Dom Ameryka PołudniowaVilla de Leyva – co zobaczyć: kolonialne miasteczko i skamieliny
Villa de Layva - starówka

Villa de Leyva – co zobaczyć: kolonialne miasteczko i skamieliny

Villa de Leyva to jedno z najpiękniejszych kolonialnych miasteczek Kolumbii — białe fasady, brukowane ulice, góry na horyzoncie i cisza, która zatrzymuje czas. Ale pod tą sielanką kryje się coś jeszcze: ziemia pełna skamielin, amonitów i prehistorycznych stworzeń, które żyły tu miliony lat przed powstaniem miasta. To właśnie tutaj znaleziono słynnego Kronosaurusa, a okolice Villa de Leyva są jednym z najbogatszych paleontologicznie regionów Kolumbii.

W tym przewodniku pokażę Ci najciekawsze miejsca: Plaza Mayor, kościół Matki Różańcowej, Mirador El Santo, ziemie ludu Muisca i niezwykłe skamieliny, które czynią to miasteczko absolutnie wyjątkowym.

Villa de Leyva – kolonialny klejnot

Miasteczko jest prawdziwym klejnotem historii.  Znajduje się około 160 km. od Bogoty.  Zapewniano nas, że dojedziemy w 3 godziny, ale jechaliśmy 6. Drogi są fatalne, a omijanie dziur, przyspieszanie i hamowanie było bardzo nieprzyjemne. Szybko zapomniałam o przykrościach i ogarnął mnie zachwyt.

Brukowane ulice, kaskady bouganvilli zwieszające się z białych ścian i  bramy, za którymi kryły się czarodziejskie ogrody. Każdy budynek posiada patio pełne kwiatów i cudownych krzewów, wokół których krążą kolibry. Najstarsze domy mają po 400 lat, nic dziwnego, że nakręcono tu hiszpańską wersję „El Zorro”.

Villa de Leyva wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tu kilka stuleci temu. Miasto zostało założone w 1572 roku i od tamtej pory jego układ urbanistyczny prawie się nie zmienił. To jedno z najlepiej zachowanych kolonialnych miasteczek w Kolumbii — nie znajdziesz tu nowoczesnych budynków, neonów ani szklanych fasad. Wszystko jest białe, proste i harmonijne, jakby ktoś pilnował, by każdy detal pozostał wierny XVI wiekowi.

Wiele domów ma grube, chłodne mury z adobe, drewniane okiennice i dachy z czerwonej dachówki. W środku kryją się patia z fontannami, pomarańczowymi drzewkami i kamiennymi ławkami, na których mieszkańcy siadają wieczorami, kiedy upał wreszcie odpuszcza. To właśnie te ukryte ogrody nadają miasteczku intymny, niemal filmowy charakter.

W weekendy Villa de Leyva wypełnia się życiem: na ulicach pojawiają się stragany z lokalnym rzemiosłem, a na Plaza Mayor odbywają się festiwale, koncerty i targi. To miejsce słynie z kilku wyjątkowych wydarzeń — Festiwalu Światła, Festiwalu Wina i Festiwalu Pomiędzy Gwiazdami, kiedy mieszkańcy obserwują niebo tak, jak robili to Muisca.

Plaza Mayor – serce miasta

Villa de Leyva Plaza Mayor serce miasta

Plac o powierzchni 14 000 metrów kwadratowych jest uważany za najpiękniejszy plac Kolumbii i jeden z największych w Ameryce Południowej. Niegdyś stało tu kilka szubienic przeznaczonych dla bojowników o wolność.

Dziś Plaza Mayor wygląda zupełnie inaczej. To ogromna, otwarta przestrzeń wyłożona nieregularnym kamieniem, który pamięta XVI wiek. Wokół stoją białe, niskie budynki z drewnianymi balkonami, a całość wygląda tak, jakby ktoś zatrzymał czas w epoce kolonialnej. W słoneczne dni światło odbija się od białych fasad tak intensywnie, że plac wydaje się jeszcze większy, a wieczorami wszystko tonie w ciepłym blasku lampionów.

To miejsce naprawdę żyje. Mieszkańcy korzystają z uroczych kawiarni, restauracji ukrytych pośród zielonych ogrodów, albo zwyczajnie siadają na kamieniach z przyjaciółmi. Dzieci biegają za piłką, psy śpią w cieniu pod arkadami, a turyści próbują uchwycić na zdjęciach tę niezwykłą przestrzeń, która jest jednocześnie monumentalna i kameralna.

Plaza Mayor jest też sceną wielu wydarzeń — od festiwalu światła po targi rzemiosła i koncerty pod gołym niebem. To tutaj najlepiej czuć rytm Villa de Leyva: spokojny, ale pełen życia, zakorzeniony w historii, a jednocześnie bardzo współczesny.

VILLA DE LEYVA. Colombia.
Villa de Leyva Plaza Mayor
VILLA DE LEYVA. Colombia.
Villa de Leyva kolorowe uliczki
co zobaczyc w Villa de Leyva 1
VILLA DE LEYVA. Colombia.

W soboty odbywa się targ, zdążyliśmy na ostatnie minuty po męczącej podróży z Bogoty. Krzysztof próbował namierzyć granadille, a ja szłam za słodko intrygującym zapachem. Nieduże ananasy o pomarańczowym miąższu, smakowały nieziemsko, były samym sokiem.

Truskawki prosto z pola w styczniu i sterty avocado  Nic dziwnego, że podaje się je do każdego posiłku, jednym słowem raj. 

ananasy

Senora del Rosario – Kościół Matki Różańcowej w Villa de Leyva

Villa de Layva - starówka

Budowę kościoła rozpoczęto w 1604 roku. Dzięki darowiznom od króla i parafian ukończono go w zaledwie cztery lata. Kościół Matki Bożej Różańcowej był świadkiem wielu wydarzeń historycznych — od kolonialnych procesji po uroczystości związane z walką o niepodległość. To jedna z najstarszych świątyń w regionie i jeden z najważniejszych symboli Villa de Leyva.

Wnętrze jest proste, ale pełne ciepła: drewniany ołtarz, grube mury z adobe, chłodne kamienne posadzki i światło wpadające przez niewielkie okna. To nie jest monumentalna katedra, tylko kościół, który od czterystu lat służy mieszkańcom — i to czuć od pierwszej chwili.

Zdumiało mnie, że ludzie wchodzą tu wieczorem na chwilę, żeby poszeptać wspólnie różaniec, a potem siadają na schodach, delektując się pięknym wieczorem. Kościół dla ludzi, otwarty jak kawiarnie i restauracje, usytuowany pośrodku rozrywek. W Villa de Leyva sacrum i codzienność nie stoją naprzeciw siebie — one współistnieją, naturalnie i bez napięcia.

Wieczorami, kiedy plac cichnie, a światło lampionów odbija się od białych ścian, kościół staje się jednym z najpiękniejszych punktów miasteczka.

VILLA DE LEYVA. Colombia.

Mirador el Santo – Villa de Leyva

IMG 1877

Mówili: łatwa trasa, tylko 40 minut marszu. Dojście do szlaku zajęło nam 20 minut, ale już wtedy wiedzieliśmy, że to nie będzie zwykły spacer. Co chwilę zatrzymywaliśmy się przy ogromnych agawach i sosnach o niewiarygodnie długich igłach, żeby nie stracić ani chwili z tej cudownej wyprawy.

Wspinanie się w cieniu drzew było czystą przyjemnością. Z każdym krokiem otwierał się przed nami nowy fragment krajobrazu, jakby góra powoli odsłaniała swoje tajemnice. Po dobrej godzinie, kiedy wyszliśmy z chłodnego cienia i spływaliśmy potem, na horyzoncie pojawiła się mała, biała kropeczka. To posąg Jezusa — tam kończy się szlak.

Mirador el Santo Villa de Leyva

My naszą wędrówkę zakończyliśmy w tym przepięknym miejscu, podbudowani tym, że inni dużo wcześniej się poddali i wyglądali, jakby pilnie potrzebowali pomocy lekarza.

Z góry widać całe miasteczko — białe domy, czerwone dachy, ogromny Plaza Mayor i otaczające je wzgórza, które zmieniają kolor w zależności od pory dnia. To widok, który wynagradza każdy krok, każde zatrzymanie i każde westchnięcie po drodze.

To idealne miejsce, żeby na chwilę usiąść, odetchnąć i spojrzeć na Villa de Leyva z perspektywy, której nie da się zobaczyć z żadnego innego punktu. Warto tu wejść nie tylko dla panoramy, ale dla samej drogi — bo to jedna z tych tras, które zostają w pamięci na długo.

Villa de Leyva Mirador el Santo

Ziemie ludu Muisca

To również dawne ziemie ludu Muisca. Tych samych, których obrzędy przyczyniły się do hiszpańskiej gorączki złota.  dowiesz się więcej o tym ludzie z mojego wpisu o Bogocie i Eldorado.  

Według legend, z pobliskiego Jeziora Iguaque wyłoniła się bogini Bachue z małym chłopcem w ramionach. Są uważani pierwszych ludzi. Kiedy chłopiec dorósł, został mężem bogini, a ich dzieci zaludniły świat.

Na wzgórzach znajduje się dawne obserwatorium Muisca. Znajomość astronomii pomagała w uprawie roślin.  Pewnego dnia pojawili się Hiszpanie i próbowali w tym miejscu założyć miasto. Poddali się po 12 latach i zbudowali miasto w obecnym miejscu.

Muisca byli jednym z najbardziej zaawansowanych ludów andyjskich, choć nie budowali monumentalnych piramid ani kamiennych miast. Ich siłą była wiedza — o ziemi, gwiazdach i cyklach natury. Obserwatorium, które pozostawili na wzgórzach, nie służyło do patrzenia w niebo dla samej ciekawości. Było kalendarzem, dzięki któremu wyznaczali pory siewu, zbiory i święta związane z cyklem księżyca.

W okolicach Villa de Leyva znaleziono wiele śladów ich obecności: kamienne kręgi, miejsca rytualne, fragmenty ceramiki i ozdoby z miedzi oraz złota. To właśnie tutaj, na tej ziemi, narodziły się mity, które później Hiszpanie błędnie odczytali jako obietnicę złotego miasta. Dla Muisca złoto było symbolem słońca, a nie bogactwem — dlatego trafiało do jezior jako ofiara, a nie do skarbców.

Dziś spacerując po okolicznych wzgórzach, łatwo zapomnieć, że pod warstwą kolonialnej historii kryje się znacznie starsza opowieść. Villa de Leyva to nie tylko białe fasady i brukowane ulice. To miejsce, w którym legenda, astronomia i codzienne życie Muisca splatały się w jedną całość — i w którym wciąż czuć echo dawnego świata.

Amonity w Villa de Leyva – ślady dawnego oceanu

fosil guane colombia

145 milionów lat temu rozpoczął się ostatni  okres ery mezozoicznej-  kreda.  Po lądach chodziły dinozaury, a w wodach pływały amonity i belemnity, czyli prehistoryczne skorupiaki. 

66 milionów lat później życie tych stworzeń zakończyło uderzenie meteorytu w Zatoce Meksykańskiej. Warto zajrzeć do meksykańskiego wpisu o tym, jak powstały cenoty.

Wody ustąpiły, zaczęły formować się Andy. Kości istot żyjących w wodzie zostały osadzone w skałach, dzięki czemu przetrwały do czasów współczesnych.

Kiedy się zobaczy to na własne oczy i dotknie, wstrząs jest silny. Są wszędzie, po drodze do miasteczka mijamy tabliczki z napisem –  Los Fosiles. Wmurowane w piedestały i służące jako donice albo dekoracje, uświadomiły mi  jaką kropelką jest moje życie. Największe znalezione amonity miały ok. dwóch metrów średnicy. 

Pasują do siebie tak doskonale, jak klocki lego. To najlepsza pamiątka z podróży. 

IMG 2003

Kronosaurus – krokodyl z okresu kredy

Pewnego razu zdarzyło się coś, co wstrząsnęło mieszkańcami przyzwyczajonymi do niecodziennych znalezisk. W 1977 roku rolnicy natknęli się na kompletny szkielet  krokodyla z okresu kredy.

Kronosaurus boyacensis, to jeden z największych i najbardziej zabójczych gadów morskich, polował na plezjozaury, pterozaury i ichtiozaury. Nazwa Kronosaurus pochodzi od greckiego boga Kronosa. 

Znaleziony szkielet potwora mierzy 7 metrów! Jego wiek datuje się na 115 milionów lat. Prawdopodobnie bestia utknęła w błocie. W obawie przed uszkodzeniem dookoła niego zbudowano muzeum. 

Dziś Kronosaurus boyacensis jest jedną z największych atrakcji okolic Villa de Leyva. Nie tylko dlatego, że to imponujący gad, ale dlatego, że przypomina, jak niezwykła jest ta ziemia — miejsce, gdzie kolonialne miasteczko stoi na dawnej linii brzegowej prehistorycznego oceanu. W Villa de Leyva historia nie kończy się na białych fasadach i brukowanych ulicach. Ona zaczyna się dużo głębiej — w skałach, które pamiętają świat, jakiego już nie ma.

Praktyczne informacje

Gdzie leży Villa de Leyva Miasteczko znajduje się w departamencie Boyacá, około 160 kilometrów na północ od Bogoty. Leży na wysokości ponad 2100 metrów, w otoczeniu suchych wzgórz i gór, które nadają okolicy zupełnie inny klimat niż wilgotna stolica.

Ile osób tu mieszka Villa de Leyva to niewielkie miasteczko liczące około 17 tysięcy mieszkańców. Dzięki dużym przestrzeniom i kolonialnej zabudowie wydaje się jednak znacznie większe i spokojniejsze.

Jak dojechać Teoretycznie podróż z Bogoty trwa trzy godziny, ale w praktyce często zajmuje dwa razy dłużej. Drogi są wąskie, pełne zakrętów i dziur, a ruch bywa spory. Najwygodniej jechać samochodem, ale można też dojechać autobusem z terminalu Salitre — kursy są regularne, choć również potrafią się wydłużyć. Mimo trudów trasy, moment wjazdu do Villa de Leyva wynagradza wszystko.

Gdzie spać Najlepiej zatrzymać się blisko centrum, w jednym z kolonialnych domów z patio. Wiele z nich ma ogrody pełne kwiatów, fontanny i kolibry krążące między krzewami. To właśnie te miejsca nadają miasteczku jego wyjątkowy charakter.

Ile czasu warto tu spędzić Dwie noce to idealny czas. Jeden dzień pozwala zobaczyć Plaza Mayor, kościół Matki Różańcowej i kolonialne uliczki, a drugi przeznaczyć na Mirador El Santo, skamieliny, muzeum El Fósil albo okoliczne winnice. Jeśli ktoś lubi spokojne miasteczka, może zostać dłużej — Villa de Leyva ma w sobie coś, co spowalnia czas.

Kiedy jechać Najlepszy okres to pora sucha: od grudnia do marca oraz od lipca do września. Wtedy niebo jest najczęściej bezchmurne, a światło pięknie podkreśla biel fasad i czerwone dachy. W weekendy bywa tłoczno, bo to ulubione miejsce mieszkańców Bogoty. W tygodniu miasteczko jest spokojniejsze i jeszcze bardziej urokliwe.

Byłam niepocieszona tym, że po dwóch dniach trzeba jechać dalej. Okazało się, że może być jeszcze piękniej. Kolejne 6 godzin w drodze i nowe olśnienie.

Villa de Leyva zostawiła we mnie to charakterystyczne uczucie niedosytu — takie, które pojawia się tylko w miejscach wyjątkowych. Miasteczko, które miało być krótkim przystankiem, okazało się jednym z najpiękniejszych fragmentów naszej kolumbijskiej podróży.

A jednak Kolumbia ma tę niezwykłą zdolność, że kiedy myślisz, że już widziałaś wszystko, za kolejnym zakrętem czeka coś jeszcze bardziej niezwykłego.

Zapraszam na inne wpisy o Kolumbii:

Ptaki Kolumbii, Barichara. Najpiękniejsze miasteczko Kolumbii, Bogota – co warto zobaczyć: Monserrate i Muzeum Złota, Cartagena de Indias – atrakcje, które musisz zobaczyć

Jeśli podobał Ci się ten wpis, podziel się nim ze znajomymi! Będzie to dla mnie ogromna radość! Śledź mnie na Facebooku lub Instagramie, aby być na bieżąco z moimi podróżami i zobaczyć jeszcze więcej zdjęć! Jeśli nie chcesz przegapić nowych postów, subskrybuj mój blog.

Zapraszam do obserwowania.

Może ci się spodobać

13 komentarzy

Olga Jawor -

Najpierw obejrzałam zdjęcia, potem przeczytałam tekst. Bo te zdjęcia są niesamowitym ładunkiem energii, której mi potrzeba. Człowiek patrzy i napełnia sie emanującym z nich ciepłem, kolorem, smakiem, wyobrażeniem jak tam jest, w tym zupełnie innym od znanego nam na co dzień, świecie. Najbardziej podobają mi sie fotografie z tym cudnie zachmurzonym niebem w tle. I te kocie łby oświetlone na złoto. To jak obrazy namalowany przez genialnego artystę. Natura i dzieło rąk ludzkich w jednym tworzą razem ten majstersztyk.
Bardzo łądnie Twojemu mężowi z tym czarnym jak węgiel wąsem! Idąc tym tropem Tobie przydałby sie kwiat w rozpuszczonych włosach! I juz byłaby para prawdziwych Kolumbijczyków!:-)
Oj, narobiłaś mi smaka na truskawki (bo choć ananasy lubię, to rzadko jadam, bo parzą mnie w język i usta)!
Buziaki serdeczne zasyłam Ci o poranku i podziękowania za umożliwienie wędrówki po tym kolorowym świecie!:-))

Reply
Maria Kowalewski -

Witaj Ola. Zacznę od ananasa, bo i mnie intrygowało, dlaczego szczypie i drętwieje. To od enzymu, który nazywa się bromelaina, rozkłada białko. Dlatego ananas wspomaga odchudzanie. Najwięcej tego enzymu jest na środku, w tej zdrewniałej części. Im owoc dojrzalszy, tym mniej enzymu. W kolumbijskich ananasach nie szczypało wcale. U nas bardzo często można kupić piękne ananasy za grosze, potrafię już rozpoznać które się nadają, do tego myję je przed obraniem.
Mam ograniczone możliwości pokazania wszystkiego niestety. Uliczek było sporo, sklep z czekoladą miał pralinki w kształcie amonitów, a miejsce w którym się zatrzymaliśmy, to kolejna bajka. Śniadania jadaliśmy na patio, takim z roślinami i kolibrami. Fantastyczni gospodarze, kawa doskonała, zresztą kupiliśmy ziarnistą do zabrania z małej, rodzinnej plantacji.
Taki świat zobaczyć w styczniu, to ładunek na resztę zimy. Cieszę się, że mogłam się z Tobą tym podzielić. Pozdrawiam ciepło.

Reply
stardust -

Tu sie przytule, bo bromelaina jest doskonalym srodkiem zapobiegajacym siniakom pooperacyjnym. Wiem bo bralam w tabletkach na dwa tygodnie przed operacjami stop i wszyscy byli zawsze zdziwieni, ze nie mam ani opuchlizny ani zasiniaczonych miejsc wokol szwow.

Reply
Maria Kowalewski -

No właśnie, jak wiem o tym cudzie, to gdzie tylko podają ananasy to się na nie rzucam, niech spalają moje kalorie:) Mam nadzieję dozyć szczęśliwie bez operacji żadnych, ale sobie zapamiętam. Pozdrawiam serdecznie Star.

Reply
Irena -Hooltayewpodrozy -

Niesamowite miasteczko ze względu na historię. Pięknie położone.
Dodatkowo pełne urokliwych miejsc.
Wyobrażam sobie, jakie skarby są w tym muzeum.
Super, że pokazujesz takie miejsca i pięknie słowem opowiadasz.
Te skamieliny niewiarygodne.Można je dotkąc i przenieśc się w czasie.
Wspaniały wpis-)
Serdecznie pozdrawiam!!!!

Reply
Maria Kowalewski -

Dzięki Irenko. No własnie mną wstrząsnęło, jak dotknęłam. Przywiezliśmy sporo tego, kupione na ulicy od pary starszych ludzi. Ciekawostka, podobnie jak w Ekwadorze, po zakupie, sprzedawca coś dorzuca gratis. Ja dostałam jeszcze spory kryształ górski, jeden owoc więcej, albo garść truskawek, miły zwyczaj.
Jestem zauroczona tym krajem, ludzie bardzo mili, a widoki zniewalajace. Pozdrawiam serdecznie.

Reply
stardust -

Nie bardzo mam czas na napisanie solidnego komentarza, ale cos musze napisac, bo jestem pod ogromnym wrazeniem i urokiem tego miasteczka. To jest cos co ja lubie, takie miejsca mi sie podobaja a Twoje zdjecia doskonale oddaja klimat.
Przepieknie i to tego owoce i moje ukochane avocado:)
Dziekuje Mario:**

Reply
Maria Kowalewski -

To mnie cieszy, że tym razem Ci dogodziłam:))) Czasami nie trafiam w Twój gust. Poczekaj co się będzie działo w Barichara, tylko zamieszkać i codziennie zrywać banany z własnego drzewka. Ekwador uwielbiam, ale za Kolumbią zwyczajnie tęsknię, czysto, pięknie i życzliwie.

Reply
Małgosia z Akacjowego Bloga -

Zadziwiające są amonity, a jeszcze bardziej ich obecność w otoczeniu :) Czas ich życia jest tak odległy, że przerasta to moją wyobraźnię. Urokliwe miasteczko. Ananasy uwielbiam jeść w miejscach, gdzie dojrzewają, te u nas w sprzedaży nigdy nie mają wystarczającej słodyczy i aromatu. Avocado, melony, papaje, marakuje, raj owocowy :) Mirador wart wysiłku, wąsy bardzo twarzowe :D Pozdrawiam Was serdecznie i idę czytać o Jukatanie :)

Reply
Maria Kowalewski -

Toteż właśnie, jak zobaczyłam, dotknęłam, to te miliony lat istnienia Ziemi przestały być abstrakcją. Tak, można żyć samymi owocami, uwielbiam ciepłe od słońca, dojrzałe papaje, a chyba najbardziej czerymoję. Gdzieś we wpisie o Ekwadorze, próbowałam pokazać targ i owoce. Pozdrawiam Małgosiu serdecznie.

Reply
Kitty -

Zdjecia bajeczne po prostu – chlone i chlone i nie moge sie napatrzec. Moje ulubione w tej serii to tak biegnaca w dol uliczka, po prostu cudowna.

Pierwszy raz sprobowalam swiezego ananasa w zeszlym roku ( cale zycie jadlam te z puszki ) – opchalam sie nim po uszy, doslownie i w przenosni. Poparzone mialam cale usta od ucha do ucha! I teraz sie boje, choc wiem, jakie sa zdrowe.
A moja mama – ktora zjadla drugiego – nic. Nawet jej nie zaszczypalo.

Przepiekne te amonity – i nie dziwie sie, ze tesknisz za Kolumbia – ja ja rowniez pokochalam Twoimi oczami. Ucalowania

Reply
Maria Kowalewski -

Dziękuję i bardzo się cieszę, że jakoś udaje się mój zachwyt Kolumbią pokazać. Tyle, że nie ma zapachów jedzenia, cudnych knajpek w ogrodach, muzyki i krzyczących, kolorowych pamiatek.
Szczypie na pewno od enzymu, ale podejrzewam, że tez od środków konserwujących. Trzeba jeść takie, które mają mocno pachnąca, pomarańczową podstawę. Własnie pożarłam pół i nic. U nas była promocja- 98 centów za sztukę z Gwatemali chyba.
Kolumbia i Ekwador są dużo mniej turystyczne niż Peru, a tyle perełek posiadają, że chciałabym tam wracać od razu. W dodatku nie jest tak obrzydliwie gorąco jak w Panamie, gdzie wabią ludzi do zamieszkania na emeryturze. Bardzo lubię hiszpański. Uściski Kitty, zaraz nadrobię zaległości wszystkie. Pozdrawiam serdecznie

Reply
Mokka -

Zawsze ciągnęło mnie do Ameryki Południowej. Wraz z Krzysztofem wspaniale się uzupełniacie. Piękne zdjęcia i świetny opis, oddający nastrój miejsc. Mieszkałam w Polsce w miejscowości, nad którą również szumiało prastare może. Wszędzie można było znaleźć amonity, rurkowce, kalmary. Wprawdzie nie tak duże, jak te na Waszych zdjęciach, ale równie stare:) My budujemy sobie grobowce i pomniki na nagrobkach, amonity upamiętniły się w naturalny sposób. W Twoim tekście szczególnie podoba mi się to, że zwracasz uwagę na duchowy aspekt miejsca – w wielu blogach podróżniczych tego brakuje :)
PS. Cudne masz warkocze. Czy rodowici Kolumbijczycy mieli tak poważne miny jak Krzysztof?

Reply

Zostaw komentarz

PAKUJ WALIZY