmy naprawdę, wyłączyliśmy się za świata na 3 dni. Nocą słychać żaby, a świtem ptaki. Włoscy właściciele stworzyli tu miejsce z charakterem. Z tarasu autobusu rozciąga się widok na Ocean Spokojny. Tylko natura i zachody słońca na plaży Playa Linda.

Dominical to najbliższe większe miasto, znajdziesz tu świetnie zaopatrzony supermarket z owocami, których aromatu nie da się opisać słowami:
granadillą, mango, papaja i gatunki, których nazwy można poznać dopiero na miejscu.
W pobliżu znajduje się Marino Ballena National Park, znany z piaszczystej formacji w kształcie ogona wieloryba oraz sezonowych migracji humbaków. Wybraliśmy się na wycieczkę do dwóch stanowisk archeologicznych.
Blue Morpho – błękitny motyl z Kostaryki


To jeden z najbardziej rozpoznawalnych motyli w Kostaryce. Ma duże, intensywnie niebieskie skrzydła, które widać z daleka, kiedy leci nisko nad ścieżką. Od spodu skrzydła są brązowe, dzięki czemu łatwo się kamufluje, gdy usiądzie na liściach. Najczęściej spotyka się go w wilgotnych lasach i w okolicach rzek. To motyl aktywny w dzień, często siada na ziemi lub kamieniach, żeby pobrać minerały z wilgotnego podłoża.
Finca 6 – kamienne kule kultury Diquís (UNESCO)

W delcie rzeki Diquís znajdują się słynne kamienne kule. Jest ich ponad trzysta, a największe mają prawie dwa i pół metra średnicy i ważą kilka ton. Powstawały między rokiem 500 a 1500 naszej ery i do dziś budzą ciekawość archeologów.
Kule są dziełem kultury Chiriquí, która zamieszkiwała południową Kostarykę i zachodnią Panamę między rokiem 500 a 1500 n.e. Był to lud rolniczy, trudniący się również rybołówstwem i handlem na dużą skalę. Społeczeństwo Chiriquí było hierarchiczne, wodzowie i kapłani odgrywali kluczową rolę.
Naukowcy uważają, że kule wyznaczały granice osad i miały znaczenie rytualne, być może wskazując również status społeczny ich właścicieli.

Kule wykuwano ręcznie z kamienia sprowadzanego z odległych gór. Powstawały przez obtłukiwanie, szlifowanie i długotrwałe polerowanie. To żmudna, wielopokoleniowa praca, wymagająca doskonałej organizacji społecznej. Erich von Däniken nie wierzył, że mogły powstać za pomocą ludzkich rąk. Chyba nie doceniał ludzkich umiejętności.
Uważa się, że wyznaczały granice dawnych osad i mogły mieć także znaczenie rytualne. Cztery stanowiska z kulami wpisano w 2014 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
W Finca 6 część z nich leży w oryginalnym układzie, a w niewielkim muzeum można zobaczyć znalezione na miejscu figurki.



Kule leżą w pięknej dżungli, gdzie nad głowami biegają małpki wiewiórcze, w dole legiony mrówek transportują liście większe od siebie. Taką Kostarykę warto zobaczyċ.
Region Sarapiquí i Selva Verde Lodge

Nasz kolejny cel to okolice Puerto Viejo de Sarapiquí – tam zatrzymaliśmy się w hotelu Selva Verde Lodge położonym w samym sercu lasu deszczowego.
Według nawigacji czas przejazdu powinien zająć około 5–6 godz., nam zajął 10 godz.
To był najtrudniejszy odcinek z całej trasy. Nawigacja poprowadziła nas przez góry – z dala od głównych dróg – bo część tras była zamknięta z powodu uszkodzeń.
Jechaliśmy górskimi drogami pełnymi dziur, zakrętów i otchłani w dole. Żeby nie było za łatwo otaczała nas gęsta mgła, takie są uroki lasów mglistych. Jednak to co zobaczyliśmy rano wymazało nam z pamięci koszmarny wieczór.
Klimat jest tu wilgotny przez większą część roku, dzięki temu roślinność jest bujna, a kolorowe żaby mają tu swój żabi raj. Dla tych, którzy zwiedzają Kostarykę na własną rękę to miejsce obowiązkowe.
Droga do restauracji biegła przez ogrodową dżunglę. Towarzystwo europejskie – Francuzi, Anglicy, Niemcy, a wszyscy z wielkimi obiektywami. Z tarasu widzieliśmy takie ptaki, że nikt nie myślał o jedzeniu. Zobaczyliśmy celebrytę tych lasów. Usiadł skromnie i rozjaśnił deszczowy poranek.
Tukan tęczodzioby – Keel-billed Toucan




Tukan tęczodzioby przyfrunął skubnąć banana z hotelowego karmnika. Widok był taką niespodzianką, że prawie wstrzymywaliśmy oddech, żeby go nie spłoszyć. Bajecznie kolorowy dziób, żółta pierś i niebieskawe łapki bardzo mnie rozczuliły.
Chociaż dziób tukana jest duży, w rzeczywistości jest lekki i porowaty w środku, dzięki czemu działa trochę jak chwytak do owoców, które stanowią podstawę jego diety. Udało nam się pokazać na zdjęciu jak podrzuca banana do góry, żeby go połknąć.
Tukany mają też swoje ciekawe zwyczaje. Nocą potrafią wciskać się razem do jednej dziupli. Zwinięte w kulki, z dziobami schowanymi pod skrzydłami, śpią obok siebie jak kolorowe paczuszki. Wygląda to podobno dość komicznie, ale w ten sposób oszczędzają miejsce i czują się bezpieczniej.
Są ptakami społecznymi, zwykle trzymają się w małych grupach, przekomarzają się i bawią między gałęziami. W tropikalnym lesie często łatwiej je usłyszeć niż zobaczyć, bo ich głos przypomina trochę żabie rechotanie.
Tukan tęczodzioby żyje średnio około 15–20 lat, zarówno w naturze, jak i w niewoli. Gniazduje w dziuplach drzew, gdzie samica składa zazwyczaj 2–4 jajka. Pisklęta wykluwają się ślepe i bez piór, a charakterystyczny duży dziób rozwija się dopiero z czasem. O młode opiekują się oboje rodzice. Ptaki te pełnią też ważną rolę w ekosystemie, ponieważ jedząc owoce rozsiewają nasiona, dzięki czemu pomagają tropikalnym lasom się odnawiać.
Spotkanie z takim ptakiem w naturze to naprawdę czysta radość i jedna z tych chwil, które długo się pamięta.

Widzieliśmy również inne tukany. Tukan Swainsona jest jednym z największych tukanów Ameryki Środkowej. Dorasta do ok. 50–60 cm długości, a jego charakterystyczny ogromny dziób może mieć nawet 15–20 cm. Jego gardłowy krzyk przypomina rechot żaby i często najpierw go słychać zanim się pojawi.

Selva Verde Lodge & Rainforest Reserve leży nad rzeką Sarapiquí i ma własny most.



Frogs Heaven – najlepsze miejsce do obserwacji czerwonookich żab


To nasza druga wizyta w Kostaryce, i znów ten sam cel: zobaczyć rzekotki czerwonookie. Przemierzyliśmy pół kraju, wypatrując ich w gęstwinie tropikalnych liści, a żabki pokazały się dopiero w Heredii, w prywatnym pięciohektarowym lesie Frogs Heaven. Dokładnie tak samo jak za pierwszym razem.
Nie ma nic piękniejszego od obserwowanie tych maleńkich stworzeń w naturalnym środowisku.
Tylko we Frogs Heaven, Horquetas De Sarapiqui, miłośnicy natury poczują jej intensywność.
Młody chłopak wychował się w tym lesie, zna każdy dźwięk, wie doskonale gdzie patrzeć, widzi rzeczy, których my nie widzimy. Przedrzeźnia ptaki, a one dają się oszukać i odpowiadają na jego zawołanie. To, że potrafi rozpoznać żaby po ich śpiewie, to już czysta magia. Takich cudów nie zobaczycie w żadnym parku narodowym.
Wilgotne powietrze w Kostaryce swój własny zapach, jakby ktoś wycisnął sok z liści i rozpylił go w powietrzu. Dlatego spędziliśmy tam 4 godziny w dzień, a potem jeszcze wybraliśmy się na nocną wycieczkę. Oczywiście w nocy było ciekawiej, bo las wtedy ożywa.
Przewodnik poświecił latarką w stronę szerokiego liścia, a wtedy poraziło nas czerwonookie spojrzenie.
Rzekotka czerwonooka



Bez przewodnika nigdy bym jej nie zauważyła, kamuflaż rzekotki jest doskonały. Natura przygotowywała ją do przetrwania przez tysiące lat ewolucji.

Szeleszczące liście, błyski oczu i zapach wilgotnej ziemi tworzą niezapomniany klimat.


Jej inna nazwa – chwytnica kolorowa – zdradza jej supermoc. Potrafi wspinać się po gładkich powierzchniach w koronach lasów deszczowych. Pomarańczowe palce zakończone przylgami pozwalają jej zwisać nawet wtedy, gdy zaczepi się tylko jedną łapką.
Noce spędza intensywnie, poluje na owady, świerszcze i mniejsze żaby. Aż nadchodzi pora deszczowa – czas godów.
Samiec rzekotki czerwonookiej jest mniejszy od samicy i to nie przypadek. Lżejsze ciało ułatwia mu poruszanie się po cienkich gałązkach. Jego głównym zadaniem jest znalezienie partnerki.
Najważniejszym „narzędziem” samca jest głos. Wydaje cichy trel, możliwy do usłyszenia tylko z bliska. To celowa strategia, głośniejszy śpiew przyciąganie drapieżniki.



Gdy samica się zbliży, samiec wspina się na jej grzbiet. Taki niewinny uścisk może trwać wiele godzin. W tym czasie para wspólnie wybiera liść zwisający nad wodą, musi być wilgotny i bezpieczny.
Samiec będzie siedział na grzbiecie samicy aż ta złoży jaja, a wtedy natychmiast je zapłodni.
Po kilku dniach kijanki wypadną z liścia prosto do wody, gdzie będą rozwijać się przez kilka miesięcy, aż zamienią się w kolejne pokolenie. Zupełnie inaczej jest z żabkami w niebieskich dżinsach.
Blue Jeans Frog

Blue Jeans Frog rozmnaża się przez cały rok. Samiec wabi samicę krótkim ćwierkaniem i broni swojego miejsca przed innymi samcami. Gdy śpiew nie wystarczy, dochodzi do zwarcia, dwa samce splatają się jak zapaśnicy, aż jeden ustąpi.



Po wygranej samiec prowadzi samicę do zwiniętego liścia. Ona składa jaja i odchodzi. Cała reszta należy do niego. Zapładnia jaja i przez około dwa tygodnie pilnuje ich wilgotności oraz bezpieczeństwa.
Gdy kijanki się wyklują, wraca samica.
Zabiera po kilka na plecy i przenosi je do bromelii. Każda kijanka trafia do osobnej rozetki z wodą, bo wspólne życie skończyłoby się kanibalizmem. Przez miesiąc samica dokarmia je niezapłodnionymi jajami.
Scinax elaeochroa – Olive Tree Frog


Olive Tree Frog żyje w wilgotnych ogrodach i lasach środkowej Kostaryki. Jest aktywna nocą, wspina się po liściach i gałązkach, polując na drobne owady. Szerokie przylgi na palcach pozwalają jej trzymać się śliskich powierzchni, a spłaszczone ciało działa jak przyssawka. Spotyka się ją nawet 25 metrów nad ziemią.
Należy do tej samej rodziny co rzekotka czerwonooka, ale jest mniejsza i ma oliwkowy lub żółtawy grzbiet i złotawe oczy.
W porze deszczowej samce siadają nad wodą i nawołują samice. Jaja składane są w wodzie lub na roślinach tuż przy niej. Po około 36 godzinach wylęgają się kijanki, które ukrywają się w płytkich, zarośniętych fragmentach stawów.
Green poison dart frog

Drzewołaz zielono-czarny – po angielsku green and black poison dart frog – to niewielka, ale bardzo charakterystyczna żaba lasów tropikalnych. Jej ciało pokrywają nieregularne plamy w odcieniach zieleni i turkusu na czarnym tle. Ten kontrastowy wzór to wyraźny sygnał ostrzegawczy dla drapieżników, żeby jej nie zjadali.
Podobnie jak inne drzewołazy ma w skórze toksyny, które pochodzą z pożywienia – głównie z mrówek, termitów i innych drobnych bezkręgowców, które żaba zbiera wśród wilgotnych liści na dnie lasu.
W przeciwieństwie do wielu innych żab jest aktywna w dzień. Przeskakuje po ściółce i niskiej roślinności, cierpliwie wypatrując małych ofiar.
Scinax boulengeri – żaba krokodyl


Pysk tej żaby przypomina miniaturowego krokodyla. Wygląda tu jakby szykowała zasadzkę na muchę życia.

Brązy i zielenie tworzą kamuflaż tak skuteczny, że trudno ją zobaczyć. To nocne stworzenie mieszka wysoko w koronach drzew, gdzie prowadzi spokojne życie. Dopiero w porze deszczowej wychodzi na scenę. Samce ustawiają się na pionowych liściach głową w dół i śpiewają głośne, nosowe KWA – skuteczny wabik dla samic.
Jest dość pospolita, ale za to dobrze ukryta. I dlatego spotkanie z nią robi takie wrażenie. W Kostaryce mówią na nią żaba krokodyl.
Honduran white bat – poznaj najpiękniejszego nietoperza na świecie

Uchodzi za najpiękniejszego nietoperza na świecie. Odjęło mi mowę jak go zobaczyłam. Mała biała kulka przypomina maskotkę, która przez pomyłkę trafiła do dżungli.
Śpi pod dużymi liśćmi, najczęściej heliconii. Delikatnie nadgryza boczne nerwy liścia, dzięki czemu tworzy się naturalny namiot, który chroni przed słońcem i deszczem. Gdy liść przestaje się nadawać, nietoperze przenoszą się w inne miejsce. Na zdjęciu widać dwa ślady nadgryzień liścia.


Jest maleńki, ma śnieżnobiałe futro, żółte uszy i pyszczek oraz czarne skrzydła, prowadzi spokojne, bardzo uporządkowane życie.
Nietoperz biały honduraski żywi się wyłącznie owocami, głównie dzikimi figami z rodzaju Ficus, które są bardzo powszechne w Kostaryce. Wybiera miękkie, dojrzałe owoce bogate w cukry, a owady nie interesują go wcale. Zjada miąższ, a nasiona rozsiewa w lesie, pomagając dżungli rosnąć.
Te nietoperze o białym futerku żyją w żeńskich koloniach, w których przebywa tylko jeden samiec, ale tak się dzieje głównie w okresie rozrodczym. Ciąża trwa około trzech tygodni, a samica rodzi jedno młode. Przez pierwsze tygodnie młode pozostaje przy matce, a po miesiącu staje się samodzielne.
Potem samce opuszczają kolonie i tworzą osobne, niewielkie grupy kawalerskie, a samice zajmują się młodymi. Białe futro pomaga im być niewidzialnymi, bo światło przechodzące przez zielony liść sprawia, że zlewają się z otoczeniem. W ciągu dnia odpoczywają blisko siebie, a nocą wylatują po owoce.

Ten gatunek występuje wyłącznie w Ameryce Środkowej, między innymi w Kostaryce. To jeden z najładniejszych ssaków. Powiedzcie mi, czy wiedziecie o jego istnieniu?
Eyelash Viper – żmija o pięknych rzęsach



Jej polska nazwa to żararaka rogata. Nad oczami ma drobne łuski przypominające rzęsy – to właśnie od nich pochodzi jej angielska nazwa.
Żararaki mogą mieć bardzo różne kolory. Spotyka się osobniki zielone, żółte, brązowe, a nawet pomarańczowe. Dzięki temu łatwo wtapiają się w liście i gałęzie tropikalnego lasu, gdzie większość czasu spędzają zwinięte na roślinach, cierpliwie czekając na zdobycz.
Potrafią uderzać szybko i jadowicie. Ich jad może być niebezpieczny także dla człowieka, ale wąż atakuje głównie wtedy, gdy poczuje się zagrożony. Poluje zwykle nocą na małe ptaki, jaszczurki i gryzonie.
Są jajożyworodne. Oznacza to, że młode rozwijają się w ciele samicy i przychodzą na świat już w pełni ukształtowane. Po kilku miesiącach rozwoju małe żmijki rodzą się samodzielne i od pierwszych chwil potrafią polować oraz bronić się jadem.
Puerto Viejo de Sarapiquí okazał się najciekawszym etapem naszego projektu Kostaryka na własną rękę. Zobaczyliśmy przepiękny las deszczowy z dala od obleganych parków narodowych.
Ruszamy dalej, przejazd w góry zajmuje około 1,5–2 godzin.
Wodospady La Paz i chłodniejsze góry

La Paz Waterfall Gardens łączy kilka dużych wodospadów , które spadają kaskadami wśród gęstego, zielonego lasu. Huk wody i wilgotna mgła unosząca się nad skałami sprawiają, że widok naprawdę zapiera dech.

Ogród łączy w sobie szlaki prowadzące do wodospadów, miejsce na karmniki kolibrów oraz ośrodek ratunkowy dla zwierząt.

Można tu zobaczyć z bliska wiele gatunków ptaków i innych mieszkańców kostarykańskich lasów, które trafiły tu po urazach lub nie mogą już wrócić na wolność.
Dodatkową przyjemnością jest przepyszny lunch w formie bufetu, serwujący lokalne dania kuchni kostarykańskiej.

Kostaryka na własną rękę – zakończenie podróży
Nasz przewodnik po Kostaryce na własną rękę, oparty na realnych dystansach, kosztach i sprawdzonych miejscach kończy się na lotnisku.
San José to tylko logistyczny przystanek. Dojazd na lotnisko Juan Santamaría International Airport zajmuje 45–60 minut. Zwracamy auto w wypożyczalni, a shuttle bus zawozi na lotnisko.
Kostaryka na własną rękę – praktyczne podsumowanie
Nasza trasa przez Kostarykę była prawdziwym przekrojem przez wszystkie krajobrazy tego kraju – od wulkanicznych wyżyn i zielonych wzgórz wokół Arenal, przez rozgrzane słońcem wybrzeże Pacyfiku, aż po wilgotne niziny Sarapiquí i chłodniejsze, mgliste rejony górskie w okolicach Vara Blanca.
To plan, który na mapie wygląda rozsądnie, ale w praktyce potrafi mocno zweryfikować oczekiwania. W Kostaryce kilometry nie mają większego znaczenia – liczy się stan dróg, pogoda i ukształtowanie terenu. Czas przejazdu wydłuża zwłaszcza jazda przez góry po bardzo złych nawierzchniach.
Część tras była zamknięta, a nawigacja skierowała nas na wąskie drogi pełne gigantycznych dziur, co momentami bardziej przypominało przeprawę terenową niż spokojny przejazd między miejscowościami.
Podróż do Kostaryki na własną rękę powinna być tak zaplanowana, żeby być blisko natury, myślę, że nam się to udało.
Plan podróży: trasa, odległości i najciekawsze przystanki
| Trasa | Czas / dystans | Co warto wiedzieć / przystanki |
|---|---|---|
| San José → La Fortuna | 2,5–3 godz. (ok. 130 km) | Wyjazd drogą Route 1 na zachód, potem Route 141 przez Ciudad Quesada (San Carlos). Warto zatankować i zrobić zakupy przed dalszą drogą. Trasa prowadzi przez wyżyny prowincji Alajuela, mijając plantacje kawy i malutkie miasteczka. Na końcu rozpościera się widok na stożek wulkanu Arenal – przy dobrej pogodzie widać go z daleka. |
| La Fortuna → Quepos | 5,5–6,5 godz. (ok. 300–320 km) | Kręty górski odcinek przez wyżyny centralne, mijając plantacje kawy i malownicze miasteczka. Przystanek obowiązkowy: most nad rzeką Tárcoles, gdzie odpoczywają ogromne krokodyle. Ostatni fragment trasy prowadzi drogą 34 wzdłuż wybrzeża do Quepos. |
| Quepos / Manuel Antonio → Dominical / Uvita | 1–1,5 godz. (ok. 70 km) | Droga Costanera Sur wzdłuż Pacyfiku, widoki na ocean, niewielkie plaże i wioski rybackie. Dominical to większe skrzyżowanie, Uvita leży kilkanaście kilometrów dalej. To jeden z przyjemniejszych odcinków – droga dobra, widoki piękne. |
| Dominical / Uvita → Sarapiquí (Selva Verde Lodge) | 5–6 godz. w teorii, u nas 10 godz. | Najtrudniejszy odcinek – górskie drogi pełne dziur i objazdy z powodu zamkniętych tras. Można ominąć góry, jadąc wzdłuż wybrzeża – trochę dłużej, ale znacznie wygodniej i bezpieczniej. |
Dlaczego warto zaplanować trasę w ten sposób
Ten plan pozwala stopniowo odkrywać różne oblicza Kostaryki – od miejskiego zgiełku w San José, przez tropikalną zieleń La Fortuny i Arenal, aż po malownicze wybrzeże Pacyfiku i spokojne tereny Sarapiquí. Przystanki w praktycznych miejscach, takich jak Ciudad Quesada czy most nad rzeką Tárcoles, dają chwilę odpoczynku i możliwość zobaczenia czegoś wyjątkowego po drodze.
Dzięki takiemu rozplanowaniu nie tracisz czasu na długie, nieprzyjemne przejazdy, a trasa pozwala w pełni cieszyć się widokami, lokalną przyrodą i atrakcjami – wszystko w rozsądnych odcinkach jazdy dziennie.
Praktyczne wskazówki przed wyjazdem w trasę
W Kostaryce samochód z napędem 4×4 to często konieczność. Część bocznych dróg – zwłaszcza w górach i na odludziu – jest po prostu nieprzejezdna zwykłym autem, szczególnie po deszczu. Warto o tym pamiętać już przy rezerwacji pojazdu.
Jeśli podróżujesz w porze deszczowej (maj–listopad), licz się z tym, że stan dróg może być znacznie gorszy niż sugeruje mapa. Drogi bywają zamknięte z dnia na dzień, a objazdy prowadzą przez trasy, które w innych warunkach w ogóle nie nadają się do jazdy.
Co do nawigacji – aplikacja Waze jest w Kostaryce bardzo popularna, ale u nas sprawdził się OsmAnd Maps. W Kostaryce zasięg potrafi zniknąć nagle i na długo, a OsmAnd działa w trybie offline – mapy pobierasz wcześniej i nawigujesz bez internetu.
Mapy Google bez zasięgu są bezużyteczne, a wytyczenie nowej trasy, gdy droga okazuje się zamknięta, staje się wtedy niemożliwe. Polecamy pobrać mapy przed wyjazdem z miasta i mieć OsmAnd na wszelki wypadek, nawet jeśli na co dzień korzystasz z innej aplikacji.
Ceny w Kostaryce – ile kosztuje podróż na własną rękę
Budżet podróży po Kostaryce – 14 dni
Poniższe ceny przedstawiają orientacyjny koszt 14-dniowej podróży po Kostaryce na własną rękę dla dwóch osób. W praktyce można je znacznie obniżyć nawet o tysiąc dolarów, wybierając tańszy samochód, noclegi w niższej kategorii, rezygnując z części wycieczek z przewodnikiem lub wybierając te, które najbardziej odpowiadają naszym preferencjom. Dzięki temu budżet może być dużo bardziej elastyczny i przystępny
| Kategoria | Koszt (USD) | Uwagi | Łączny koszt 14 dni (USD) |
|---|---|---|---|
| Noclegi | 70–140 / noc | Średnia półka, śniadania wliczone, dobre lokalizacje w pobliżu atrakcji | 105 × 14 = 1 470 |
| Wynajem auta | 120 / dzień | Auto z wyższym prześwitem polecane, pełne ubezpieczenie | 120 × 14 = 1 680 |
| Paliwo | 150–220 | Cała trasa ok. 900–1100 km, wliczone wszystkie przejazdy | Średnio 185 |
| Jedzenie | 80 / dzień dla 2 osób | Obiady i kolacje w lokalnych restauracjach, sieć „Soda” najkorzystniejsza | 80 × 14 = 1 120 |
| Wstęp do parków | 10–20 / park | Zależnie od miejsca, np. La Fortuna, Manuel Antonio | Zakładamy 10 parków: 150 |
| Wycieczki z przewodnikiem | 30–60 USD, wyprawy fotograficzne droższe | Birdwatching, nocne spacery, wulkaniczne wyprawy | 250 |
| Rezerwa awaryjna / pamiątki | – | Drobne wydatki, pamiątki, kawiarnie, lokalne przysmaki | 200 |
| Łącznie | – | Orientacyjny koszt całej podróży 14 dni dla 2 osób | 5 055 USD |
Dodatkowe uwagi:
- Śniadania wliczone w noclegi – pozwala zaoszczędzić i skraca czas planowania poranków.
- Paliwo i wynajem auta – samochód z większym prześwitem ułatwia dojazd do parków narodowych i szutrowych dróg w dżungli.
- Jedzenie w Sodach – autentyczne doświadczenie lokalnej kuchni, najtańsze i najsmaczniejsze posiłki.
- Wstęp do parków – polecam kupować bilety online, niektóre parki mają ograniczoną liczbę wejść.
- Wycieczki z przewodnikiem – warto uwzględnić przynajmniej jedną nocną wyprawę i birdwatching, bo to niezapomniane doświadczenia.
- Rezerwa awaryjna – zawsze dobrze mieć kilka stówek na nieprzewidziane wydatki i pamiątki.
Co spakować – niezbędna lista
e-Sim dla podróżników – internet w ponad 150 krajach, kup wcześniej i miej kontakt ze światem.
Dokumenty: paszport, prawo jazdy, karta kredytowa.
Elektronika: adapter A/B, powerbank, czołówka z czerwonym światłem.
Ubrania: kurtka przeciwdeszczowa, buty trekkingowe, buty gumowe.
Niezbędniki: repelent, krem UV, worek wodoszczelny, mała apteczka.
Jak dostać się z Polski do Kostaryki
Najtańsze loty z Warszawy do San José znajdziesz na Kiwi.com
Najłatwiej dostać się do Kostaryki, startując z Warszawy i lądując w San José (SJO). Najczęściej trzeba się przesiadać – popularne lotniska tranzytowe to Frankfurt, Amsterdam, Paryż, a jeśli lecimy przez Stany Zjednoczone, konieczna jest wiza ESTA.
Cała podróż trwa zwykle od 14 do 20 godzin, w zależności od czasu przesiadki.
Transport w Kostaryce- rezerwuj przed wylotem
Rezerwuj auto w najlepszej cenie na GetRentacar.com
Najwygodniej wynająć auto, ponieważ daje swobodę i pozwala zatrzymać się tam, gdzie akurat coś nas zachwyci. Drogi bywają dziurawe, a przejazdy przez góry są wolne, ale to najlepszy sposób na podróżowanie po Kostaryce na własną rękę.
Formalności przy wynajmie samochodu w Kostaryce wcale nie są skomplikowane, ale warto znać kilka podstawowych zasad, żeby uniknąć stresu już pierwszego dnia podróży.
Większość wypożyczalni wymaga, żeby kierowca miał minimum 21 lat. W niektórych firmach granica wynosi 23 lub nawet 25 lat, a młodsi kierowcy często muszą dopłacić niewielką opłatę dzienną – nic dramatycznego, ale warto o tym pamiętać przy planowaniu budżetu.
Do odbioru samochodu potrzebujesz ważnego prawa jazdy i karty kredytowej na swoje nazwisko. Na karcie blokowany jest depozyt, którego wysokość zależy od wypożyczalni i ubezpieczenia – czasem to kilkaset dolarów, a czasem nawet około dwóch tysięcy.
Karty debetowe są akceptowane rzadziej, więc najlepiej mieć przy sobie kredytówkę. I spokojnie – polskie prawo jazdy jest w Kostaryce w pełni honorowane, więc nie musisz wyrabiać międzynarodowego dokumentu, choć niektóre firmy mogą go zalecać.
Samochód najłatwiej odebrać w pobliżu lotniska w San José. Wiele wypożyczalni oferuje darmowy shuttle z terminala, więc nie trzeba martwić się dojazdem. W naszym przypadku wystarczyło kilka minut transferu i już byliśmy przy biurze, gotowi do podpisania umowy.
Jednak zanim wyruszysz w drogę, poświęć chwilę na dokładne obejrzenie auta. Sprawdź, czy wszystkie rysy i drobne uszkodzenia są zaznaczone w protokole – w końcu nie chcesz płacić za coś, czego nie zrobiłeś. Drogi w Kostaryce bywają bardzo różne: od gładkich asfaltówek po szutrowe odcinki w dżungli, a czasem nawet lekko błotniste trasy po deszczach. Warto wiedzieć, w jakim stanie jest Twój samochód, zanim wyruszysz na pierwszą przygodę.
Kiedy jechać do Kostaryki
Planując wyjazd do Kostaryki dobrze wiedzieć, że pogoda potrafi być różna w zależności od regionu. Sezon suchy, czyli od grudnia do kwietnia, przynosi najwięcej słońca i długie, jasne dni. Warto jednak pamiętać, że w niektórych regionach mogą występować krótkie opady, a w górach praktycznie zawsze można spotkać mgłę, która nadaje krajobrazom charakterystyczny, lekko tajemniczy klimat.
Sezon zielony, od maja do listopada, charakteryzuje się popołudniowymi deszczami, które sprawiają, że przyroda staje się bardzo bujna. W tym okresie noclegi i wycieczki są zazwyczaj tańsze, a miejsca mniej zatłoczone. Najlepszy kompromis pod względem pogody i cen mogą stanowić miesiące przejściowe, takie jak maj, czerwiec czy listopad.
Znajomość tych zasad pozwala lepiej zaplanować podróż i uniknąć niespodzianek, niezależnie od tego, czy podróżujesz po plażach, parkach narodowych, czy w górach.
Czy Kostaryka jest bezpieczna dla podróżujących na własną rękę ?
Planując podróż na własną rękę po Kostaryce zastanawiasz się czy to jest bezpieczny kraj. Wszystkie źródła podają, że tak. Dlaczego zatem wszyscy mieszkają w klatkach? Zobaczysz kraty w oknach i drzwiach, albo drut kolczasty na wysokim ogrodzeniu. Wygląda to przerażająco, ale takie osiedla widzieliśmy również w innych krajach Ameryki Centralnej. .
W parkach narodowych jest spokojnie, bo nad porządkiem czuwa ochrona. Nie zostawiaj niczego w aucie i unikaj spacerów po zmroku. Trzeba być zawsze czujnym i rozważnym. Nas nic przykrego nie spotkało, a ludzie byli bardzo mili i pomocni.
Jeśli podobał Ci się ten wpis, podziel się nim ze znajomymi! Będzie to dla mnie ogromna radość! Śledź mnie na Facebooku lub Instagramie, aby być na bieżąco z moimi podróżami i zobaczyć jeszcze więcej zdjęć! Jeśli nie chcesz przegapić nowych postów, subskrybuj mój blog.
4 komentarze
Cudowna niespodzianka – dawno nie dostałam zajawki na maila. Bardzo ciekawy materiał i jak zawsze świetne zdjęcia. Urzekły mnie „osobne grupy kawalerskie” dla samców nietoperzy i ten niesamowity czarno-tęczowy ptak na końcu, czyżby też koliber? Moc pozdrowień :)
Miło Cię znowu zobaczyć Joanno. Tak, to koliber. Zdarza się, że umęczone też siadają. Widziałam nawet gniazdo kolibra, jest utkane z najdelikatniejszego puchu. Nietoperki mnie tak roztopiły, że jeszcze teraz się rozczulam nad nimi. Bardzo praktyczny podział na grupy panieńskie i kawalerskie, zwierzęta wiedzą instynktownie co jest dla nich dobre. Te czarne też bystro patrzyły z drzewa. To kraj, którego nie da się opisać, ale próbowałam:)
Fantastyczna lektura, a foty!!! normalnie bajkowe!
Nigdy się tam nie wybiorę, ale dzięki Twojemu opisowi czuję się, jakbym wędrowała z Wami.
Uściski Marysiu.
Nawet nie wiesz jaką sprawiłaś mi przyjemność. Cieszę się ogromnie, bo taki był zamysł – przeprowadzić wycieczkę naszym śladem, podzielić się cudownościami – a jeszcze zamieścić informacje praktyczne. Nie chcę zamieszczać samych praktycznych wskazówek, bo mnie to nudzi. Starałam się połączyć to co ciekawe z tym, czego ludzie szukają. Ściskam serdecznie Marysiu.