Ollantaytambo było naszym głównym celem w Świętej Dolinie Inków, która rozciąga się od Cuzco do Machu Picchu. W drodze do tej ostatniej twierdzy Inków zajrzeliśmy do kilku kultowych miejsc, które zachwyciły nas inżynieryjnym geniuszem dawnej cywilizacji.
Rozpoczęliśmy od malowniczego Chinchero, gdzie poznaliśmy tajniki tradycyjnego tkactwa andyjskiego i obejrzeliśmy pokazy lokalnych rzemieślników. Następnie udaliśmy się do Maras, gdzie podziwialiśmy tysiące białych basenów solnych piętrących się na zboczu góry – to miejsce od czasów pre-inkaskich dostarcza cennej soli bogatej w minerały.
Kolejnym przystankiem było Moray z jego spektakularnymi okrągłymi tarasami, które Inkowie wykorzystywali jako rolnicze laboratorium do badania adaptacji roślin na różnych wysokościach. Zobaczyliśmy solanki i tarasy uprawne, które świadczą o niesamowitym sprycie Inków – ich wiedza inżynieryjna i rolnicza do dziś budzi podziw. Zapraszamy do krainy Inków.
Święta Dolina Inków – Chinchero


Chinchero to niewielkie miasteczko w Świętej Dolinie Inków, znane z kolonialnego kościoła stojącego na dawnym inkaskim placu. Budowla ma białą fasadę, czerwony dach i charakterystyczną dzwonnicę z trzema arkadami. Przed wejściem znajduje się szeroki, brukowany dziedziniec otoczony kamiennymi murami. To jedno z najważniejszych punktów w Chinchero, często odwiedzane przez osoby jadące między Cusco a Doliną Urubamba.



Ciekawostki o Chinchero:
W Chinchero warto zatrzymać się na chwilę przy lokalnych warsztatach tkackich. Tkactwo jest tu przekazywane z pokolenia na pokolenie, a dziewczynki zaczynają naukę już w wieku 5–6 lat. Do barwienia wełny używa się wyłącznie naturalnych składników: czerwieni z cochineal, żółci z chilki, czerni z rośliny tara i brązu z orzechowca.
Jedna tkanina o wymiarach około 1 × 1,5 metra potrafi powstawać nawet kilka miesięcy, a każdy wzór ma swoje znaczenie – od odniesień do gór i zwierząt po symbole związane z konstelacjami.
Świnki morskie (cuy)

Drugim charakterystycznym elementem andyjskiej codzienności są cuy, czyli świnki morskie. Hoduje się je w Peru od ponad pięciu tysięcy lat i przez długi czas były podstawowym źródłem białka. W tradycji andyjskiej pełnią także funkcję leczniczą – szamani wykorzystują je do diagnozowania chorób. Co roku, w drugim tygodniu października, w różnych miastach odbywa się Święto Cuy, a statystyki pokazują, że przeciętna peruwiańska rodzina zjada ich rocznie naprawdę dużo.
Jak dojechać do Chinchero
Do Chinchero najłatwiej dotrzeć z Cuzco. Lokalne busy odjeżdżają z Terminal Terrestre przy ulicy Antonio Lorena co kilkanaście minut i docierają na miejsce w około 45 minut. Wielu turystów wybiera też zorganizowane wycieczki w ramach klasycznego„Sacred Valley Tour”, często łączonego zMaras i Moray.
Niedzielny targ działa od rana do wczesnego popołudnia, a wejście do kompleksu archeologicznego jest wliczone w Boleto Turístico. Warsztaty tkackie są otwarte codziennie i zwykle nie pobierają opłat, choć mile widziany jest zakup rękodzieła. Chinchero leży na wysokości 3762 m, więc temperatura potrafi być niska – ciepła kurtka naprawdę się przydaje.
Święta Dolina Inków – Maras – solne baseny

Niedaleko miasteczka rozciągają się słynne salinas, czyli tarasowe baseny wypełniane słoną wodą spływającą z gór. Gdy woda odparowuje, na dnie zostają czyste kryształki soli – dokładnie tak samo, jak robiono to tu od czasów Inków. Kontrast bieli soli z ciepłymi odcieniami ziemi i błękitem nieba tworzy jeden z najbardziej charakterystycznych widoków w całej Dolinie Inków.
Wbrew temu, co często się powtarza, Salinas de Maras to nie kilkaset, lecz ponad trzy tysiące niewielkich basenów, z których każdy należy do innej lokalnej rodziny. Sól pozyskiwana w Maras jest wyjątkowo bogata w minerały – zawiera ich ponad osiemdziesiąt, w tym magnez, wapń i potas.
Woda wypływająca ze źródła ma około 20°C, a jej zasolenie jest dziesięciokrotnie wyższe niż wody morskiej. Co ciekawe, baseny były wykorzystywane już w okresie pre‑inkaskim, mniej więcej od II wieku p.n.e. Podczas suchej pory, od maja do października, każdy z nich potrafi dostarczyć około 150 kilogramów soli.
Lokalna społeczność do dziś pielęgnuje tradycje związane z salinami. W maju odbywa się tu „Fiesta de la Cruz”, podczas której mieszkańcy błogosławią baseny i dziękują za kolejny sezon pracy.

Jak dojechać do Maras (Salinas):
Do Maras najłatwiej dotrzeć z Cuzco: prywatna taksówka jedzie około półtorej godziny i kosztuje 80–120 soles w obie strony, a większość wycieczek „Sacred Valley Tour” obejmuje zarówno Salinas, jak i Moray. Najtańszą opcją jest kolektivo z ulicy Pavitos do miejscowości Maras za 15 soles, skąd można złapać taxi lub zejść pieszo około 4 km w dół.
Saliny są otwarte codziennie od 7:00 do 17:30, a bilet wstępu kosztuje 10 soles. Najlepsze światło jest rano lub tuż przed zachodem słońca. Warto pamiętać o wygodnych butach, nakryciu głowy i kremie z filtrem, bo teren bywa śliski i nie ma cienia. Na miejscu kupisz różne rodzaje soli, a wizytę dobrze połączyć z pobliskim Moray oddalonym zaledwie o 7 km.
Święta Dolina Inków -Moray, tarasy Inków

MORAY to niesamowite tarasy Inków, położone na wysokości 3500 metrów. Prawdopodobnie to rolnicze poletka doświadczalne, na których badano zdolności adaptacyjne roślin na różnych wysokościach i różnych glebach.
Różnice między najwyższym a najniższym tarasem wynoszą 10-15 stopni Celsjusza. Powoduje to inna wysokość, wiatr, nasłonecznienie. W Moray jest także skomplikowany system nawadniający, który dostarczający wodę na wszystkie tarasy.
Najniższy poziom nigdy nie został zalany, może pod ziemia jest kanał odprowadzający nadmiar wody. Wiedząc, że 60 % światowych upraw wywodzi się z Andów: setki odmian ziemniaków, kukurydzy, quinoa, można tylko podziwiać.
Są naprawdę wysokie i nie było łatwo się na nie wdrapać. Nasz październik, to peruwiańska wiosna, tarasy jeszcze się dobrze nie zazieleniły.
Kompleks Moray tworzy kilka ogromnych, koncentrycznych tarasów przypominających naturalny amfiteatr, z których największy ma około 100 metrów średnicy. To właśnie ich układ sprawia, że na stosunkowo niewielkiej przestrzeni powstaje nawet kilkadziesiąt mikroklimatów, co pozwalało Inków testować setki gatunków roślin – w tym liczne odmiany kukurydzy i ziemniaków.
Całość działała dzięki niezwykle precyzyjnemu systemowi nawadniania, który dostarczał każdemu poziomowi dokładnie tyle wody, ile było potrzebne. Moray pełniło również funkcje ceremonialne, a jego akustyka do dziś robi wrażenie. Najniższy taras, mimo intensywnych opadów w porze deszczowej, nigdy nie ulegał zalaniu, co sugeruje istnienie podziemnych kanałów odprowadzających wodę. Patrząc na to miejsce, łatwo zrozumieć, dlaczego Andy stały się kolebką tylu ważnych dla świata upraw.
Jak dojechać do Moray
Do Moray najłatwiej dotrzeć z Cuzco lub Ollantaytambo. Z Cuzco podróż zajmuje około półtorej godziny, zarówno prywatną taksówką, jak i w ramach zorganizowanych wycieczek, które zwykle łączą Moray z Salineras de Maras. Najtańszą opcją jest kolektivo z ulicy Pavitos do miejscowości Maras, skąd można kontynuować trasę krótką przejażdżką taksówką albo pieszym zejściem. Z Ollantaytambo droga jest krótsza i zajmuje około 45 minut, co sprawia, że wiele osób łączy oba miejsca w jeden dzień. Moray jest otwarte codziennie od rana do wczesnego wieczora, a wejście jest wliczone w Boleto Turístico.
Święta Dolina Inków – Ollantaytambo, ostatnia twierdza Inków
Ollantaytambo, położone na wysokości 2800 metrów, istniało już w XV wieku.
Tu ludzie wciąż mieszkają w prekolumbijskich domkach, na ścianach wiszą suszone alpaki ( zapewniające płodność) a czaszki przodków są wmurowane nad progiem domu.
Pełno tu hotelików i pensjonatów, bo z Ollantaytambo odjeżdża pociąg do Machu Picchu. W czasie hiszpańskiej inwazji, było ostatnią twierdzą Inków. Zbudowana do celów religijnych, była miejscem wielkiej bitwy, jednej z niewielu udanych przeciw konkwistadorom.
A to są inkaskie stopnie i platformy techniczne, które służyły do stabilizacji terenu i prowadzenia prac budowlanych. Inkowie wyrównywali w ten sposób stok, tworząc tarasy, po których można było się poruszać podczas wznoszenia świątyni. Te stopnie są więc oryginalnym dziełem Inków, częścią ich systemu tarasowego, który łączył funkcję praktyczną i obronną.
Brama Bogów w Ollantaytambo

Brama Bogów powstała tysiące lat przed przybyciem Inków. Najstarsze obiekty liczą sobie 12 tysięcy lat.
Uwagę zwracają kamienne bloki ważące po 50 ton każdy. Ktoś je wyciął, przetransportował i ustawił właśnie tutaj, na tej wysokości. Najbardziej zaskakuje to, jak idealnie do siebie pasują. Między kamienie nie da się wsunąć nawet noża, sprawdziliśmy to na miejscu w Ollantaytambo.
W latach 60. Erich von Däniken opisał te i podobne miejsca w „Wspomnieniach z przyszłości”. Zwrócił uwagę, że najdokładniejsza obróbka kamienia pojawia się w najstarszych częściach konstrukcji, co trudno pogodzić z typowym rozwojem technologii.
Sugerował, że te bloki mogą być śladami znacznie wcześniejszych kultur albo metod obróbki, których nie potrafimy dziś jednoznacznie wyjaśnić.
Niektóre monolity z Ollantaytambo są starsze niż samo imperium Inków.
W andyjskich legendach pojawia się postać Viracochy — białego, brodatego boga-budowniczego, który miał nauczyć ludzi różnych umiejętności i wznieść wielkie konstrukcje.
Co ciekawe, podobne postacie pojawiają się w wielu kulturach prekolumbijskich: Quetzalcoatl u Azteków i Majów, Viracocha u Inków, Bochica w Kolumbii. Wszystkie te postaci miały uczyć ludzi rolnictwa, astronomii i architektury, a także zapowiadały swój powrót.
Däniken w „Złocie bogów” zwracał uwagę na te powtarzające się motywy i sugerował, że może chodzić o tę samą postać lub grupę „nauczycieli”, którzy przemierzali obie Ameryki tysiące lat temu.
Kiedy Hiszpanie dotarli do Meksyku, Aztekowie uznali Cortésa za powracającego Quetzalcoatla, co ułatwiło konkwistadorom podbój imperium.
W szczelinę nie wciśnie się nawet nóż, jakby ktoś nadtopił kamienie, by się same szczelnie dopasowały.
Czy tego dokonali za pomocą kamienia i narzędzi z brązu? Posiadając współczesny sprzęt byłby problem z odtworzeniem tego. Można tylko rozdziawiać usta w szczerym podziwie, chłonąc widoki, oddychać czystym powietrzem i zatrzymać te chwile na zawsze.
Ściana Sześciu Monolitów w Ollantaytambo

Ściana Monolitów w Ollantaytambo to najbardziej imponująca część całego kompleksu. Składa się z ogromnych bloków różowego granitu, z których każdy waży kilkadziesiąt ton. Kamienie są idealnie dopasowane, a ich obróbka jest bardziej precyzyjna niż w późniejszych konstrukcjach inkaskich.

Panorama Ollantaytambo z widokiem na Świętą Dolinę Inków i otaczające ją szczyty Kordyliery Urubamba.

Inkowie mogli korzystać z gotowych fundamentów i struktur, dostosowując je do własnych potrzeb. Na zdjęciach dobrze widać różnice.

W XV wieku Ollantaytambo było ważną twierdzą i jednym z miejsc, gdzie Inkowie skutecznie stawili opór Hiszpanom.
Inca kola

Inca Kola to napój, który w Peru ma status niemal narodowego symbolu. Ta intensywnie żółta, gazowana oranżada została stworzona w 1935 roku przez Josepha Robinsona Lindleya, brytyjskiego imigranta, który założył w Limie rodzinną firmę napojową.
Charakterystyczny jaskrawy, żółty kolor przypomina barwę złota inkaskiego, a smak opisywany jest jako połączenie gumy do żucia, wanilii i cytrusów z nutami melisy. Dla wielu Polaków, którzy pamiętają czasy PRL-u, smak Inca Koli przywołuje wspomnienia polskiej oranżady – tej słodkiej, gazowanej, o intensywnym aromacie.
W Peru Inca Kola to coś więcej niż napój – to część tożsamości narodowej. Jest podawana przy każdej okazji: od codziennych posiłków, przez święta rodzinne, aż po wielkie uroczystości państwowe. Peruwiańczycy piją ją z taką samą dumą, jak Amerykanie Coca-Colę.
Co fascynujące, Inca Kola to jeden z niewielu lokalnych napojów na świecie, który pokonał Coca-Colę na własnym rynku. W latach 90. XX wieku kontrolowała ponad 30% peruwiańskiego rynku napojów gazowanych, przewyższając amerykańskiego giganta.
Gdy Coca-Cola intensywnie próbowała zdobyć peruwiański rynek, napotkała na nieoczekiwany opór. Peruwiańczycy pozostali lojalni wobec swojego narodowego napoju. W końcu, w 1999 roku, Coca-Cola Company podjęła mądrą decyzję – zamiast walczyć, kupiła 50% udziałów w firmie Inca Kola, zachowując jednak oryginalną recepturę i markę.
Inca Kolę można kupić w każdym sklepie, restauracji czy barze w Peru. Serwowana jest lodowata, często w butelkach o pojemności 0,5 lub 1 litra. Idealnie komponuje się z peruwiańskim ceviche, pollo a la brasa (pieczonym kurczakiem) czy lomo saltado.
Jak dojechać do Ollantaytambo

Najładniejszy dworzec kolejowy jaki widziałam jest w Ollantaytambo, kwitnące bluszcze, kwiatki a nawet wi-fi.
Z Cuzco można dotrzeć do Ollantaytambo autobusem lub samochodem w około dwie godziny, jadąc przez malowniczą Świętą Dolinę. Warto przyjechać wcześniej i poświęcić czas na oglądanie kamiennych murów, bo nawet bez kosmicznych teorii to miejsce robi ogromne wrażenie.
Jak dojechać do Machu Picchu:
Z Ollantaytambo do Aguas Calientes (miasteczka u podnóża Machu Picchu) można dostać się pociągiem Peru Rail lub Inca Rail. Bilety warto rezerwować z wyprzedzeniem, szczególnie w sezonie (maj-wrzesień).
Pociągi kursują codziennie, średnio 10-15 razy dziennie w zależności od sezonu, a podróż trwa około 1,5 godziny. Z Aguas Calientes do bramy Machu Picchu można dojść pieszo (ok. 1,5h pod górę) lub wziąć autobus wahadłowy, które kursują od 5:30 rano co kilka minut.
Bilety do Machu Picchu:
Wejściówki do Machu Picchu są limitowane do około 4000-5000 osób dziennie i należy je kupić z wyprzedzeniem online (www.machupicchu.gob.pe). Dostępne są różne sesje wejściowe w ciągu dnia.

Dzieci w Peru noszą szkolne mundurki, bardzo ładnie to wygląda.
Trasa była bardzo malownicza, przez doliny górskie i rzeki. Mijaliśmy piechurów i maleńkie domki mieszkańców. W stronę wymarzonego, najbardziej tajemniczego miejsca na ziemi – Machu Picchu.
Zajrzyjcie koniecznie do wpisów : Lima, Machu Picchu oraz do Pępek świata- Cuzco. Peru.
Zapraszam do obserwowania.
24 komentarze
Oooo z taka czcionka to moge czytac z drugiego pokoju:)))
U Oli się cieszono, że większa czcionka, to ściągnęłam pomysł. Obawiam się, że w tym szablonie zdjęcia są mniejsze.
Ja to nie bardzo rozumiem dlaczego czcionke ma powiekszac osoba piszaca, bo kazdy kto ma komputer moze sobie ustawic czcionke wielkosci jaka mu odpowiada. No chyba, ze komputer uzywa sie tylko do czytania blogow wtedy moze i ten obowiazek spada na blogera. Nie wiem.
Tak czy inaczej mnie wsio ryba:))) Ta czcionka jest wrecz namacalna, wiec nawet jak zupelnie oslepne to dam rade czytac, a to juz duzy plus:))
Wszystko ciągle jest w fazie testów, każda uwaga mile widziana.
Bron buk nie kieruj sie moimi komentarzami, bo wiesz ja to i tak przeczytam, duze, male wszystko mi jedno. Wiem tylko, ze kazdy komputer ma ustawienia po to zeby nabywca/wlasciciel mogl sobie ustawic rozne parametry a w tym czcionke do swoich potrzeb.
Dowodem na to jest fakt, ze jak pisze ten komentarz to czcionka jest mala czyli takiej wielkosci jaka jest najbardziej wygodna dla mnie. Natomiast jak klikne w publikuj to natychmiast czcionka sie powieksza do rozmiarow jakie Ty ustawilas na blogu.
Ale prawdopodobnie dobrze zrobilas, bo moze nie kazdy potrafi sobie w tych ustawieniach gmerac, wiec niech zostanie jak jest. Ja teraz weszlam juz trzeci raz i jest OK, pierwszy raz byl szokujacy :)) az sie odsunelam od laptopa bo czulam ze mnie ta czcionka zaatakuje. Do wszystkiego sie mozna przyzwyczaic.
Świetnie, że mi o tym powiedziałaś. Jak widzisz miotam się jak świnka morska przed nadzianiem na peruwiański rożen:)
Eee tam miotasz sie idziesz jak szczala:)) Ja jestem pelna podziwu i uznania.
Jak już tak dziewczyny o czcionce rozprawiacie, to i ja sie dołączę i podziękuję za tę dużą czcionkę. Znacznie lepiej sie tak czyta!Większosć z nas to okularnice, czyli wzrok u nas juz nietęgi a wiec czemu nie mamy sobie ułatwiać zycia? I podoba mi sie delikatna kolorystyka bloga – blady róż, szarosć i biel.Na tym tle dobrze prezentuja sie jaskarwe kolory peruwiańskie i w ogóle zdjęcia.
Piękny fotoreportaż Eulampio! Z ogromnym zainteresowaniem obejrzałam zdjęcia i przeczytałam Twoje uwagi a propos tej egzotycznej krainy. Ciekawa jestem ,czy ktos kiedys jednoznacznie stwierdzi, w jaki sposób wybudowano te wielkie budowle indiańskie, jak podnoszono te bloki i dopasowywano je do siebie. Mnie sie zdaje, że to kosmici maczali tu swe palce (o ile oni mają palce, rzecz jasna!):-))
Jejku, jak fajnie powędrować z Tobą Eulampio po Peru i poczuć się tak blisko tych wszystkich cudów, tych ludzi o niezwykłej urodzie. Acha – jeszcze pytanko na koniec. Czy próbowałaś świnek morskich?!:-))
Oczywiście, że nie próbowałam świnek morskich. To coś do tulenia a nie jedzenia. Widziałam takie rozpłaszczone i usmażone w głębokim tłuszczu, nie wyglądało dobrze.
Ja sobie powiększam czcionkę klikając w prawy górny róg, jak niedowidze. Chciałabym, żeby wszystko było czytelne, ale spójne. Dziękuję Ci serdecznie za aprobatę mojego wyboru kolorystyki, naprawdę długo szukałam i wciąż nie byłam zadowolona. Lubię blogi minimalistyczne, a do zdjęć takie powinny być. Nadal nad tym myslę.
W wielu kulturach znajdują się takie monolity, których przeniesienia ani wyciosania nikt nie potrafi wyjaśnić, Fascynujące teorie na ten temat snuł Erich von Daniken, ćzęsto podążalśmy tropem jego publikacji: Liban, Jemen, Egipt- jakby kosmici maczali palce, albo ziemska wysoko rozwinięta cywilizacja. Łatwo rozwinąć wyobraznię i po prostu czuć i chłonąć niezwykłości. Zastanawiam się jeszcze, czy powinnam pisać więcej informacji, czy może wstawiać linki do poczytania. Na razie maksymalnie streszczam info, bo sama omijam wzrokiem zbyt wiele informacji, których nie zapamiętam.
Dziękuję Olu:)
Tak, trudno byłoby przełamać sie i zjeść takie kojarzace sie z tuleniem maleństwo. To jednak tylko kwestia nawyków kulturowych i tradycji. No i pewnie gdyby człowiek był bardzo głodny, to i świnke by zjadł. Wszak i gorsze rzeczy ludzie jedzą, gdy muszą.
Co do ulepszania bloga, to jest z tym bardzo fajna zabawa. I jak sie człowiekowi znudzi wystrój to w try miga go zmienia – nie to, co w domu, gdzie musi taszczyć, nosić, przesuwać, wykuwać, gipsować i malować. A tu/ Szast prast i jest piękne miejsce!:-)Ciekawa jestem co tu jeszcze zmienisz, co wymyślisz. Możliwosci są wszak nieomal nieograniczone!
Czytałam w młodości ksiązki Danikena i fascynowałam sie jego teoriami. Do dzisiaj gdy sa w TV jakieś programy na temat ingerencji cywilizacji pozaziemskich w nasze życie ogladam z ciekawością.
Zastanawiasz sieczy dawać wiecej informacji, czy moze lepsze byłyby linki? Hmm…Ja tam wolałabym więcej informacji. Bo napisałabyś je swoimi słowami, dodała cos od siebie, ubarwiajac swoim wesjrzeniem, swoją wrażliwoscią. A linki zazwyczaj wiodą do miejsc, gdzie są suche fakty i znane wszystkim fotografie oraz opisy. Wyznam Ci, że z tego powodu rzadko wchodzę na linki u kogoś. Zdecydowanie wole, gdy autor bloga sam cos napisze…
Na razie to by było na tyle. Pozdrawiam Cię Eulampio serdecznie i miłej niedzieli zyczę!:-))
Idziesz jak burza z tymi udoskonaleniami:)) Ile razy wejde tyle razy jest inaczej;) a moze mi sie tylko wydaje.
Ale jest ladnie i przejrzyscie.
Oj, masz rację:) Nie byłam zadowolona i szukałam ciągle. Dziękuję, łaknę pochwał jak kania dżdżu:)))
I stała się biel!:-))
Cenne uwagi, dziękuję. Ja chyba przyzwyczaiłam się, że ludzie nie słuchają, albo szybko się wyłączają i dlatego podaję esencję. Tacy mogą nie czytac, prawda? To wszystko jest dla mnie ważne.
Wgrałam nowy szablon, w którym tło jest białe i zmienic tego nie można, ale chyba wolę minimalizm:)
Powiem wiecej, jak na pierwsze kroki w blogowaniu to mnie po prostu przyjemnie zaskakujesz:***
Po wielu latach blogowania zrozumiałam, że trzeba pisać tak, by samemu być z tego zadowolonym. Nie naginać sie pod niczyje oczekiwania i gusta. Pisać tak, jak serce i rozum każe. A jak komuś sie nie podoba, to zawsze ma wybór,prawda? Blogi to kawałki naszego "ja". Pokazujemy tu swoje spojrzenie na rzeczywistosć, pokazujemy co jest dla nas ważne, co jest dla nas piękne. Prawda przekazu przyciąga tch, którzy potrafia ją widzieć i czuć. Tak myslę…
Ładnie jest z tą bielą, Eulampio, ale w jakąkolwiek strone jeszcze pójdziesz, będzie dobrze, bo po Twojemu!:-))
W blogach o podróżach, to podróż, fotografia jest głównym bohaterem. subiektywne widzenie swoimi oczami też, ale lepiej czasami zmilczeć niż opisywać jakieś nieistotne szczegóły. Zgadzam się z Tobą, że każdy widzi inaczej, nawet zdjęcia tego samego miejsca są różne, dlatego postaram się rozwinąć trochę. Łatwiej pisać o czymś "na gorąco" to łatwe, niekóre miejsca odwiedziłam dawno i już tego entuzjazmu nie ma. Ale i tak będę miała co robić długie miesiące i to jest bardzo fajne, znowu tam jestem mentalnie. Ja jeszcze sama nie wiem dobrze co jest po mojemu, ale podoba mi się to, że przy poszukiwaniach odpowiedniego szablonu, koloru, wiele się nauczyłam, bo przeciez niedawno nie mialam pojęcia jak się publikuje posta:)
Dzięki, jeszcze, żeby treść nadążała za zmianami:)))
To jest najfajniejszy czas – te początki blogowania. Człowiek bawi sie tym trochę jak dziecko. Potem w końcu krzepnie, kokosi się i w wymoszczonym gniazdku znosi spokojnie swoje jajka – czyli nowe posty. Tylko nigdy nie ma pewnosci, czy te jego jajka będą innym smakowac…I ta niepewnosć jest fajna, bo nie pozwala do końca osiadac na laurach, człowiek wciaz chce coś ciekawego wymyslać, zamieszczać, pokazywać. A Ty Eulampio z tymi egzotycznymi podrózami, zdjeciami, wspomnieniami a pewnie i planami na następne podróż masz ogromne pole do popisu!:-))
Zajrzyj proszę Eulampio do mnie, na głównego bloga. Zobacz jakie niebo było dzisiaj u mnie, jakie żywe kolory!:-))Dla takich widoków chce sie życ! Moje Pogórze takie piękne i spokojne, takie inne niż w latach wojny. Choć pewnie i wtedy takie widoki tu bywały, bo przecież natura nic sobie ze spraw ludzkich nie robi i po swojemu niebo maluje…
https://wewanderers.blogspot.com/
Eulampio, ja w ogóle nie zastanawiałam się nad wyglądem Twojego bloga(czy ja to powinnam pisać?) i w dodatku właściwie nie zauważam zmian. Najważniejsza jest ciekawa treść i zdjęcia. To jest esencja i tego u Ciebie nie brak.
Oczywiście, skoro nie zastanawiałam się, to znaczy, że wszystko było i jest w porządku, wszystko da się znaleźć i nic nie drażni, nie jest przeładowane. Więc już możesz przestać o tym myśleć. Białe tło jest świetne. Baw się dobrze, rób zdjęcia i pisz. Czekam z ciekawością! : )
Dziękuję Ci, jestem początkująca, niepewna, ale zapalona. Bardzo potrzebuje takich krzepiących słów.
Twoje jajeczka smakują doskonale, jest w tym tyle serdecznej dobroci:)