Dom Ameryka PołudniowaBarichara. Najpiękniejsze miasteczko Kolumbii
Barichara Kolumbia 1

Barichara. Najpiękniejsze miasteczko Kolumbii

Barichara wybudzała się nagle. Zaczynało się od nieśmiałych ptasich treli, potem dołączały cykady, krowy, owce i psy. Kiedy natężenie dźwięków wyrywało ludzi ze snu, kościelne dzwony stawiały ostatecznie na nogi o 5:30.

Brałam udział w misterium, kiedy nad wiejskimi krętymi ścieżkami wschodziło słońce. Świt po kolumbijsku jest zjawiskowy i porusza tak, że chce się załkać z zachwytu.

Barichara to małe, kolonialne miasteczko, liczące około 7 tys. mieszkańców. Od Bogoty dzieli je odległość 450 km. Została założona w 1741 roku i chodzi za najpiękniejsze miasto Kolumbii. Wygląda tak staroświecko, że często jest planem dla wielu filmów i telenoweli. 

Największa osobliwością jest tradycja jedzenia mrówek. Właśnie takie mrówki opisał Marquez w powieści „Sto lat samotności”. Zapraszam do Barichara.

P1291426

Tu już jest  blisko południa, ptaszki i cykady straciły wigor od upału. Na pobliskim drzewie dojrzewa mango, owce i krowy zajęte są trawą na pastwiskach. Ale i tak jest pięknie.

Przed zachwyconymi oczami pojawia się pocztówkowy obrazek nieopodal Iglesia de Santa Barbara. Jest tak pięknie, że wracaliśmy tam codziennie o różnych porach dnia. 

Barichara. Kolumbia.

Lud Guanes

Znajdujemy się w departamencie Santander, na dawnych ziemiach ludu Guanes. To bardzo ciekawy lud, z zapisków kronikarzy wynika, że wyglądali jak Europejczycy. Mieli jasną skórę, niektórzy jasne włosy i byli wysocy.

Archeolodzy zbadali mumie i odkryli, że mężczyźni mierzyli około 176 centymetrów wzrostu, a kobiety około 157. Mówili dialektem chibcha i mieli dobre stosunki handlowe z różnymi grupami, z którymi wymieniali się jedzeniem, tkaninami i solą. 

Barichara. Kolumbia.

Hormigas Culonas – Wielkie mrówki

Do dzisiaj w Barichara przetrwała wyjątkowa tradycja- jedzenie mrówek o nazwie HORMIGAS CULONASwielkie mrówki, lub dosadniej , mrówki o wielkim zadku. Kiedyś były bardzo ważnym źródłem wapnia i białka, ponieważ lud Guanes nie hodował krów.

Konserwowali je solą otrzymaną od ludu Muisca za koce. Na ulicach Bogoty są sprzedawanew postaci proszku, jako afrodyzjak.

Barichara Hormigas Culonas

Niestety nie poświęciłam się dla nauki i nie spróbowałam mrówek, wybaczcie. Zrobiłam zdjęcie w restauracji. Smakują jak popcorn, albo orzeszki i podobno są tak wciągające, że nie można przestać ich jeść. 

Na filmach przyrodniczych są pokazywane mrówki, które niosą wielkie kawałki liści. Nie po to, żeby je zjeść, ich dieta jest bardziej wyrafinowana. W mrowisku zmiażdżone liście nasączają śliną i hodują grzyb, który jest ich właściwym pożywieniem.

 Jest jeszcze jeden powód  unicestwiania mrówek, oprócz ich walorów odżywczych. Jest takie powiedzenie „Gdyby ludzie nie jedli mrówek, mrówki by ich zjadły”.

Hormigas culonas mają bardzo silne szczęki, mogą przeżuć wszystko, jeśli jest ich wystarczająco dużo, uprawy rolne, a nawet domy.

Takie mrówki pojawiły się u Marqueza w powieści „Sto lat samotności”.

Na rodzinie Buendiów ciąży klątwa, straszliwa przepowiednia zgodnie z która dzieci rodzące się ze spokrewnionych związków mają rodzić się ze świńskimi ogonami.

Ostatnie dziecko rodu, urodzone z miłości zostało zjedzone przez mrówki.

Barichara. Kolumbia.
Barichara. Kolumbia.

Ostatni taniec księżniczek w Barichara

Kiedy kończy się pora deszczowa, mrówki zaczynają wychodzić z ziemi. Przez 9 tygodni trwają tańce godowe księżniczek. Będą intensywnie kopulowały, żeby założyć nową kolonię.

Właśnie takie samice z brzuchami pełnymi jaj są łapane w tym jedynym okresie w roku.
To bardzo trudne, bo żołnierzyki odpowiedzialne za ochronę księżniczek kąsają bardzo boleśnie.

Łowcy muszą mieć wysokie buty i szybko pracować. Po zbiorach, głowa, nogi i skrzydła są usuwane, zanurzane w słonej wodzie i pieczone na patelniach. Kilogram przysmaku może kosztować dziesięć razy więcej niż słynna kolumbijska kawa. Mieszkańcy mówią, że to ich wersja kawioru.

Barichara. Kolumbia.
Barichara. Kolumbia.
Kolumbia Barichara architektura kolonialna
Barichara. Kolumbia.

Sceneria jest szalenie romantyczna, ale nie ma wielu turystów. Z Bogoty jedzie się aż 10 godzin.

Barichara. Kolumbia.
kolumbia miasto barichara

Rajskie ogrody za bramą

Pobielone domy i czerwone dachy zachwycają schludnością, są uosobieniem sielskiej wsi. Ale rzadko wchodzi się do właściwych pomieszczeń. Po przekroczeniu bramy wchodzi się najpierw do czarujących ogrodów. Tak jak tu, w tej maleńkiej piekarni. 

Barichara. Kolumbia.

Banan przyłapany na formowaniu owoców. Pierwszy raz udało nam się to zaobserwować, zwykle albo owoce, albo kwiat pojawiały się naszych ścieżkach.

Empanadas

To pierożki nadziewane szpinakiem i serem. Może być z mięsem lub warzywami w cieście podobnym do francuskiego. Pyszne z kolumbijską kawą, która jest tu naprawdę mocna.

IMG 2320

Życie toczy się wokół pięknego głównego placu, na którym znajduje się  Catedral de Inmaculada Concepcion .

Barichara. Kolumbia.

Kanion rzeki Suarez

Kolonialny czar nie jest jedynym atutem Barichara. Ze szczytu skarpy roztaczają się niewiarygodne widoki na kanion rzeki Suarez.

Nie, nie jestem nadzwyczajnie odważna ani zbyt lekkomyślna, to tylko złudzenie, że wiszę nad przepaścią. Z farmy na dole wyszło gęsiego stado krów i podążyło na pastwisko. 

Barichara. Kolumbia.

Chicha

Czicza? zapytał. A potem ustawił się do zdjęcia, nie wiedział w co się pakuje. Chicha, to sfermantowany napój alkoholowy, lub bezalkoholowy ze zbóż albo owoców. 

Tradycyjny sposób polegał na żuciu kukurydzy lub manioku i wypluwaniu do miski. Enzymy w ślinie szybko przekształcały skrobię w prosty cukier, który zamieniał  dzikie drożdże lub bakterie w alkohol.

Wesoły cmentarz

Jest wyjątkowy, pełen kwiatów i przyjacielskiej atmosfery, zauroczył mnie. Może to dziwnie zabrzmi, ale nigdy wcześniej nie uśmiechałam się z sympatią do nieboszczyków, przechadzając się między grobami. 

barichara cementary

Tu spoczywa gitarzysta, a trochę dalej piłkarz. Jest murarz z kielnią a także miłośnik książek. Nagrobki posiadają poetyckie epitafia, nie ograniczające się do tego kiedy ktoś się urodził i kiedy zmarł, ale co kochał. Piekne, prawda? Na moim nagrobku byłby stosik książek.

Barichara. Kolumbia.
Barichara. Kolumbia.

Nieoznakowany i przypadkiem znaleziony dramatyczny punkt widokowy.  

P1301713

Camino Real – prekolumbijskie drogi

Camino Real to sieć prekolumbijskich kamiennych dróg zbudowanych przez rdzenną ludność, zanim pojawili się konkwistadorzy.

Można wybrać się na 10 kilometrowy trekking do wsi Guane, mniejszej wersji Barichara. 
Guane jest spokojnym, uroczym miejscem z centralnym placem, kamiennym kościołem i muzeum archeologicznym. Jest tu sporo sklepików z pamiątkami i skamieniałościami, podobnie jak w Villa de Leyva 

Colombia Camino de real Guane

Muzeum Archeologiczne i Paleontologiczne zostało stworzona przez Ojca Isaiasa Diaza Ardila w 1970 roku. Są tu skamieniałości sprzed milionów lat, oraz ceramika i inne przedmioty wykonane przez Indian Guane. Akurat tego dnia było zamknięte. Spędziliśmy wspaniały dzień, a skamieniałości kupiliśmy u starszego, sympatycznego małżeństwa.

Barichara. Kolumbia.

Zapraszam do wpisu o ptakach Kolumbii.

Barichara. Kolumbia.
Barichara. Kolumbia.

Tak wygląda styczeń w tym arcypięknym zakątku, mijane miasteczka po drodze były niepowtarzalne. Pozostałam rozdarta między sympatią do Ekwadoru a rodzącą się miłością do Kolumbii. A jak Wasze wrażenia?

Zapraszam do obserwowania.

Może ci się spodobać

48 komentarzy

Irena-Hooltayewpodrozy -

Pięknie położone miasteczko, uroczo położone, bardzo romatyczne.
Ciche, malownicze uliczki. Aż chciałoby się po nich pospacerowac.
Tych mrówek nie zjadłabym absolutnie, dziękuję za taki przysmak.
Wypicie chicha nie wchodzi w grę.Ja wiele jadłam, podróżując po świecie,zwłaszcza w Azji, ale na takie poświęcenie nie jestem gotowa.Dziękuję za ten kawior.
Bardzo zainteresował mnie cmentarz, niezwykły, nagrobki niesamowite. Też bym się chyba uśmiechała, spacerując po nim.
Faktycznie można odpocząc w Barichara.
Pięknie mnie po miasteczku oprowadziłas.
Na blog oczywiście zagłosowałam.
Pozdrawiam serdecznie Marylko-)

Reply
Maria Kowalewski -

Ciesze się, że Ci się podoba, a jak do tego dodać fantastycznych, radosych ludzi, to sama przyjemność. Chicha teraz powstaje na drożdżach, już nie zują:) Juz poprawiłam w tekście, jakoś nieścisło mi wyszło. Laziliśmy od rana do wueczora, bo tych uliczek jest całkiem sporo. I objadaliśmy się owocami, przygladalismy każdej roslince, trzaskaliśmy tysiące zdjęć, a potem czekał powrót autobusem do bogoty, 10 godzin! Tyle, że juz droga była lepsza , nie trzęsło i mogłam czytać. Dziękuję za Twój głos i pozdrawiam serdecznie.

Reply
Olga Jawor -

Zachwycające widoki! Ciepło aż bije z Waszych zdjęć. Ciepło tego, co utrwalone na fotografiach oraz ciepłe spojrzenie na to, co tam widać. I te kolory – cudne, cudne po prsotu. I same egzotyczne ciekawostki: banany w różnych stadiach rozwoju, smazone mrówki, napój o nieco obrzydliwym sposobie przygotowania, Ty siedząca nad przepaścią, a w koncu przepiękny cmentarz. Te nagrobki obrazujace to, czym interesował sie za życia nieboszczyk dały mi do myslenia. I nie wiem, co byłoby na moim, bo jak ukazać fizycznie uczucia i myśli ludzkie?
Pierożkami empanades opychałabym sie do rozpęku, bo uwielbiam tego typu rzeczy. Chybabym spróbowała tych mrówek, takoż i pociągnęłabym łyk chichy. Raz sie żyje! Skoro oni, Kolumbijczycy mogą i sobie chwalą, to czemużby nie?
Bierzesz udział w konkursie? Zaraz zagłosuję Marylko, bo życzę Ci z całego serca byś wygrała, żeby cię doceniono, bo Twój blog naprawdę jest tego wart, bo taka wygrana dodałaby Ci skrzydeł! Buziaki serdeczne zasyłam!:-)*

Reply
Olga Jawor -

Kurcze! Tam żeby zagłosować trzeba sie zalogować na FB. No to kicha!:(

Reply
Maria Kowalewski -

Jeżeli chodzi o konkurs, to trochę nieświadomie się wpakowałam. Kliknęłam, żeby zobaczyć, żądali informacji, więc podalam i poszło, wycofac się nie hyło jak. Nie znosze tego rodzaju rywalizacji, a tym bardziej proszenia o głosy, no ale jak nie wykonałabym zadnego ruchu, bylabym ostatnia na liście, tez niefajnie:) W każdym bądz razie dziękuję za chęć głosowania.

Reply
Maria Kowalewski -

Zapomniałam napisać, że nasza łazienka nie miała okna. Tak jak w większości hotelików. Prysznic z widokiem na miasteczko, coś fantastycznego. Rano znalazlam wielkiego jak pięść świerszcza. Jest bardzo duzo sklepikow z ciekawym rekodziełem, mamy kolejny bajkowo kolorowy hamak. Olu, chicha nie jest az tak obrzydliwa, nieprecyzyjnie napisalam, tak powstawała kiedyś, teraz mozna pić bezpiecznie. Jeszcze mają likiery podobne do Baileys i częstuja w sklepikach. Miasteczko Guane tez słynie ze skamieniałości , podobnie jak Villa de Leyva. Turystów mało, dookoła pola z uprawa kawy, własnie popijam kupiona tam kawę. Ciesze się, że poczułas to miejsce Olu, a cmentarz chciałam sfotografować dokładnie, ze szczegółami, własnie się rozpędzałam, kiedy bateria mi się wyczerpała. Dobrze, że Krzyś zrobił kilka fotek. Jakis pan odnawiał nagrobek, podszedł do mnie i opowiadał o cmentarzu, bardzo z niego dumny. Oni się tam nie przejmują słaba znajomościa języka i mówią dużo, sa bardzo mili i przyjacielscy. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz.

Reply
Psyche Tee - Wirtualny Gabinet Psychologiczny -

Wow, przepiękne zdjęcia aż zapragnęłam tam być:)

Powodzenia na Gali! :)

Reply
Maria Kowalewski -

Dziękuję, gala to zabawa, gdzie mi tam do ludzi, którzy mają tysiące obserwatorow na fb. Pozdrawiam.

Reply
Małgo | Kadr pod Wiatr -

Niesamowicie klimatyczne to miasteczko i doskonale rozumiem Twoje zauroczenie tym cmentarzem. Rzadko kiedy można powiedzieć coś takiego o cmentarzu, ale ten (o ironio!) wydaje się nawet w pewien sposób miłym i przytulnym miejscem…

Reply
Maria Kowalewski -

W Ameryce Środkowej i Południowej inaczej podchodzi się do tematu śmierci i cmentarzy, toteż ich wygląd nie jest ponury i taki ostateczny. Mam nadzieję, że kiedyś zobaczę jak świętują, pozdrawiam.

Reply
Agata -

Czytając czułam się, jakbym tam była…

Reply
Maria Kowalewski -

Taki zawsze mam cel, zabrać i pokazać. Jak się udało, to super:))

Reply
stardust -

Niesamowity klimat, cos pieknego. To takie miejsce gdzie chyba czlowiek ma wrazenie, ze zatrzymal sie czas kilka setek lat wczesniej. Cos mi mowi, ze mrowki bym jednak sprobowala:)) bo jakos tak jak jest okazja doswiadczyc czegos nieznanego to raczej korzystam. Rozumiem Twoja powsciagliwosc, bo to nie jest latwe. Jednak ludzie na swiecie jedza rozne rzeczy, ktorych my nie znamy.

Reply
Maria Kowalewski -

Ogromnie się cieszę, że takie samo wrażenie te cuda robią na wszystkich. W Kolumbii jest 17 wsi i miasteczek dziedzictwa narodowego. Wcale nie pokazali najlepszych ujęć a i tak zachwycają https://travelgrafia.co/blog/pueblos-patrimonio-de-colombia/
Klimat do wytrzymania, bo góry, więc słońce tylko w południe przypieka, a ludzie tacy, że chciałoby się ich mieć za sąsiadów. Nie zdarza mi się często żegnać uściskiem na misia w hotelach i hotelikach. Dzięki Star.

Reply
stardust -

Melduje, ze zaglosowalam z cala przyjemnoscia i zycze abys wygrala, bo naprawde Ci sie nalezy!!!

Reply
Maria Kowalewski -

Dziękuję, prosiłam o głosy, bo jednak głupio tak być na szarym końcu. O wygranej nie ma mowy, nawet w pierwszej dziesiątce mnie nie będzie, nie mam tysięcy obserwatorów. Wtedy już nie głosowanie decyduje tylko komisja, ale i tak fajnie się dzieje. Pozdrawiam serdecznie.

Reply
blogierka -

To ja dziękuję za tą wycieczkę! :D

Reply
Maria Kowalewski -

Fajnie, prawda? Czekam na dalsze jutuby i stefana:)

Reply
Andrzej -

Cóż, nie będę się rozpisywać. Po prostu magiczne miejsce.

Reply
Maria Kowalewski -

Też tak uważam, najmagiczniejsze z magicznych:)

Reply
Małgosia z Akacjowego Bloga -

Przyznam, że bardzo lubię takie nieturystyczne miejsca, a przynajmniej takie, gdzie turystów jest niewielu. Miejsce bardzo autentyczne, urokliwe i klimatyczne. Widać, że na ulicach jest bardzo mało ludzi. Ciekawe atrakcje kulinarne :D , rdzenni mieszkańcy, skamieliny, architektura…Bardzo ciekawie piszesz Marylko, zdjęcia piękne, pozdrawiam serdecznie

Reply
Maria Kowalewski -

Podawali pyszne soki i owoce, arepasy a na koniec wyściskali serdecznie. Egzotyczne a jednak tak bardzo swojskie. Dziękuję Małgosiu i również serdecznie pozdrawiam.

Reply
Czarna Skrzynka -

Ależ uczta dla „oczów”! :) Ja zakochany jestem w Teneryfie, szwagra mam z Wenezueli, ale Kolumbia jakoś zawsze mnie… przywołuje do siebie! :) Las fotos… espectaculares!!!

Reply
Maria Kowalewski -

Bardzo bym chciała pojechać do Wenezueli, ale sytuacja w tym kraju chyba nieprędko się uspokoi, jaka szkoda. Byłeś tam może? Szwagier na pewno super, jak wszyscy Latynosi. Kolumbia taka wspaniała, nawet mi się nie śniło jak bardzo.

Reply
Zołza z kitką -

Jakie piękne zdjęcia! Jestem zauroczona!

Reply
Maria Kowalewski -

Dzięki, na żywo jest duzo piękniej.

Reply
Kitty -

Mario, otworzylo mi sie tylko pierwsze gorne zdjecie i az sie zachlysnelam, przepieknie tam, warto bylo tluc sie tyle godzin…Musze popracowac nad tym moim laptomem, jest strasznie kaprysny.

Kochana, a ja bym te mrowki schrupala ! Wygladaja smakowicie jak boroweczki, a zaloze sie, ze smakuja jak orzeszki. Chrupiace i slonawe – nic dziwnego, ze Kolumbijczycy wsuwaja je az milo :)
Wszystkiego bym chyba sprobowala, przeciez wino pijemy i uwielbiamy, a najlepsze wychodzi, gdy winne grona deptane sa golymi stopami , najlepiej z drobnym grzybkiem :))
Chlone wszystkie ciekawostki i wszystko co wyszukaliscie, wypatrzyliscie …
Cudowne te podroze – tego ci juz nikt nie odbierze – nastepna perla do Twojego pamietnika.
Sciskam goraco i dziekuje

Reply
Maria Kowalewski -

Dziękuję za zachwyty i bardzo się cieszę. Chyba jakimś cudem udało Ci się przeczytać, bo ja od rana walczę, przywracam kopie zapasowe, usuwam motywy i ustawiam wszystko od początku. Po aktualizacji blog nie wyświetlał się na telefonach i wszystko było nie tak. chyba zbliżam się do końca. To nie sezon na mrówki, zamrożone serwowali:) Wyczytałam, że jakiś rolnik ma 30 hektarow pola z mrówczymi kopcami, jak mija pora deszczowa zaczyna się polowanie, nieprawdopodobne. Mądrzy byli rdzenni mieszkańcy, wiedzieli jak sobie dostarczać witamin i minerałów. Do Barichary tłukliśmy się tylko 6 godzin, mieliśmy za każdym razem postoje w fajnych miasteczkach, takich z glownym pięknym placem i katedrą nie gorszą niż w Bogocie. Dziękuję Kitty za wizytę i gorąco pozdrawiam. Lecę ratować mój blog, całe menu zniknęło i instagram.

Reply
Joanna -

Jejku, jak tam pięknie i jakie cudne zdjęcia, ale mrówki nie do przełknięcia ;)

Reply
Maria Kowalewski -

Jak coś się je od dziecka i jest normą, to nawet mrówki do przyjęcia. W Meksyku jedzą chrząszcze. Ja to szanuję, przecież w Polsce kiedyś były popularne flaczki. A miasteczko to bajka:)

Reply
KItty -

Marijo, a teraz nagle weszlam na telefonie i z latwoscia wszystko ogladnelam.
Miasteczko rzeczywiscie cudne, zatrzymane w czasie , kolory obledne i tak pieknie ze soba zestawione, ze chyba nie daloby sie tego pokolorowac lepiej…
Moglabym tak sobie siedziec na szczycie tej uliczki i patrzec na horyzont godzinami….
Popijajac wino albo chiche i zagryzajac mroweczkami :)

Cmentarz tez mi sie bardzo podoba, choc leciutko leciutko traci …kiczem.
Te lepione kapliczki i ozdobki , przypominaja mi wiejski jarmark i gliniane dzbany lepione reka garncarza.
Dla nas pelna egzotyka…
Na moim grobie moglaby stac chyba tylko …waza z woda, bo jak na nim umiescic morze?
I bezkresna wolna przestrzen, ktora ono dla mnie przedstawia.

No i Twoje sliczne zdjecie w kapeluszu nad przepascia –
ono dla mnie jest jakby kwintesencja tej wyprawy. Och , moge sobie tylko pomarzyc i ci pomachac …?
Moge :)

Reply
Maria Kowalewski -

Udało mi się naprawić wszystko, dlatego możesz to zobaczyć na telefonie. Dodam, że kiedyś zajęło mi to miesiąc, wczoraj kilka godzin:) Tak, moż kiczowato wygladają lepione kapliczki, ale tylko patzrąc przez pryzmat europejskiego gustu. Na miejscu wszystko jest takie jak powinno, kolory i figury retoryczne, bo to ich świat, tacy są. Zbudowane z kamienia i ich czerwonej gliny, jak domy i wykończenia. Oczywiście w najciekawszym momencie wyczerpała się bateria w aparacie, nie mam futbolisty i innych ciekawych szczegółów. Jest spójnie, ulice malowane są w tej samej tonacji, bliżej kapicy na kolor morski, gdzie indziej zielenie czy brązy. Myslę, że nie trzeba naczynia z wodą, można wyrzezbic fale:) Ja sama nie wiem już czy bardziej kocham góry czy morze, najlepiej jak wszystko wystepuje razem. Uwielbiam kilometry bezludnych, malowniczych plaż w Karolinie Południowej, chociaż nie ma gór. Barichara jest bardzo dobrze oświetlona wieczorem, ach jak fajnie wyruszyć na kolację zaglądając do licznych sklepików z pamiątkami. Uściski Kitty.

Reply
Słowacystka -

Cudowne i klimatyczne miasteczka jakby żywcem wyjęte z opowiadań Marqueza, bo tak sobie mniej więcej wyobrażam Macondo. Od razu rozmarzyłam się o urlopie, a tu do lata jeszcze daleko… Dobrze, że zawsze moge pooglądać wasze świetne zdjęcia i mieć namiastkę wakacji w komputerze. Dzięki!

Reply
Maria Kowalewski -

Z Marquezem wędrowałam po Cartagenie, ale jego najwazniejsze dzielo jest umiejscowione gdzie indziej. Tak, masz rację Macondo było maleńką wsią, którą trudno sobie wyobrazić, jeśli nie zna się wioseczek Kolubmii. Ja jestem zafacynowana Twoim blogiem, nawet nie mialam pojęcia, że istnieje słowacystyka! Z przyjemnością przeglądam i się uczę. Pozdrawiam.

Reply
Miye's Imaginations -

Intrygujące miejsce, choć mrówek osobiście nie chciałabym spróbować.

Reply
Maria Kowalewski -

Mrówki, to ciekawy akcent przy opisywaniu miasteczka, nie uważasz? Ma to coś, własnego i w dodatku sprzed najazdu Hiszpanów.

Reply
Ewa -

Piękne zdjęcia, a najbardziej chyba podoba mi się, to, że nie ma tam tłumów turystów :-)

Reply
Maria Kowalewski -

Mnie też się to podobało, normalne, leniwe wiejskie życie:)

Reply
Małgorzata Ostrowska -

Piękne zdjęcia, czytając opisy poczułam ten klimat. Aż chciałoby się pospacerować po tych zakamarkach. Z pewnością każda podróż to wspaniałe wspomnienia dla Ciebie.

Reply
Maria Kowalewski -

Dziękuję, tak, wspomnienia i planowanie kolejnych podróży potrafi poprawić mi zawsze humor.

Reply
Bielecki.es -

Nie ma się co rozpisywać, po prostu fenomenalne miejsce dla fotografa. ;)

Reply
Maria Kowalewski -

Racja, chyba nie widziałam bardziej malowniczego miejsca.

Reply
Ewa -

Pięknie tam.
Rewelacyjna wyprawa.
Ładnie wykontrastowane zdjęcia – uwielbiam takie

Reply
Maria Kowalewski -

Taka opcja w aparacie, zdjęcia wygladaja dramatycznie i nie potrzebuja żadnej ingerencji.

Reply
S -

Przepiękne zdjecia. Chętnie bym tam się wybrała bo kocham kulturę latynoamerykanską.

Reply
Maria Kowalewski -

Dziękuję, będziesz miała inspirację:)

Reply
Ania -

Mario piękne miejsce, pięknie pokazane a zdjęcia są niesamowite :) te uliczki i domeczki to klimat jaki ja lubię :)
Ciekawa sprawa z tymi mrówkami ;)

Reply
Maria Kowalewski -

Mowią, że gdyby nie jedli mrówek, mrówki by zjadły ich i ja w to wierzę. Np. w Georgii są straszną plagą na polach i ogrodach, budują kopce jak krety i bardzo jadowicie gryza. To fire ants, inne, malutkie, niewinnie wyglądające, a wszyscy muszą z nimi walczyć, że nie zamieniły trawników w kupę piachu.
A Barichara jest cudowna, jak cała Kolumbia, ludzie niespotykanie mili, przyroda oszalamiająca. Pozdrawiam Aniu:)

Reply

Zostaw komentarz

PAKUJ WALIZY