Przygodę z Las Vegas Strip zaczęliśmy w hotelu Las Vegas Paris, bo w Grzesznym Mieście hotele się zwiedza. Żeby zrozumieć fenomen tego miejsca musiałam wywołać duchy, które uczyniły go rozpoznawalnym na całym świecie.
Elvis Presley, Frank Sinatra i słynni gangsterzy niczego by już nie rozpoznali na głównej ulicy. Stare kasyna – zburzone w latach 90- tych XX wieku – zwolniły miejsce mega hotelom. Zapraszam na sentymentalną wycieczkę śladami dawnych gwiazd.
SPIS TREŚCI
Spacer po Las Vegas Strip — od czego zacząć zwiedzanie?

Spacerowanie po The Strip – odcinku Las Vegas Boulevard o długości około 6,8 km – jest sportem ekstremalnym. Żar wyciska strumienie potu, a przecież wszystko trzeba sfotografować na pamiątkę. Na szczęście można wędrować od kasyna do kasyna, przechodząc przez połączone ze sobą hotele i się trochę ochłodzić.
To właśnie tutaj bije serce Las Vegas: neonowy chaos, gigantyczne hotele i atrakcje, które wyglądają znajomo, choć jesteśmy na środku pustyni. Strip to nie zwykła ulica, tylko spektakl, który trwa 24 godziny na dobę — i najlepiej zacząć go od miejsca, w którym się zatrzymaliśmy.
Zaczęło się typowo: są tanie bilety do Las Vegas, chciałabyś polecieć? Czy ja chciałam? Oczy mi rozbłysły jak światła Las Vegas widziane z kosmosu. Chociaż w wielu relacjach czytałam, że to nie ich bajka i ach jaki straszny kicz, to bardzo chciałam.
Wyobrażałam sobie, że zatrzymamy się w skromnym hoteliku na uboczu, a potem będziemy podglądać światowe życie. Z okien samolotu widziałam pustynię, która łagodnie przeszła w osiedla, a potem trafiłam w samo serce wydarzeń, bo wszystko jest dostępne dla każdego.
Chociaż Krzysztof wie, że nie znoszę niespodzianek – krócej się potem cieszę – to do końca trzymał w tajemnicy cel naszej wyprawy. Podał taksówkarzowi nazwę hotelu, ale jeszcze nie dowierzałam, dopóki nie zatrzymaliśmy się przy Las Vegas Paris. Poczułam się tak, jakbym wstępowała do zakazanej krainy pięknych i bogatych. Jak było naprawdę? Zapraszam z nami.
Las Vegas Paris – pierwszy przystanek na Strip

Wielkie otwarcie hotelu Paris Las Vegas nastąpiło 1 września 1999 roku. Z wieży Eiffla wystrzeliły fajerwerki, a Catherine Deneuve włączyła wszystkie światła.
Fasada Las Vegas Paris przypomina Luwr, Muzeum Orsay i Paryską Operę.
Tematem przewodnim jest Paryż, dlatego po otwarciu drzwi przenosimy się na francuskie ulice.


Wrażenie jest niesłychane, bo kamieniczki, świecące latarnie i sufit wymalowany w chmury, przenoszą do europejskiej stolicy.


Kasyno

1700 automatów do gier ustawiono na tle paryskich krajobrazów, fontann i posągów. Ku mojemu zdumieniu średnia wieku graczy wynosiła około 65+. W szortach i klapkach spędzali tu całe noce, popijając darmowe drinki i wciskając przyciski z mechaniczną regularnością.
Część konstrukcji Wieży Eiffla przebija się przez sufit i schodzi wprost na podłogę kasyna — wygląda to tak, jakby ktoś wstawił fragment Paryża do środka wielkiej hali z automatami.
Szybko odkryłam, że kasyna są najmniej ciekawą atrakcją Vegas. Przynoszą właścicielom miliardy dolarów rocznie, więc statystyka jest bezlitosna: częściej się przegrywa. Nam nie chciało się nawet tego sprawdzać.




Wieża Eiffla w Las Vegas – najlepszy widok na Bellagio

Widok z okna hotelowego w Paris Las Vegas był imponujący o każdej porze dnia. Dopiero z góry widać, że basen Paris Las Vegas znajduje się na dachu kasyna, otoczony balustradami stylizowanymi na paryskie ogrody. Wieczorem panorama Strip zmienia się w świetlną scenę, a Wieża Eiffla w Las Vegas zaczyna grać pierwsze skrzypce.


Replika jest zbudowana w skali 1:2, a jej konstrukcja przebija się przez sufit kasyna i wyrasta ponad cały resort. Po zmroku Eiffel Tower Las Vegas rozświetla się kolorami francuskiej flagi, a co pół godziny odbywa się krótki pokaz świateł inspirowany iluminacją oryginału.
Na taras widokowy można wjechać szybkim, przeszklonym dźwigiem — to właśnie stąd rozciąga się jeden z najlepszych widoków na fontanny Bellagio.
Panorama Las Vegas Strip z Wieży Eiffla.
Łuk Triumfalny

Łuk Triumfalny ma wielkość dwóch trzecich oryginału i jest jedną z bardziej rozpoznawalnych dekoracji hotelu Paris Las Vegas. Podobnie jak paryski pierwowzór, pokryty jest płaskorzeźbami i inskrypcjami, które nawiązują do historycznych bitew.
W tle widoczny jest charakterystyczny balon braci Montgolfier — hołd dla pionierów lotnictwa, których pierwszy publiczny lot odbył się właśnie w Paryżu w 1783 roku. Balon ten służy jako atrakcja turystyczna i umożliwia wzniesienie się na wysokość kilkudziesięciu metrów, oferując zapierający dech widok na Strip.


Restauracja Mon Ami Gabi w Las Vegas
Zawsze mamy problem ze znalezieniem czegoś do jedzenia w amerykańskich miastach, na szczęście Mon Ami Gabi była uroczą restauracją. To klasyczna francuska bistro, która mieści się w samym sercu hotelu Paris Las Vegas — z tarasem wychodzącym wprost na Strip. Przy stoliku na zewnątrz można podziwiać fontanny Bellagio, co samo w sobie jest nie lada atrakcją.
Kuchnia jest klasycznie francuska, bez zbędnych udziwnień: eskalopki, steki, mule w białym winie, a na śniadanie — omlety i croissanty. Po dniach pełnych burgersów i pizzy, talerz z prawdziwym steak frites smakował jak zbawienie. Porcje są solidne, obsługa uprzejma, a ceny — jak na Las Vegas — całkiem rozsądne.
Jeśli planujecie wizytę, warto zarezerwować stolik na zewnątrz, szczególnie wieczorem, kiedy fontanny Bellagio tańczą w rytm muzyki. To jeden z tych momentów, które zapamiętuje się na długo.

Planet Hollywood – śladami Elvisa

W latach 50 – tych i 60 – tych na scenach w Las Vegas pojawił się Elvis Presley. Jego koncerty biły rekordy popularności. W 1964 roku razem z Ann Margret zagrał w filmie „Viva Las Vegas”. Poczuli się bratnimi duszami i po zakończeniu zdjęć spotykali się jeszcze przez rok.
Priscilla – z którą Elvis był zaręczony – czekała na niego w Graceland ( zajrzyjcie do wpisu). Elvis dotrzymał zobowiązania, ale zawsze wysyłał kwiaty Ann-Margaret, kiedy był w Las Vegas.
1 maja 1967 Elvis poślubił Priscillę w hotelu Aladdin. On miał 32 lata, a ona 21. W tym miejscu stoi teraz Planet Hollywood, który sąsiaduje z Las Vegas Paris.
W 1971 drgnęła przygasająca sława Elvisa, podpisał kontrakt na występy dwa razy w roku. Ale niestety Elvis zmarł w Graceland 16 sierpnia 1977.
W tych czasach w Las Vegas koncertowali: Frank Sinatra, Ronald Regan i The Beatles.

Szybkie śluby i szybkie rozwody w Las Vegas


Złagodzone przepisy przyciągały do Las Vegas pary, które od 1947 roku mogły wziąć szybki ślub bez zbędnych formalności. W 1987 roku pojawił się w popularnej kaplicy sam Elvis Presley, i chociaż wszedł tylko na chwilę, kaplica zmieniła nazwę na Graceland Wedding Chapel.
Tytuł „Światowej Stolicy Rozwodów” pomogła miastu zdobyć Ria Langham, która rozwiodła się z Clarkiem Gable w 4 minuty.
Ria Langham pojechała do Las Vegas i 8 marca 1939 roku otrzymała rozwód. 29 marca 1939 roku Clark Gable zrobił sobie urlop od pracy nad „Przeminęło z wiatrem” i uciekł z ukochaną do Arizony, gdzie wzięli ślub i biwakowali na łonie natury.
Fani z zapartym tchem śledzili romans Clarka Gable z Carole Lombard. Ria – z którą Clark był w separacji – żądała za rozwód 300 tysięcy dolarów ( dzisiejsze 5 milionów). W tym czasie Gable wahał się jeszcze czy przyjąć rolę w „Przeminęło z wiatrem”, więc MGM wypłaciło mu potężną zaliczkę. Gdyby rozwód odbył się w Kalifornii, zakochani musieliby odczekać rok, zanim mogliby się pobrać.
Carole Lombard zginęła tragicznie niedaleko Las Vegas w katastrofie lotniczej 16 stycznia 1942 roku. Samolot wleciał w zbocze góry Potosi, zabijając 22 znajdujące się na pokładzie. Spieszyła się do męża i dlatego wybrała lot, zamiast jazdy pociągiem.
Marihuana w Nevadzie – jak pachnie Strip

Prawo stanu Nevada pozwala każdemu, kto ukończył 21 lat, swobodnie kupować, posiadać i spożywać marihuanę do użytku własnego. W teorii obowiązuje zakaz palenia w miejscach publicznych – w praktyce jednak Strip rządzi się własnymi prawami. Już po kilku minutach spaceru główną arterią Vegas nie ma wątpliwości: powietrze jest gęste od słodkawego, ciężkiego aromatu, który snuje się między neonami, unosi nad klubami i wciąga się mimowolnie razem z gorącym pustynnym powietrzem.
To jeden z tych elementów Vegas, których nie da się zignorować. Zapach marihuany miesza się tu z upałem, hałasem muzyki i blaskiem świateł, tworząc charakterystyczną mgiełkę miasta, które nigdy nie zasypia.


Szokujące scenki uliczne

Na ulicy można zrobić zdjęcie z kowbojami, półnagimi anielicami i oczywiście Elvisem. Wystarczy przejść kilkadziesiąt metrów, żeby zobaczyć cały przekrój ulicznych performerów: od błyszczących showgirls w piórach, przez superbohaterów z komiksów, po ludzi przebranych za postacie z filmów, które pamiętamy z dzieciństwa.
Niektórzy stoją nieruchomo jak żywe posągi, inni zaczepiają turystów, proponując wspólne zdjęcie „za napiwek”. W tle gra muzyka z głośników, ktoś tańczy breakdance, ktoś inny żongluje ogniem, a wszystko to miesza się z neonami, zapachem jedzenia i nieustannym ruchem tłumu. To jest Vegas w najczystszej postaci: trochę kicz, trochę chaos, trochę spektakl.

Flamingo i Bugsy Siegel – gangster, który wymyślił Las Vegas na nowo

Pamiętacie film z Annette Bening i Warrenem Beatty pod tytułem Bugsy? Hollywood pokazało go jako romantycznego wizjonera, ale prawdziwy Beniamin „Bugsy” Siegel nie miał w sobie nic z filmowego amanta. Zgadzała się tylko charyzma, urok i zamiłowanie do szytych na miarę garniturów. W rzeczywistości był bezlitosnym zabójcą, który miał na sumieniu życie wielu ofiar.
Hotel nazwał Flamingo na cześć swojej ukochanej Virginii Hill, która miała smukłe, długie nogi jak flamingi. 26 grudnia 1946 roku odbyło się wielkie otwarcie. Virginia pojawiła się w czerwonej sukience za 3 500 dolarów, a Bugsy był przekonany, że stworzył najnowocześniejsze kasyno na świecie.
Ostatecznie zapłacił za tę wizję najwyższą cenę. Flamingo pochłonęło ogromne pieniądze, a partnerzy z syndykatu uznali, że Siegel zbyt wiele ryzykuje i zbyt mało kontroluje. Kilka miesięcy później został zastrzelony w Beverly Hills, a jego ukochany hotel przeszedł w inne ręce.
Dziś Flamingo wygląda zupełnie inaczej, ale to właśnie tutaj zaczęła się era wielkich kasyn, które zmieniły pustynne miasteczko w światową stolicę rozrywki.
Kim naprawdę był Bugsy Siegel?
Beniamin „Bugsy” Siegel urodził się w skrajnej nędzy w ortodoksyjnej żydowskiej rodzinie. Żeby wyrwać się z biedy, został przemytnikiem w czasie prohibicji. Podczas zasadzek na ciężarówki z alkoholem ginęło wiele osób, dlatego gangsterzy postanowili wprowadzić porządek. Bugsy i jego przyjaciel z dzieciństwa, Meyer Lansky, stworzyli duet egzekucyjny Murder Inc., zabijając za pieniądze bez cienia wyrzutów sumienia.
A jednak nawet taki bandzior miał marzenie — Hollywood. Siegel był zauroczony Rudolfem Valentino i światem kina niemego. Po zakończeniu prohibicji mafia szukała nowych źródeł zysku, a Kalifornia wydawała się idealna: gwiazdy filmowe zarabiały fortuny i chętnie wydawały je na grzeszne rozrywki. Bugsy otaczał się największymi nazwiskami: Clarkiem Gable’em, Carym Grantem, Fredem Astaire’em, Garym Cooperem, Marleną Dietrich i Frankiem Sinatrą. Romansował z aktorkami, które ciągnęły do niego jak zahipnotyzowane. Zbudował 23‑pokojową rezydencję dla przyjaciół z Hollywood.
Siegel marzył o stworzeniu świątyni hazardu, która wyglądałaby jak scenografia z jego ukochanych filmów. Zagroził śmiercią wspólnikowi, jeśli nie sprzeda mu udziałów w powstającym hotelu Flamingo. Pożyczył od mafii milion dolarów, ale wydatki wymknęły się spod kontroli. Chcąc odrobić straty, otworzył kasyno przed ukończeniem budowy. Wynajął trzy samoloty dla przyjaciół z Hollywood, lecz nie miał dla nich przygotowanych pokoi — w pierwszym tygodniu stracił pół miliona dolarów.
Kiedy poprosił syndykat o kolejne pieniądze, gangsterzy uznali, że nie można mu już ufać. Siegel wrócił do mieszkania i usiadł z gazetą na kanapie. Virginia Hill była wtedy w Paryżu ze spadkobiercą wielkiej fortuny. Ktoś czekał na Bugsy’ego za oknem z załadowanym pistoletem. Zginął w wieku 41 lat.
Pochowano go niedaleko jego idola, Rudolfa Valentino. Jego marzenie o wielkiej roli spełniło się po latach, gdy w 1991 roku wcielił się w niego Warren Beatty.
Kim była Virginia Hill?

Virginia Hill urodziła się w 1916 roku w bardzo biednej, dziesięcioosobowej rodzinie. W wieku piętnastu lat uciekła do Chicago ze starszym mężczyzną i zaczęła pracować jako kelnerka i prostytutka. Księgowy Ala Capone, Joe Epstein, nazwał ją „Flamingo” z powodu jej długich nóg — pseudonim, który później przeszedł do historii.
W latach 30. była kochanką wielu mafiosów i osobą, której powierzano tajemnice. W tajnym dzienniku notowała przepływy pranych pieniędzy, zabezpieczając się na przyszłość. Zanim poznała Bugsy’ego Siegela, miała już domy w Acapulco, Nowym Jorku i Los Angeles oraz przyjaciół w Hollywood.
Po zamordowaniu Siegela pojawiła się w sądzie w pelerynie z norek, unikając niewygodnych pytań i twierdząc, że jej majątek pochodzi z wygranych. Potrafiła rozkochiwać w sobie mężczyzn — jej przyszły mąż, instruktor narciarski Hans Hauser, zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. W 1950 roku para wzięła ślub i doczekała się syna.
Podczas wielkiego procesu mafii twierdziła, że nic nie wie o zbrodniach swoich znajomych. Uciekła do Europy, ale dobrze wiedziała, do czego zdolna jest mafia. W 1966 roku znaleziono ją martwą w Austrii. Zostawiła list, w którym napisała, że jest zmęczona życiem.

W The Mob Museum można zobaczyć zdjęcia, dokumenty i interaktywną prezentację na temat potężnych organizacji przestępczych w Stanach Zjednoczonych.
Caesars Palace

Twórcy Caesars Palace Las Vegas zbudowali dla swoich gości iluzję czasów Imperium Rzymskiego. Kolumny, fontanny, posągi i marmurowe aleje wyglądają jak scenografia do filmu historycznego, a cały kompleks działa jak małe miasto. W hotelu znajduje się ponad 4 tysiące pokoi, a w słynnym Colosseum at Caesars Palace może zasiąść 4296 osób — to tutaj występowały największe gwiazdy, od Celine Dion po Adele.
Przed wejściem stoją monumentalne fontanny Caesars Palace, które idealnie nadają się na zdjęcia — zwłaszcza wieczorem, kiedy światło odbija się od wody i marmuru. W środku czekają kolejne rzymskie scenografie: bogowie, triumfalne łuki, freski i złote detale, które sprawiają, że łatwo zapomnieć, że jesteś w środku pustyni, a nie w starożytnym Rzymie.


Caesars Palace to nie tylko hotel i kasyno, ale także gigantyczne centrum handlowe The Forum Shops at Caesars, stylizowane na rzymskie ulice. Sklepom towarzyszą fontanny, sztuczne niebo zmieniające kolor w ciągu dnia i animowane posągi, które co godzinę odgrywają krótkie przedstawienie. To jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc na Stripie — idealne, jeśli masz dużo zdjęć z fontannami i marmurowymi detalami.
Howard Hughes i mega kasyna

Przed luksusowymi hotelami Wynn i Encore stała kiedyś ikona Las Vegas — hotel Desert Inn. Otwarty w 1950 roku, był dopiero piątym kasynem w Las Vegas Strip. To właśnie tam kręcono film „Ocean’s 11” z Frankiem Sinatrą i Deanem Martinem.
W Święto Dziękczynienia 1966 roku ostatnie dwa piętra Desert Inn zajął ekscentryczny miliarder Howard Hughes. Był jednym z najbogatszych ludzi na świecie — jego ojciec wynalazł wiertło, które odmieniło przemysł naftowy. Hughes, ogarnięty paranoją na punkcie zarazków, praktycznie nie opuszczał pokoju hotelowego.
Dyrektor poprosił go o wyprowadzkę, bo zbliżał się sylwester i hotel potrzebował miejsc dla gości. Hughes się nie wyprowadził — kupił cały Desert Inn za ponad 13 milionów dolarów. A potem zaczął kupować kolejne hotele i kasyna.
Nie mógł spać w nocy, a że telewizja nie nadawała całodobowo, kupił stację telewizyjną za 3,6 miliona dolarów. Otrzymał licencję na prowadzenie kasyn bez zwykłych formalności, bo władze Nevady wolały jego pieniądze niż wpływy mafii.
Cztery lata później opuścił Desert Inn tak samo cicho, jak się w nim pojawił. Jego nieruchomości w Nevadzie były warte 300 milionów dolarów. Nigdy już nie wrócił do Vegas — w końcu był ekscentrykiem. Ale miasto po jego odejściu nie było już takie samo. To Hughes zapoczątkował erę legalnych, korporacyjnych inwestycji, które otworzyły drogę do powstania dzisiejszych mega‑kasyn.
The Mirage – pierwszy mega‑hotel na Stripie

Zanim na Stripie stanęły luksusowe hotele Wynn i Encore, Las Vegas wyglądało zupełnie inaczej. Stare kasyna wysadzano dynamitem, żeby zrobić miejsce dla nowoczesnych gigantów. Dziś przy Las Vegas Strip znajdziemy dziewiętnaście z dwudziestu pięciu największych hoteli na świecie — to nie są zwykłe resorty, tylko małe miasta z tysiącami pokoi, kasynami, restauracjami i centrami handlowymi.
Pierwszym z nich był The Mirage, otwarty w 1989 roku. W jego oknach migocze złoty pył, a wieczorem między palmami wybucha wulkan. Gejzery podświetlonego gazu tak realistycznie imitują rozlewającą się lawę, że ludzie naprawdę krzyczą ze strachu. W ogrodzie przechadzają się tygrysy, a w basenach pływają delfiny — to był pierwszy hotel, który zamienił hazard w pełnoprawne widowisko.
Odmieniona ulica zaczęła oszałamiać atrakcjami atakującymi z każdej strony. Laureaci programów telewizyjnych i światowe gwiazdy zapraszały na koncerty: Sting, Celine Dion, Gwen Stefani, Rod Stewart. A kto jeszcze pamięta spektakularne sztuczki Davida Copperfielda? Mirage zapoczątkował erę, w której Las Vegas stało się sceną dla największych nazwisk i najbardziej ekstrawaganckich pomysłów.
The Venetian – Wenecja pod dachem

W amerykańskiej Wenecji znajdziemy jeden z największych kompleksów hotelowych na świecie. The Venetian Las Vegas oferuje 4049 pokoi, ponad 3000 apartamentów i ogromne kasyno, ale to nie liczby robią tu największe wrażenie. Najbardziej zaskakuje iluzja — twórcy odtworzyli fragmenty Wenecji tak wiernie, że chwilami trudno uwierzyć, że jesteś w środku pustyni.
W środku czekają kanały The Venetian, po których pływają gondole z gondolierami śpiewającymi włoskie arie. Nad głowami rozciąga się sztuczne niebo, które zmienia kolor w ciągu dnia, a marmurowe mosty i fasady kamienic wyglądają jak scenografia filmowa. To jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc na Stripie — idealne na zdjęcia przy Mostku Westchnień, przy kanałach lub pod freskami w głównym holu.
Kompleks łączy się z The Palazzo, tworząc drugi co do wielkości hotel na świecie. W środku znajdziesz luksusowe butiki, restauracje inspirowane włoską kuchnią i alejki stylizowane na weneckie uliczki. To miejsce, które najlepiej pokazuje, jak Las Vegas potrafi zamienić marzenie w pełnowymiarową scenografię.




Sphere Las Vegas – futurystyczna kula przy hotelu Venetian

Sphere Las Vegas to jedna z najnowszych ikon miasta i jednocześnie jedna z najbardziej spektakularnych konstrukcji na świecie. Znajduje się tuż obok hotelu Venetian i przyciąga uwagę ogromną, świecącą formą w kształcie idealnej kuli.
Obiekt ma około 112 metrów wysokości i 157 metrów szerokości, co czyni go największą sferyczną strukturą na świecie. Jego zewnętrzną powierzchnię pokrywa ponad 580 tysięcy stóp kwadratowych ekranów LED, które wyświetlają animacje widoczne z dużej części Las Vegas – od gigantycznego oka po dynamiczne, abstrakcyjne wizualizacje.
Wewnątrz znajduje się zaawansowana technologicznie sala widowiskowa z ekranem o rozdzielczości 16K, efektami przestrzennymi i dźwiękiem otaczającym widza z każdej strony. Sphere została otwarta we wrześniu 2023 roku, a pierwszą rezydencję koncertową zagrało U2. Dziś odbywają się tu koncerty, pokazy immersyjne i specjalne projekcje filmowe.
Największe wrażenie robi jednak sama obecność obiektu w przestrzeni miasta – szczególnie po zmroku, gdy kula zmienia się w pulsującą planetę, kosmiczne oko lub dynamiczną instalację świetlną widoczną z całego Las Vegas Strip.
Hotel Bellagio i słynne fontanny

Bellagio to jeden z najbardziej eleganckich hoteli na Stripie, inspirowany włoskim miasteczkiem nad jeziorem Como. Już w lobby wita gości niezwykły żyrandol Fiori di Como — instalacja z ponad dwóch tysięcy szklanych kwiatów autorstwa Dale’a Chihuly’ego. Dalej znajdują się zadaszone ogrody i motylarnia, które zmieniają wystrój kilka razy w roku, tworząc mini‑scenografie jak z filmu.






Przed hotelem rozciąga się sztuczne jezioro o powierzchni 3,4–3,6 hektara (źródła podają oba warianty), w którym ukryto ponad tysiąc dysz wodnych i prawie 5 tysięcy świateł. To właśnie tutaj odbywa się najsłynniejszy pokaz w Las Vegas — Fountains of Bellagio, uznawane za jedno z najbardziej ambitnych widowisk wodnych na świecie .
Dysze nabierają wody, po czym w rytm muzyki tworzą falujące wzory albo wystrzeliwują strumienie na wysokość kilkudziesięciu metrów. Po zmroku kilka tysięcy świateł zamienia jezioro w trójwymiarowy spektakl.
W zależności od utworu fontanny tworzą delikatne, falujące wzory albo wystrzeliwują strumienie na wysokość nawet 140 metrów . Po zmroku do akcji wkracza około 4 000 świateł, które zamieniają jezioro w trójwymiarową scenę.
Pokazy odbywają się codziennie, co 30 minut po południu i co 15 minut wieczorem (dokładne godziny zależą od dnia tygodnia) . Największe wrażenie robią nocą — kiedy woda, światło i muzyka stapiają się w spektakl, który naprawdę trudno porównać z czymkolwiek innym na Stripie.

Po zobaczeniu najważniejszych atrakcji w centralnej części Las Vegas Strip możemy ruszyć dalej na południe. Ta część Las Vegas wygląda zupełnie inaczej — dominują tu ogromne, tematyczne hotele, rollercoastery i neonowe sklepy, które przypominają park rozrywki. Jeśli masz jeszcze siłę, warto zajrzeć do kilku z nich.
New York–New York – mini Manhattan na pustyni

New York–New York Las Vegas wygląda jak skompresowany Manhattan, złożony z najbardziej rozpoznawalnych budynków świata. Na pierwszym planie stoi Statua Wolności, a za nią ściśnięte drapacze chmur z Empire State Building w skali 1:3. Całość przypomina makietę filmową, tylko że w wersji XXL i z neonami, które świecą całą dobę.
Zmniejszony Manhattan jest jednocześnie hotelem i scenografią, wokół której wije się ekstremalna kolejka górska The Big Apple Coaster. Wagoniki pędzą między wieżowcami, spadają pod ostrym kątem i przelatują nad wejściem do kasyna — to jedna z najbardziej charakterystycznych atrakcji południowej części Strip.

Po drugiej stronie ulicy znajdują się dwa kolorowe światy, które idealnie pasują do tego miejsca: M&M’s World i Hershey’s Chocolate World. To sklepy‑parki rozrywki, pełne neonów, gigantycznych tabliczek czekolady i ścian z cukierkami w każdym możliwym kolorze. Jeśli masz zdjęcia, to właśnie tutaj pasują najlepiej — to naturalne przedłużenie klimatu New York–New York.



Hotel Excalibur – bajkowy zamek na końcu Las Vegas Strip

Hotel Excalibur Las Vegas wygląda jak kolorowy zamek z kreskówki: wieże w pastelowych kolorach, czerwone dachy, złote kopuły i brama, która przypomina wejście do średniowiecznej twierdzy. To jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w południowej części Stripu — idealne dla rodzin z dziećmi, bo cały kompleks działa jak mini park rozrywki.
Mijamy wieże bajkowego zamku, a na dziedzińcach można usłyszeć odgłosy walki rycerzy i muzykę stylizowaną na średniowieczne turnieje. W środku znajdują się alejki przypominające renesansowy jarmark, a w kasynie królują motywy fantasy: tarcze, miecze i kolorowe witraże.
MGM Grand – największe kasyno w Las Vegas

Każdy film wyprodukowany przez Metro‑Goldwyn‑Mayer zaczyna się kilkusekundowym ujęciem ryczącego lwa. Przed wejściem do MGM Grand Las Vegas stoi jego monumentalna, wypolerowana na złoto rzeźba — wyglądała tak, jakby ktoś specjalnie przygotował ją na naszą wizytę. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Stripu i idealne miejsce na zdjęcie.
W środku znajduje się największe kasyno w Las Vegas, labirynt automatów, stołów i neonów, który nigdy nie zasypia. MGM Grand to także scena dla największych widowisk. W każdy weekend swoje magiczne sztuczki prezentuje tu David Copperfield, legenda iluzji, która od dekad przyciąga tłumy. Występy odbywają się w specjalnie zaprojektowanym teatrze, gdzie światła, dym i muzyka tworzą atmosferę jak z filmowego planu.
Kompleks jest tak ogromny, że działa jak małe miasto: hotel, kasyno, restauracje, kluby, arena sportowa i baseny, które latem wyglądają jak tropikalna laguna. To Vegas w wersji „na pełnej mocy” — głośne, neonowe i spektakularne.
Piramida Luxor – egipski akcent na Strip

Luxor Las Vegas to jeden z najbardziej charakterystycznych hoteli na Stripie — ogromna, czarna piramida o wysokości 107 metrów, przed którą stoi monumentalny Sfinks. Całość wygląda jak futurystyczna wersja starożytnego Egiptu, zwłaszcza nocą, kiedy z czubka piramidy w niebo strzela potężna wiązka światła Luxor Sky Beam, widoczna z samolotu jeszcze przed lądowaniem w Vegas.
Wewnątrz piramidy znajdują się pokoje hotelowe, kasyna, restauracje i sklepy, a wnętrze robi wrażenie swoją przestrzenią — to jeden z największych atriów na świecie. Zewnętrzne korytarze prowadzą wzdłuż ścian piramidy, więc część pokoi ma charakterystyczne, ukośne okna. W środku znajdziesz też ruchome schody pod kątem, które przypominają scenografię z filmu science‑fiction.
Mimo że Luxor ma swoje lata, nadal jest jednym z najbardziej fotogenicznych hoteli w Las Vegas. Sfinks, piramida, światło z czubka i geometryczne linie budynku tworzą kadry, które wyglądają jak z futurystycznej pocztówki.
Piramida Luxor nie jest wierną kopią żadnej konkretnej piramidy w Egipcie, ale nawiązuje do starożytnej architektury — jej kształt przypomina najbardziej klasyczne piramidy z Dahszur i Gizy.
Zobacz jak wyglądają najważniejsze piramidy w Egipcie.

Wystawa „Titanic: The Artifact Exhibition” – ponad 250 artefaktów z wraku
Wewnątrz piramidy znajduje się również wystawa poświęcona Titanicowi, na której można zobaczyć ponad 250 artefaktów odzyskanych z wraku. To tylko zajawka — pełny opis ekspozycji, zdjęcia i historie pasażerów znajdziesz w moim osobnym wpisie o wystawie Titanic w Las Vegas.

Fremont Street – stare Las Vegas, które wciąż żyje neonami



Zanim powstały tańczące fontanny, wybuchające wulkany i gigantyczne hotele na Stripie, Las Vegas żyło tutaj — na Fremont Street. To właśnie w tej dzielnicy zaczęła się historia miasta. W przeciwieństwie do nieobliczalnej, rozciągniętej na kilometrów Strip, w śródmieściu znajdziemy stare hotele i kasyna działające od 1905 roku. To Vegas w wersji „retro”, pełne neonów, historii i ludzi, którzy pamiętają czasy sprzed wielkich korporacji.
W latach 30. budowa zapory Hoovera przyciągnęła do Nevady tysiące robotników. To dla nich powstawały bary, kasyna i burdele — szybkie pieniądze, szybkie decyzje i szybkie życie. Część tych miejsc działa do dziś. Golden Gate, Las Vegas Club i Golden Nugget to jedne z najstarszych kasyn w mieście, które przetrwały wszystkie transformacje Vegas.
Dziś Fremont Street jest zamknięta dla ruchu samochodowego i zamieniona w ogromny, zadaszony pasaż. Nad głowami rozciąga się gigantyczny ekran Viva Vision, na którym co kilka minut wyświetlane są pokazy światła i muzyki. Wokół grają uliczni artyści, neonowe szyldy migają jak w latach 60., a ludzie lecą na linach SlotZilla Zip Line, przelatując nad tłumem jak w lunaparku.
To miejsce, które pokazuje, że stare Las Vegas wciąż żyje — głośne, kolorowe, chaotyczne, ale pełne charakteru. Idealne na wieczorny spacer, jeśli chcesz zobaczyć, jak wyglądało miasto, zanim świat poznał Strip.
Kasyno Golden Nugget

Golden Nugget to jedno z najstarszych kasyn w Las Vegas — swoje drzwi otworzyło 30 sierpnia 1946 roku. To tutaj zaczynała się historia hazardowego Vegas, zanim powstały gigantyczne hotele na Stripie. Złoty neon, charakterystyczna fasada i klimat dawnych lat sprawiają, że Golden Nugget do dziś wygląda jak żywa pocztówka z czasów, gdy Fremont Street była centrum miasta.
W środku czuć atmosferę „starego Vegas”: klasyczne stoły do gry, bar w stylu retro i słynny Hand of Faith — największy na świecie samorodny złoty nugget wystawiony publicznie. To miejsce, które przetrwało wszystkie transformacje miasta i nadal przyciąga turystów, którzy chcą zobaczyć, jak wyglądało Las Vegas, zanim powstał Strip.

Four Queens – klasyczne kasyno z czasów świetności Fremont Street
Four Queens to jedno z najbardziej rozpoznawalnych kasyn na Fremont Street. Otworzono je w 1966 roku i od tamtej pory praktycznie się nie zmieniło — nadal świeci tym samym neonem, który pamięta czasy, gdy Fremont była sercem Las Vegas. Nazwa nawiązuje do czterech córek właściciela, a klimat wnętrza to czyste „old Vegas”: niskie sufity, klasyczne stoły do gry, dźwięk monet i zapach historii.
Co jeszcze zobaczyć na Fremont Street:
Spacerując po Fremont Street, łatwo zgubić się w neonach, muzyce i tłumie. Oprócz klasyków warto zajrzeć także do:
Viva Vision – gigantyczny ekran nad ulicą z pokazami światła i muzyki
SlotZilla Zipline – zjazd nad tłumem pod dachem Fremont
Golden Gate – najstarsze działające kasyno w Las Vegas
Four Queens – klasyczne kasyno z klimatem „old Vegas”
The D Las Vegas – nowoczesne kasyno z największą tablicą Keno
Circa Stadium Swim – baseny z ogromnym ekranem sportowym
Heart Attack Grill – kontrowersyjna restauracja z „szpitalnym” klimatem
Evel Pie – rock’n’rollowa pizzeria pełna pamiątek po Evelu Knievelu
Neon Museum – cmentarzysko historycznych neonów (kilka minut pieszo)
Mob Museum – muzeum mafii z ukrytym barem‑speakeasy
Main Street Station – fragment Muru Berlińskiego w… męskiej toalecie
California Hotel – słynna zupa z ogona wołowego i „szczęśliwy Budda”
Las Vegas Strip – praktyczne informacje: kiedy jechać, transport, noclegi i koszty
Las Vegas Strip można odwiedzać o każdej porze roku, ale komfort zwiedzania zależy od pogody, cen i sposobu poruszania się po mieście. Poniżej znajdziesz praktyczne informacje, które pomogą zaplanować wyjazd – od najlepszego terminu, przez transport, aż po noclegi i koszty. Dzięki temu łatwiej unikniesz turystycznych pułapek i zaplanujesz zwiedzanie tak, by naprawdę cieszyć się miastem.
Kiedy najlepiej jechać do Las Vegas?
Las Vegas jest kierunkiem całorocznym, ale warunki zmieniają się wyraźnie w zależności od pory roku. Najprzyjemniej jest wiosną i jesienią – od marca do maja oraz od października do listopada. Temperatury są wtedy wysokie, ale nadal komfortowe, co sprawia, że spacery po Stripie nie męczą tak jak w środku lata.
Latem, od czerwca do września, upały potrafią przekraczać 40°C. Zwiedzanie w ciągu dnia jest wtedy trudne, choć ceny hoteli bywają niższe. Zima jest łagodna i słoneczna, ale wieczory bywają chłodne – to dobry moment na wycieczki do Red Rock Canyon czy Valley of Fire. Warto też pamiętać, że od piątku do niedzieli ceny hoteli rosną nawet kilkukrotnie.
Jak poruszać się po Las Vegas i Stripie?
Strip wygląda na krótki, ale to złudzenie. Odległości są duże, a przejścia między hotelami często prowadzą przez galerie handlowe. Spacerowanie daje najlepsze wrażenia, ale wymaga czasu i wygodnych butów.
Dobrym uzupełnieniem jest monorail, który łączy główne hotele od MGM Grand po Sahara. Najwygodniejsze pozostają jednak przejazdy Uberem lub Lyftem – z wyznaczonych punktów odbioru przy hotelach. Samochód nie jest potrzebny na Stripie, ale świetnie sprawdza się na wycieczki poza miasto, np. do Hoover Dam czy Valley of Fire. Po mieście kursują też autobusy Deuce i SDX, działające całą dobę i łączące Strip z Fremont Street.
Gdzie spać w Las Vegas?
Wybór noclegu zależy od budżetu i stylu podróżowania. Południowa część Stripu (MGM, New York–New York, Luxor) oferuje dobre ceny i wygodną bazę wypadową. To często najlepszy kompromis.
Centralny Strip – Bellagio, Caesars Palace, Paris – jest droższy, ale daje bezpośredni dostęp do największych atrakcji. Północ Stripu jest spokojniejsza i tańsza, choć mniej efektowna. Alternatywą jest Fremont Street: niższe ceny, klimat „old Vegas”, więcej hałasu i mniej spektakularna sceneria.
Ile kosztuje wyjazd do Las Vegas?
Ceny noclegów wahają się mocno w zależności od terminu. Poza weekendem można znaleźć pokoje za 40–60 dolarów, natomiast w piątki i soboty ceny rosną do 200–400 dolarów. Do tego dochodzi resort fee – zwykle 30–50 dolarów za noc.
Jedzenie jest stosunkowo przystępne: szybki lunch kosztuje 15–25 dolarów, kolacja 40–80 dolarów. Atrakcje mają szeroki zakres cenowy – od kilkudziesięciu dolarów za mniejsze wystawy po kilkaset za najbardziej znane show.
Las Vegas – praktyczne porady dla turystów
Las Vegas leży na pustyni, dlatego kluczowe jest nawodnienie. Klimatyzacja w hotelach i kasynach dodatkowo wysusza powietrze. Wygodne buty to podstawa – nawet przy krótkim spacerze można zrobić kilkanaście kilometrów dziennie.
W hotelach bywa bardzo chłodno, więc warto mieć coś z długim rękawem. Kasyna nie mają okien ani zegarów, co ułatwia utratę poczucia czasu. Standardem są napiwki 15–20%. Popularne pokazy, zwłaszcza Cirque du Soleil, najlepiej rezerwować wcześniej. Weekendy oznaczają większe tłumy, wyższe ceny i bardziej imprezową atmosferę.
Wycieczki z Las Vegas – co zobaczyć poza Stripem
Las Vegas to świetna baza wypadowa. W pobliżu znajdują się Hoover Dam, Red Rock Canyon i Valley of Fire. Nieco dalej – Grand Canyon West, a przy dłuższej wyprawie także Zion National Park. To idealne uzupełnienie pobytu i sposób na zobaczenie zupełnie innego oblicza Nevady i Arizony.
My wybraliśmy się do Death Valley
Pierwsze automaty do gier zobaczyłam już na lotnisku, ale nie wpadłam w szpony hazardu – było zbyt wiele do zobaczenia. Pokazałam tylko część naszych przygód, bo Wenecja, Rzym i Luksor zasługują na osobne wpisy. Las Vegas oszołamia, ale dobrze jest na chwilę zmienić scenerię. Szybko zatęskniłam za spokojną, zieloną Georgią. Jestem ciekawa, jak Wy odbieracie to miasto. Czy „kicz” to właściwe słowo na opisanie stolicy rozrywki?
W następnej części wybierzemy się do Luksoru na wystawę artefaktów wydobytych z Titanica.



44 komentarze
I co z tego, ze kicz? Czlowiek czuje sie jak dziecko w Disneylandzie i oby tylko nie ulec pokusie, bo do domu mozna wrocic w samych skarpetkach i na piechote ;)
W Disneylandzie dla dorosłych w dodatku:) Ja właśnie nie nazwałabym hoteli zbudowanych za ciężkie miliony przez najlepszych – kiczem, Jest kolorowo, zuchwale, wszystko przyciąga uwagę, a automaty wzorowane są na najnowszych trendach w pop kulturze. Chyba, że ten rodzaj rozrywki uzna się na kicz. Stylizacja na minioną świetność też ma swój urok. W kolejnej części chcę pokazać Luxor, Wenecję i Rzym, będzie na bogato:) Krążą legendy, że w podziemnych tunelach żyje ponad tysiąc bezdomnych, którzy stracili wszystko co mieli. A to chyba tylko legendy, bo pracy w stanach Zjednoczonych nie brakuje.
Ojej, przepraszam i nie wiem, dlaczego skomentowalam jako anonim. Zapomnialam sie podpisac.
A ja próbowałam zgadywać:) Dobrze, że wróciłas, pozdrawiam:)
Może i kicz, może przesada we wszystkim, ale czemuż by nie miała istnieć taka kraina? Na świecie jest i powinno byc miejsce na wszystko. Miejsce, gdzie jest przede nierealnie, kolorowo, różnorodnie, bajkowo. I dobrze sobie taki swiat pooglądać, a szczególnie n takich fantastyczne, jak Wasze zdjęciach. Bo zdjęcia jak zawsze zresztą, zachwycajace. I zabawa obróbką tych zdjęć. No i Paryż w Las Vegas piękny. Złudny, bo nieprawdziwy, ale tym niemniej piękny i co ważne, dla turystów dostępny. A na pewno przyjemniejszy w zwiedzaniu niż obecny prawdziwy Paryż, gdzie trwa koszmarny, covidowy zamordyzm i nawet do byle kafejki nie da sie pójść bez wiadomo czego.
Fajnie wyglądacie w tych tajemniczych maskach, Marylko! :-))
Usmiech serdeczny zasyłam Ci Marylko z coraz bardziej jesiennego Podkarpacia!:-))
Czytałam, że każdy Amerykanin musi zobaczyć Las Vegas raz w życiu, a mieszkający bliżej raz do roku. Musi być z przepychem, poza tym amerykańskie miasteczka są zwyczajne i podobne do siebie. Każdy może poczuć się światowo w Las Vegas. Oj tak, dobrze sobie pobyć w takim świecie, a potem z radością wrócić na spokojne osiedle. To specjalna funkcja w aparacie, bo nie zawsze jest możliwość zrobienia zdjęcia w dobrym oświetleniu. Dzięki temu wyłania się to, co zbyt wyblakłe. Paryż bardzo mi się podobał, czułam się tak, jakbym wędrowała po francuskiej ulicy.
Maski są z filmu „Dom z papieru”, gdzie grupa przyjaciół zrobiła skok. Nie wyobrażam sobie jak było w Las Vegas przed pandemią, skoro teraz są tłumy. I ja pozdrawiam Cię serdecznie z lekko jesiennej Georgii:)
Byłam raz w życiu i dość. Kicz, przerysowanie i nadmiar. Dodam jeszcze komercję i marketing tak nachalny, że aż boli.
Hmm, domyślam się, że nie zatrzymałaś się w The Venetian, ani w Caesar Palace. Koncerty światowych gwiazd, wystawy, muzea, jest wszystko dla każdego. Na bardzo wysokim poziomie i całkiem średnim. Wrzucać wszystko do jednego worka z napisem – kicz, to nieporozumienie.
Niesamowite miejsce, oglądałam i czytałam i też czuje się oszołomiona. A czy kicz, trochę tak, ale jest to miasto rozrywki, więc wybaczalny :)
Właśnie tak, myślę, że jak nadarza się taka możliwość jak nam, to naprawdę warto poznać takie miejsce. No i nie zapominajmy o legendzie, która wisi nad miastem:)
Miejsce, które chyba musi być pełne kiczu, blichtru i blasku, bo taka jego uroda :))) Zabawa, to zabawa :)) Wiele osób to przyciąga i zachwyca,a jak się bawić to na maxa :)
Pozdrawiam ciepło, Agness:)
Widziałam raczej więcej blichtru i blasku niż kiczu, ale zgadzam się z Tobą, że taka właśnie jest jego uroda. Ja też pozdrawiam ciepło:)
Mimo ze na twoich zdjęciach las vegas wyglada niesamowicie to jest to chyba jedyne miasto które mnie nie ciągnie. Wystarczy ze obejrzę je sobie na filmach jak Kac Vegas ;) ale relacje przeczytałam jednym tchem.
Bernadeta, ja też się nigdy nie zastanawiałam czy chcę je zobaczyć, ale jak mogłam, to chciałam:) Chodziłam jak zaczarowana i przemierzałam te 7 kilometrów tam i z powrotem, żeby wszystko zobaczyć za dnia i o zmroku, doświadczenie bezcenne:)
A ja chętnie zobaczyłabym to słynne Las Vegas. Nie jest to może moim marzeniem, bo wolę spokojniejsze miasta, ale myślę, że znalazłabym tam mnóstwo interesujących miejsc I nie narzekałabym na nudę 🙂
Dziękuję Ci za tak ciekawą rekację I piękne zdjęcia!
No widzisz, i ja bez namysłu powiedziałam, że chcę polecieć do Vegas. Nawet w najdroższych hotelach są wielkie promocje, a darmowych atrakcji jest bez liku. Wypad na weekend, bo chyba każdy woli spokojniejsze miasta. Fajnie, że Ci się podobało:)
Mario jestem pod wrażeniem Twojej relacji i tego jak pokazałaś to miejsce. Mam nadzieję ze kiedyś będzie mi dane tam byc i spacerować Twoimi śladami :)
Uwielbiam film Kac Vegas bo mogę sobie popatrzeć na slynne miasto rozrywki, chodz sa tacy co uważaj ten film za dno, tak jak całe Vegas. Nie wiem z czego ludzie się cieszą i cierpią radość nazywając takie miejsca kiczem….
Aniu, miasto robi ogromne wrażenie, a każda atrakcja w hotelach jest tak dopracowana, że buty lecą. Np. te tańczące fontanny zaprojektowali ci sami ludzie co największa fontannę na świecie w Dubaju. My staliśmy tam 2 godziny, bo wieczorem pokazy są co 15 minut i za każdym razem była inna muzyka i układ. A każde miejsce oferuje coś równie wyjątkowego. Niedaleko jest Wielki Kanion Kolorado, a dalej najpiękniejsze parki narodowe, więc trzymam za Ciebie kciuki:)
Widzieliśmy te fontanny w Dubaju, to coś przepięknego także wiem o czym mówisz :)
Marzenia trzeba mieć i w coś trzeba wierzyc :)
Muszę sobie wygooglować te fontanny w Dubaju koniecznie. W tym roku realizowaliśmy amerykańskie marzenia i było fantastycznie. Arizona i Utah są niezwykle piękne. Tylko ten żal jest nie do wytrzymania. Pozdrawiam Aniu:)
Nie byłam, nie będę. Bardzo interesująca relacja. Takie kiczowate miejsca też są potrzebne.
Twój wpis zrobił na mnie ogromne wrażenie. Super, że mogłaś tam być.
Mnie się podobało i z ogromną przyjemnością przeczytałam i zobaczyłam.
Moi znajomi brali tam ślub, a w Polsce i tak się rozwiedli.
Pozdrawiam Marylko serdecznie :-)
I ja bym nie była, gdyby nie to, że trafiła się okazja, uderzenie było naprawdę mocne. Trudno mi było sobie wyobrazić jak tam jest, nawet nie przypuszczałam, że wszystko jest takie nowe. Nie interesował nas hazard, ani kolorowy alkohol w wielgachnych i fantazyjnych pojemnikach, 5 dni to aż za dużo. Te popularne kaplice ślubne to dopiero kicz, maleńkie i stojące przy ulicy budki. Łącznie z tą z Elvisem, więc lepiej wziąć ślub tradycyjnie. I ja Cię pozdrawiam serdecznie Irenko:)
Nawet jeżeli jest to kicz to musi być takie miejsce na ziemi które zobaczymy i które po skończonym dniu zwiedzania sprawi ,że zatęsknimy za naszą spokojną sielskością… Nie wiem dlaczego ale bałabym się tam pojechać Coś mi mówi wewnętrznie że nie jest to miejsce dla mnie dlatego Dziękuję że mogłam się tam wybrać Dzięki fotografiom. Wszystko pokazane w sposób idealny. I po takim wpisie Szczerze powiedziawszy to chyba nic mnie nie zdziwi ha ha można powiedzieć że jadąc tam mamy do czynienia dosłownie ze wszystkim
Kasiu, to miejsce nie jest takie straszne jak się wydaje, no i jak ktoś leci z Polski, to zagląda przy okazji. My tu mieszkamy, dlatego skorzystaliśmy z okazji. Ale i ja miałam już dość tych zasadzek i nie mogłam potem nacieszyć się naszym spokojnym zakątkiem. Pozdrawiam:)
Mnie w USA najbardziej fascynuja krajobrazy I przyroda ale gdybym miała okazję to z chcecia zobaczyłabym to slynne neonowe miasto na pustyni. W Las Vegas zdecydowanie glowa kręci się dookoła,tyle się tam dzieje i pokazałaś naprawdę wiele a jak się domyślam to i tak czubek góry lodowej. Viva Las Vegas !
Violu, po powrocie z Arizony ciągle mi się śniły kaniony, jest tak pięknie, że słów brak, nie wiem jak mi się uda to opisać. Oj kręci, chociaż szczerze mówiąc co komu po absurdalnych sklepach, drinkach z tablicą Mendelejewa i niezdrowym jedzeniu. No wierzchołek, druga częśc będzie nie mniej imponująca:)
Kicz czy nie kicz, nieważne. Ważne jest to, że komuś się podoba. Ja zdecydowanie wolę spokojniejsze miejsca, ale… Chyba, żeby w pełni wyrobić sobie zdanie, trzeba to zobaczyć na własne oczy. W szpony hazardu ja też raczej nie wpadłabym, nie mam takich zadatków ;)))
Miejsce na pewno urocze i baaardzo oryginalne. Dziękuję Ci za wspólną wycieczkę :)
Legenda przyciąga, postarali się. Słyszałam, że w tunelach pod Strip żyje tysiąc bezdomnych. Hazard jest za bardzo stresujący dla mnie, a automaty zwyczajnie nudne:)
Ozywilas mi wspomnienia z naszej wyprawy tym wpisem. Dziekuje ci za to. Super napisane, super foty. I …. no coz. teraz znow chce tam pojechac!
Dziękuję Kasiu, ja chyba bym się nie wybrała drugi raz, bardziej mi się podobały miasta- duchy na tle naprawdę dzikiej przyrody. Pozdrawiam:)
To nie jest miejsce dla mnie :-) Zbyt krzykliwe, sztuczne, sprawia wrażenie niedającego wytchnienia. Mam znajomą z Alabamy, która kiedyś mieszkała w Las Vegas. Pozwól, ze przytoczę jej „sprawozdanie” :) :
„When I was 19, I moved to Las Vegas and all of the houses there are the same. There is no character. The landscape is all desert. I missed the trees. I missed the front porches. Everything.”
….chyba nie chciałabym tam jechać nawet na 1 dzień. Obawiam się.
O Alabamie powiedziałabyś to samo, że to nie jest miejsce dla Ciebie, serio. Zbyt pusto, chatki zabiedzone, a na wielkich przestrzeniach ani upraw, ani pasących się zwierząt. Ameryka szokuje i z wielka przyjemnością ja zwiedzam. A pustynie są cudowne, nie widziałam niczego piękniejszego od Arizony.
Jako autor części zdjęć pozwolę sobie również na krótki komentarz. Otóż – cytując definicję – „Kicz (z niem. Kitsch – lichota, tandeta, bubel) – utwór lub rzecz o miernej wartości, schlebiający popularnym gustom, który w opinii krytyków sztuki i innych artystów nie posiada wartości artystycznej”. Artefakty z Las Vegas to wierne, wykonane fachowo i z wielką starannością kopie znanych budowli. Wieża Eiffla w skali 1:2. Łuk Triumfalny w skali 3:4. Fontanna Trevi. Pałac Dożów w Wenecji. Z uwagi na wierność kopii oraz dbałość o szczegóły należałoby również nazwać kiczem te wszystkie oryginały. Dlaczego? Ponieważ fachowcy z tego forum raczyli się wypowiedzieć. Czytając czyjąś pracę proponuję zwrócić uwagę na czas i wysiłek włożony w jej powstanie (no, i może troszkę to docenić?…), bo nic nie powstaje za darmo, ale kosztem pracy innego człowieka. Komentarze typu „a ja nie lubię owadów”, jak zawsze, świadczą jedynie o ich autorach. Z poważaniem.
Dziękuję za wsparcie:)
Wiem, ze jestem mocno spozniona z moim komentarzem ale nie moge sie powstrzymac.
Jak latwo jest krytykowac, szczegolnie to czego i tak nie mamy szansy zobaczyc. Wszyscy tu piszacy sa Polakami bez wzgledu na to gdzie mieszkaja i zastanawia mnie czy ci krytykujacy Las Vegas jako kiczowate miasto byli kiedys na polskim cmentarzu 1 listopada?
Tam jest dopiero kicz. Ale to nasz wlasny kicz, ktory fundujemy sobie co roku za wlasne pieniadze i ten nam sie podoba, prawda?
Zakladajac, ze cos mi sie nie podoba, czy to naprawde tak ciezko pominac milczeniem chocby dlatego, ze ktos wlozyl w to prace zeby nam pokazac?
A mnie sie Las Vegas bardzo podobalo i podoba, bylam tam trzy razy i kto wie czy jeszcze nie wroce, ba ja nawet bralam slub w Las Vegas:) i wcale nie byl ekspresowy:)))
A malzenstwo trwa juz prawie 17 lat.
Dziekuje autorce bloga jak i autorowi zdjec oraz serdecznie pozdrawiam.
Witaj Gwiazdeczko:) Nie jestes spózniona, bo chociaż znajomi komentują tylko na świeżo, to wciąż przychodza nowi z wyszukiwarek. Właśnie trafiłas w sedno, jak ktoś nie ma szansy zobaczyć tego miasta, to wystawia sobie podpis krytykujac coś, o czym nie ma pojęcia. Jeszcze raz zajrzałam do wpisu, żeby zobie odświezyć jakie zdjęcia wstawiłam. Cmentarze, miasta oblepione marnymi reklamami, odstraszają, ale są polskie, więc nikt nie powie, że mieszka na kiczowatym osiedlu. Nie wiem jakie Vegas oni widzieli, bo moje rzucało na kolana. Zanim poleciałam do Las Vegas z opinią, że jest kiczowate spotkałam się na wielu blogach podróżniczych, może to taka maniera pozowania na kogoś, na kim nic już nie robi wrażenia. Najlepsze galerie, wykonawcy, aktorzy, hotele jak z bajki.
To aż 3 razy byłaś? Nie dziwię się, przecież miasto bardzo się zmieniło, a Ty mieszkasz bardzo długo w US. Bawiłam się wspaniale przez 5 dni i nigdy tego nie zapomnę:) Dziękuję i pozdrawiam serdecznie:))
Witam. Właśnie z żalem skończyłam spacer po cudownym, czy – jak niektórzy uważają
– kiczowatym mieście. Zadyszałam się jak przystało na starszą panią, zrosiłam paryski bruk strugami potu, bo mnie już wykańcza plus 24, przegrałam wirtualnie trochę kasy / nie za dużo,żeby nie puścić osobistego Strusia z torbami,/ , ale wystarczająco, żeby poczuć dreszczyk emocji. W końcu usiadłam w towarzystwie pląsających zmysłowo fontann, uznając, że to miejsce będzie tym najwłaściwszym do napisania, jak mi w mieście Rozpusty było. A było fantastycznie, światowo, niebanalnie, tak, jak kocham. Spora liczba komentarzy, uderzyło mnie to, że niektóre nie bardzo dotyczą tego, co zwykle ocenia się w blogu: rzetelności i unikatowości informacji, oryginalności zdjęć, które tutaj po prostu zniewalają, przekazu- jasnego, logicznego i podanego wysokich lotów polszczyzną. Oceniane jest miasto samo w sobie. A to nie plebiscyt na najpiękniejsze miejsce świata, lecz zapiski z podróży, którymi autorka z literackim zacięciem się z nami dzieli. Ktoś wpadł na pomysł, żeby ono takie właśnie było i kapitalnie zrealizował swoje fantazje. W Dubaju od 2003 roku powstaje Dubailand z podziałem na 6 kontynentów, gdzie doświadczymy tropików, znajdziemy się na pustyni, będziemy opływać norweskie fiordy, czy sunąć saniami zaprzężonymi w renifery. I to wszystko być może jednego dnia, jeśli się wystarczająco sprężymy. Czy to będzie kicz? A czy to ważne? Ktoś swoje marzenia przekuwa w rzeczywistość, bo ktoś drugi jest gotów to sfinansować, żeby potem cała rzesza chętnych dobrze się tutaj bawiła bez żalu składając wymierny hołd twórcom i pomysłodawcom. Żeby już nie przeciągać dodam, że w Australii można spotkać stare zdezelowane maszyny rolnicze, czy samochody przyozdobione kwiatami, przy których strach tupnąć, żeby się nie rozleciały. Ale ktoś uważa, że są warte tego, żeby posadzić w ich zakamarkach rośliny.. Są tu spalone drzewa uznane za piękne tylko dlatego, że pomysłowo spłonęły, dając pole do popisu wyobraźni albo takie rosnące na środku brukowanej drogi jak we Flinders Ranges. I nie tylko nikt ich nie usuwa, lecz jeszcze każdy się zatrzymuje, pstryka fotki i cmoka z zachwytu. Ale z naturą się nie dyskutuje, bo jak tu zarzucić roślinie, że kiczowato wyrosła, czy wichrom, że niegustownie powyginały gałęzie? To tyle odnośnie mojego zdania n.t kiczu. A teraz dziękując Marylko przepięknie za wspaniałą, wirtualną podróż, pstryknę sobie jeszcze fotkę z jakimś przystojniakiem w kowbojkach. A co mi tam! Jak rozpusta to rozpusta!. Pozdrawiam.
Moje pytanie było troche prowokacyjne, bo wszyscy w swoich relacjach opisują to miasto jako kiczowate. Pokazałam ciekawe obiekty na głównej ulicy, bo każdy projekt to mistrzostwo świata. Las Vegas Paris z wieżą, basenem na dachu kasyna, przepieknymi zdobieniami budzi podziw. Zdania mogą być różne, ale bardzo zdziwiła mnie zdecydowana niechęć typu – nie pojachałabym tam nawet na 1 dzien. Masz rację, to zapiski z podróży i nawet jak są bardzo subiektywne, to dzieki nim można zobaczyć słynne miasto. Poza tym – jak wspomniał Krzysztof – nazywając kiczem kopie najsłynniejszych europejskich budowli, nalezy tak nazwać równiez oryginały. I u nas stoją stare samochody obsadzone kwiatami, wyglądają uroczo, ja myśle, że malkontenci i roslinom by zarzucili, że krzywo wyrosły, bo polskie lasy sa najładniejsze:) Kowboje i dziewczyny ubrane w pióra do fajne nawiązanie do przeszłości i bardzo mi się ten koloryt podobał. Dziękuję Ci za miłe słowa i komentarz, który świadczy, że naprawdę jesteśmy pokrewnymi duszami:)
Chętnie wybiorę się tam na żywo. Na razie pozostaje mi lektura wpisu.
Od listopada będzie można latać do USA🙂
Las Vegas to skuteczna pigułka obiecująca świetną zabawę zatracenia się w Paryżu świateł… Wznieść się tam też można na Wieżę Eiffla, wygrywając milion dolarów… Mnie się podoba taki kicz, bo nie udaje niczego innego… Pokazuje, że pieniądze mogą stworzyć wiele, tym samym reklamując hazard w jaskini hazardu. Świetnie się bawiłam, podążając za Tobą ulicami Las Vegas i wcale nie dostałam oczopląsu, więc ten kicz na krótki czas jest całkiem przyjemny…
Wszystkiego dobrego dla Ciebie!
Czy nam się to podoba czy nie, takie miejsca istnieją i dobrze jest zobaczyć jak bawią się inni ludzie, jak spędzają czas i jakie cuda na nich czekają. Nie trzeba wydawać pieniędzy, a do każdego kompleksu jesteśmy zapraszani z ulicy, bo czasami nie da się ominąć idąc chodnikiem. Dobrze być na chwilę częścią tego świata, bo jest naprawdę pięknie. Dziękuję Ci za wizytę i również życzę wszystkiego najlepszego Marto:)
Marylko dziękuję za kolejną relację. Pięknie pokazałaś/pokazaliście miasto. Pamiętam film „Bugsy”, o którym wspominasz, choć oglądałam go dawno temu. Ciekawa opowieść też o H H, którego postać kojarzy mi się z filmem „Aviator”. Co do odbioru miasta, wszystko jest rzeczą gustu. Z pewnością jest niepowtarzalne, też bym je odwiedziła :) Nie ma to jak przekonac się osobiście :) Pozdrawiam serdecznie i zawsze doceniam moc pracy, którą wkładasz w pisanie postów. Ich treść jest różnorodna, ciekawe i szerokie spektrum spojrzenia na odwiedzane miejsca. Uściski dla Obojga :)
Miasto oszałamia, nigdy nie widziałam tylu atrakcji w jednym miejscu. Byłam bardzo ciekawa jak wyglądają kasyna i hotele i przez kilka dni przeżywałam niesamowite chwile. codziennie jakieś odkrycie. Jest wszystko, luksus i tanie błyskotki, bez których nie ma rewii i wspomnień dawnego blichtru. Historia miasta jest taka ciekawa. Pisanie o Vegas pochłonęło mnie na długo i bardzo Ci dziękuję, że to doceniasz:) Pozdrawiam Małgosiu:)