Przewodnik po Savannah: miejsca, które warto zobaczyć

przez Maria

Ten przewodnik po Savannah pomoże Ci zaplanować spacer po najpiękniejszych zakątkach miasta – od historycznych placów po klimatyczne nadbrzeże. Jeśli marzysz o odkrywaniu zabytków, pełnych uroku rezydencji i tajemniczych miejsc, Savannah jest idealnym wyborem.

Znajdziesz tu najważniejsze atrakcje, porady dotyczące zwiedzania i lokalne ciekawostki, które sprawią, że Twój pobyt będzie niezapomniany. Czy jesteś gotowy na podróż w czasie, wśród brukowanych uliczek i drzew spowitych hiszpańskim mchem? Ruszajmy!

W Savannah najbardziej podobały mi się drzewa.  Wiecznie zielone dęby wyciągają ramiona jak żywe istoty i zgarniają całą przestrzeń nad głowami. Paprocie porastają stare konary, żeby lśniły szmaragdowo. Hiszpański mech, to ostatnie muśnięcie pędzla na baśniowym obrazie. Przybyszy z Europy niełatwo zadziwić architekturą, chyba że znajomy styl dostanie oszałamiającą oprawę. 

Założenie Savanna – James Edward Oglethorpe

Forrest-Gump-pomnik-James-Oglethorpe-Savannah

W 1733 roku James Oglethorpe zaprojektował miasto Savannah. W idealnym mieście ulice biegły dookoła 24 zielonych placów. Miały chronić przed rozprzestrzenianiem się pożarów i dać wytchnienie od nieznośnego skwaru. Każdemu kto z nim popłynie do Ameryki obiecał dom z ogródkiem i ziemię, wszystkim tyle samo. Niewolnictwo i alkohol były zakazane. Sprawdzimy jakie dobre wiatry sprzyjały kolonistom? 

W samym sercu historycznej dzielnicy Savannah, w cieniu rozłożystych dębów, znajduje się Chippewa Square – miejsce, które pamięta początki Georgii. Na środku placu góruje postać Jamesa E. Oglethorpe’a, człowieka, który zmienił losy tysięcy ludzi.

Urodził się 1 czerwca 1696 r. w Anglii jako dziesiąte dziecko w rodzinie. Ojciec Jamesa był generałem, który walczył w wielu bitwach, kiedy skończył 40 lat, zamieszkał w eleganckim domu pod Londynem. Matka była wykształconą damą, zaliczaną do najmądrzejszych kobiet swoich czasów.

James Oglethorpe kształcił się w szkole wojskowej i już w wieku 20 lat wstąpił do armii angielskiej. Został wybrany do parlamentu i  przez wiele lat był jego członkiem.

Historia o której chcę opowiedzieć, zaczyna się nieszczęśliwie. Dobry przyjaciel Jamesa, Robert Castell został wtrącony do więzienia za długi. Pochłonęło go pisanie i ilustrowanie książki, dlatego zaniedbał interesy. Akurat panowała epidemia czarnej ospy. Zanim przyjaciele wykupili jego dług, zmarł straszną śmiercią.

Wstrząśnięty Oglethorpe postanowił zrobić coś dla innych. Przez kilka miesięcy odwiedzał więzienia, a okrucieństwa wobec dłużników bardzo go poruszyły. Dzięki niemu ludzie uwikłani w spiralę długów zamiast trafić do więzień, mogli pojechać do Ameryki założyć nową kolonię dla Anglii.

Między Florydą, która należała do wrogo nastawionych Hiszpanów, a Karoliną Południową, leżała ziemia, której jeszcze nikt nie odebrał Indianom. Nazwano ją Georgia na cześć króla Jerzego. Zebrano pieniądze na pokrycie kosztów  dla biedaków, których nie stać było na wyjazd. 43-letni Oglethorpe porzucił swój luksusowy dom i wspaniałą karierę polityczną i z grupą 120 osadników wypłynął żaglowcem Anne do Ameryki.

Statek dopłynął 13 stycznia 1733 roku do Charleston. Oglethorpe został przyjęty z honorami przez gubernatora. Mieszkańcy Karoliny Południowej byli bardzo zadowoleni z 13 angielskiej kolonii, ponieważ miała oddzielać od zawziętych Hiszpanów z Florydy. W miasteczku Beaufort wzniesiono właśnie nowe koszary, przybysze mogli w nich zostać, dopóki nie znajdą odpowiedniego miejsca na swoją stolicę.

Chippewa Square – historia, która zmienia losy

James-Oglethorpe-Savannah

Tomochichi – indiański wódz, który zbudował most między dwoma światami

 
Tereny, które James Oglethorpe wybrał na swoją osadę, należały do Indian Yamacraw, których wodzem był Tomochichi – człowiek, który nie szukał konfliktu, ale przyszłości dla swojego ludu.

Miał 90 lat, lecz nie był słabym starcem. Jego umysł był czujny, decyzje przemyślane, a spojrzenie bystre. Wiedział, że Anglicy zostaną. Pytanie brzmiało: czy jego lud przetrwa u ich boku, czy też zostanie zmieciony z kart historii? Nie każdy wódz miałby odwagę wybrać pokój zamiast walki. Ale Tomochichi myślał inaczej. Chciał, by jego lud miał drogę do handlu, edukację dla dzieci, miejsce w nowym świecie. Dzięki tłumaczce Mary Musgrove udało się wypracować porozumienie, które na tamte czasy było niemal niewyobrażalne.

Oddał ziemię pod budowę Savannah, ale nie był to akt poddania się – to była decyzja o współistnieniu. Rok później Tomochichi zrobił coś, czego nie dokonał żaden inny wódz przed nim. Popłynął do Anglii, by spotkać się z król

Razem z żoną Senauki, siostrzeńcem Toonahowi i grupą wojowników wsiadł na statek Aldborough, który zabrał ich do Londynu. Spędzili tam sześć miesięcy, poznając kraj, który był teraz ich sprzymierzeńcem. Tomochichi stanął przed królem Jerzym II, królową Karoliną, Parlamentem i Georgia Trustees. Nie był tam po to, by prosić. Negocjował. Domagał się uczciwego handlu i edukacji dla swojego ludu. Podczas wizyty William Verelst uwiecznił go na portrecie – obraz ten do dziś przypomina, jak niezwykły był ten moment.

Savannah – kolonia zasad i pierwsze oznaki zmian

Gdy James Oglethorpe zakładał Savannah, kolonia miała być wolna od niewolnictwa i alkoholu. Ale na liście rzeczy zakazanych znalazła się także religia katolicka – obawiano się, że katolicy będą sympatyzować z Hiszpanami z Florydy, którzy siłą zmuszali Indian do przyjęcia chrześcijaństwa, nie zważając na ich wierzenia.

Mimo tych restrykcji Oglethorpe nie był człowiekiem surowym. Gdy do brzegów Savannah dotarła łódź pełna irlandzkich katolików, pozwolił im dołączyć do kolonii. Dziś nad miastem góruje monumentalna katedra św. Jana, a Dzień Świętego Patryka stał się największym świętem Savannah.
Podobnie wyglądała sytuacja hiszpańskich i portugalskich Żydów.

Gdy Samuel Nunez, żydowski lekarz, bezpłatnie leczył osadników, którym dokuczały tropikalne choroby, społeczność szybko doceniła ich obecność. 11 lipca 1733 roku grupa 42 żydowskich osadników osiedliła się w Savannah, a kopia Tory, którą przywieźli, przetrwała do dziś i jest używana w synagodze przy wyjątkowych okazjach.

Dziś jednym z najważniejszych miejsc na mapie miasta jest Mikveh Israel Synagogue, jedna z najstarszych kongregacji żydowskich w Ameryce, będąca świadectwem zmian, które zaczęły się już w pierwszych latach istnienia Savannah.

Forrest Gump – słynna ławeczka

Savannah scena z Forrest Gump

Z trudem znalazłam miejsce, w którym Forrest Gump opowiadał swoją historię nieznajomym na przystanku autobusowym. Wiedziałam, że filmowa ławeczka została przeniesiona do muzeum, ale w Parku Chippewa miała przecież zostać jakaś pamiątka. Padał deszcz, a ja z nosem przy ziemi obeszłam plac kilka razy. Pomogło dopiero zdjęcie z internetu – i faktycznie, jest! Mała tabliczka na niskim murku upamiętnia kultową scenę z filmu.

🌐 savannahhistorymuseum.com

Oryginalną ławeczkę można dziś zobaczyć w Savannah History Museum, które znajduje się w dawnym dworcu kolejowym – Tricentennial Park, 303 Martin Luther King Jr Blvd. Warto zajrzeć, nawet jeśli Forrest powiedział już wszystko, co miał do powiedzenia. Film był kręcony w Beaufort, gdzie opisałam więcej kultowych miejsc.

Wright Square – Alice Riley i tajemnica hiszpańskiego mchu

Savannah 5

Savannah jest zbudowana na dawnym indiańskim cmentarzysku. Może właśnie dlatego od wieków mówi się, że to miasto ma swoje duchy – historie, które nie pozwalają odejść.

Na Wright Square spoczywa Tomochichi, wódz, który pomógł założyć Georgię, ale także Alice Riley, pierwsza kobieta, którą powieszono w nowej kolonii. W wieku 15 lat uciekła przed głodem z Irlandii. Czekało ją siedem lat niewolniczej pracy – taką cenę przyszło jej zapłacić za bilet do Ameryki.

Jej los spoczął w rękach Willama Wise’a, człowieka, którego nienawidzili wszyscy, ale bali się bardziej niż własnego sumienia. Alice miała być pokojówką, ale stała się jego ofiarą – znosiła przemoc, upokorzenia, wyczerpanie, aż w końcu zakochała się w Richardzie, który był służącym tego samego tyrana.

Gdy Wise zachorował, Alice musiała kąpać go kąpać i czesać codziennie. Pewnego dnia dziewczyna zniknęła, aoWise został znaleziony martwy – z głową była zanurzoną w wiadrze pełnym wody. Natychmiast ruszyło polowanie na Alice i Richarda. Schwytano ich na wyspie Hope, skazano na powieszenie. Richard zginął od razu, ale Alice darowano życie na osiem miesięcy – była w ciąży. Stracono ją 19 stycznia 1735 roku, a jej syn zmarł dwa tygodnie później. Alice nigdy nie przyznała się do zabójstwa.

Legenda o hiszpańskiego mchu mówi, że tam, gdzie przelano niewinną krew, hiszpański mech nigdy nie rośnie. Na Wright Square, gdzie powieszono Alice, drzewa stoją nagie – bez kaskad mchu, który oplata inne części miasta. Ludzie twierdzą, że nocami pojawia się duch Alice, błądzący po placu, wciąż szukający dziecka, które nigdy nie miało szansy żyć.

Plac Monterey i Kazimierz Pułaski

Savannah i


Kazimierz Pułaski przybył do Ameryki, by walczyć o jej niepodległość. Gdy w 1777 roku poprowadził kawalerię w bitwie pod Brandywine, uratował życie George’a Washingtona i szybko zyskał jego zaufanie. To dzięki niemu powstał Legion Pułaskiego, fundament amerykańskiej kawalerii.

W 1779 roku, podczas oblężenia Savannah, Pułaski poprowadził atak na Brytyjczyków. Został trafiony kartaczem, poważnie ranny, zmarł kilka dni później. Jego szczątki odnaleziono w 1853 roku na plantacji Greenwich i pochowano pod pomnikiem Kazimierza Pułaskiego na Placu Monterey. Pomnik Pułaskiego, odsłonięty w 1855 roku, przedstawia go jako dowódcę w pełnym ruchu, na koniu, gotowego do walki. Do dziś upamiętnia jego poświęcenie i kluczową rolę w wojnie o niepodległość.

Savannah h

Mercer-Williams House – dom tajemnic i zbrodni

Savannah e

Historia Savannah jest pełna niezwykłych postaci, a Jim Williams z pewnością był jedną z najbardziej fascynujących. Antykwariusz, kolekcjoner, renowator, przez trzy dekady kupił i odnowił około 50 historycznych budynków. Ale nie tylko jego talent do architektury uczynił go legendą – jego życie stało się głównym tematem książki i filmu, które na zawsze zmieniły sposób, w jaki ludzie postrzegają Savannah.

Dom, w którym mieszkał, Mercer-Williams House, został pierwotnie zbudowany dla generala Hugh Mercera, pradziadka słynnego kompozytora Johnny’ego Mercera. Budowa rozpoczęła się tuż przed wojną secesyjną, ale generał nigdy tam nie zamieszkał.
Morderstwo, czarna magia i cztery procesy

Jim Williams stał się ikoną Savannah, znany ze swoich ekstrawaganckich przyjęć, kontaktów z czarną kapłanką voodoo, oraz tajemniczej historii związanej z jego domem. W 1969 roku zatrudnił młodego Danny’ego Hansforda, który został jego asystentem i kochankiem.

W 1981 roku Williams zastrzelił Danny’ego, twierdząc, że działał w obronie własnej. Proces ciągnął się latami – był jedynym człowiekiem w Georgii sądzonym cztery razy za to samo przestępstwo. W końcu, po wydaniu milionów na prawników, został uniewinniony.
ednak sześć miesięcy później umarł nagle w tym samym pokoju, w którym zginął Danny. W Savannah mówi się, że czarna kapłanka voodoo Valerie Boles, która wcześniej pomagała mu odpędzać złe moce, rzuciła na niego klątwę, gdy nie dotrzymał swoich zobowiązań.

Legenda, która przyciągnęła tłumy

Książka „Północ w ogrodzie dobra i zła” Johna Berendta, oparta na życiu Williamsa, wprowadziła jego historię w świat literatury i filmu. W 1994 roku znalazła się na liście bestsellerów „The New York Times” i utrzymała się tam przez 216 tygodni.
Na jej okładce widnieje posąg dziewczyny, trzymającej poidełka dla ptaków, który przez 50 lat stał na cmentarzu Bonaventure. Nie miał związku z fabułą książki – autor poprosił fotografa Jacka Leigh, by znalazł coś zagadkowego. Po dwóch dniach poszukiwań Leigh uchwycił figurkę w księżycowym blasku, a jej aura przyciągnęła uwagę na całą historię.

Bonaventure – cmentarz tajemnic i rytuałów

Po sukcesie książki Północ w ogrodzie dobra i zła Savannah przeżyła turystyczne szaleństwo. Tłumy przybywały, by zobaczyć słynną Ptasią Dziewczynę, aż w końcu rodzina Trosdal zdecydowała się przenieść ją do Muzeum Telfair, chroniąc ją przed wandalami.

Jednak cmentarz Bonaventure to coś więcej niż literacka inspiracja. Od lat krążą opowieści o jego magii i tajemnicach – miejscowi wierzą, że od 23:30 do północy działa tam dobra energia, a od północy do 00:30 uaktywniają się złe moce. Cmentarz od dawna przyciąga tych, którzy są przekonani, że duchy Savannah nigdy nie opuściły miasta.

Savannah pielęgnuje swoje historie – od zabytkowych placów po tajemnice Mercer-Williams House. Ale jeśli istnieje miejsce, które skrywa najwięcej sekretów, jest nim cmentarz Bonaventure. O jego legendach, niezwykłych grobowcach i inspiracjach literackich opowiem w kolejnym rozdziale.


Madison Square – Alex Raskin House

Przewodnik po Savannah, co zobaczyć_1
Savannah d

Madison Square to jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w Savannah. Otoczony historycznymi rezydencjami, pełen zieleni i miejskiej elegancji, jest świadectwem zarówno wojennych dziejów, jak i architektonicznej świetności miasta. W jego centrum stoi pomnik generała Williama Jaspera, bohatera wojny o niepodległość, który zginął w bitwie pod Savannah w 1779 roku, próbując ocalić amerykańską flagę.

Jednak najbardziej niezwykły budynek przy placu to Alex Raskin Antiques, mieszczący się w dawnej rezydencji Noble Hardee House. Zbudowany w 1860 roku, dom nigdy nie został całkowicie odrestaurowany, co czyni go jednym z najbardziej autentycznych miejsc w mieście.
Wejście do środka to jak podróż w czasie.

Złuszczona farba, skrzypiące deski, meble z epoki rozsiane po pokojach sprawiają, że budynek zachował atmosferę dawnych lat. Dziś pełni funkcję antykwariatu, w którym można znaleźć stare fortepiany, portrety, biblioteczki i porcelanę. Nie ma tu klimatyzacji, kasy biletowej ani folderów dla turystów – jest jedynie prawdziwa historia, której nie da się odtworzyć.

Dom ten uchodzi za jeden z najbardziej nawiedzonych budynków w Savannah. Według legendy, nocą w oknach pojawia się kobieta w bieli, a w pustych pokojach słychać stukanie kroków. Nie wiadomo, czy to wspomnienie minionych epok, czy dawnych mieszkańców, którzy nigdy nie opuścili swojego domu.

Noble Hardee House jest jednym z ostatnich wielkich domów Savannah, które nigdy nie zostały gruntownie odrestaurowane. Jego fasada, wysoka na cztery piętra, z balkonami i dużymi oknami, sprawia wrażenie zamrożonej w czasie.

Nie jest to muzeum ani typowa atrakcja turystyczna. To miejsce, które pozwala zobaczyć Savannah taką, jaka była – i jaką mogła być.

Harper–Fowlkes House – elegancja Południa z tajemniczym zakończeniem
Savannah Georgia z

Jeśli marzysz o tym, by przez chwilę poczuć się jak bohaterka powieści z XIX wieku, Harper–Fowlkes House będzie idealnym przystankiem. Ta neoklasycystyczna rezydencja z 1842 roku, ukryta w cieniu drzew przy Barnard Street, zachwyca elegancją, ale też… zaskakuje historią swoich mieszkańców.

Dom został zbudowany z symetrią i stylem inspirowanym greckim odrodzeniem – wysokie kolumny, delikatne sztukaterie, klatka schodowa niczym z filmu. Każdy pokój wciąż oddycha epoką, ale najwięcej emocji budzi ostatnia właścicielka: Alida Harper Fowlkes.

Alida była kobietą z charakterem – samotna, bezdzietna, ale całkowicie oddana dziedzictwu Savannah. Poświęciła życie ratowaniu historycznych domów i przekazała Harper–Fowlkes House organizacji, która kontynuuje jej misję. Dziś dom jest otwarty dla zwiedzających – pełen antyków, portretów i wspomnień.

Ale są też tacy, którzy mówią, że duch Alidy nadal przechadza się po pokojach, zerkając czy wszystko jest na swoim miejscu. Wnętrza są piękne, ale mają też pewną… ciszę, która sprawia, że aż chce się mówić szeptem.

Dom Dzieciństwa Flannery O’Connor

Przy cichym, zielonym Lafayette Square stoi dom, w którym dorastała jedna z najoryginalniejszych amerykańskich pisarek – Flannery O’Connor. Jej dzieciństwo upłynęło właśnie tutaj, w sercu historycznego Savannah, zanim życie zaprowadziło ją z powrotem na wiejską farmę Andalusia w Milledgeville, gdzie stworzyła swoje największe dzieła.

Ten elegancki, ceglasty dom w stylu federalnym to miejsce, gdzie Flannery nauczyła się czytać w wieku trzech lat (!), gdzie hodowała swoje pierwsze ptaki i gdzie zaczęła budować swój niezwykły świat wyobraźni. Dziś odwiedzający mogą zajrzeć do wnętrz z epoki i poczuć klimat lat 30. XX wieku, kiedy mała Mary Flannery chodziła po tych samych schodach i pisała swoje pierwsze opowiadania.

W dorosłym życiu zmagała się z poważną chorobą – toczniem rumieniowatym układowym (SLE), tą samą, na którą zmarł jej ojciec. Diagnoza była dla niej ciosem, zwłaszcza że oznaczała życie w izolacji i chroniczne osłabienie. Mimo to właśnie w tych warunkach stworzyła swój niepowtarzalny, gorzki, ale przenikliwy styl literacki – łącząc groteskę, wiarę i brutalną prawdę o ludzkiej naturze.

Dom dzieciństwa Flannery to nie muzeum w klasycznym sensie – to raczej ciche świadectwo narodzin talentu i miejsca, gdzie wszystko się zaczęło. W ogrodzie można usiąść i poczytać, a w środku – zobaczyć, jak wyglądało życie dziewczynki, która miała zmienić amerykańską literaturę.

Hamilton–Turner Inn – duchowy arystokrata Savannah

Savannah-Georgia-cvf

Ten elegancki, francuski dwór z 1873 roku był pierwszym domem w Savannah z prądem – elektryczne światła rozświetlały go zanim pojawiły się na pobliskich ulicach. Gdy włączono je po raz pierwszy, mieszkańcy miasta zbierali się przed posiadłością, by oglądać cud technologii. W środku znajdowały się marmurowe kominki, sufity zdobione stiukami i witraże sprowadzone z Europy.

Richard Turner, magnat z branży żelaznej i jeden z założycieli Savannah Electric Company, był gospodarzem wielu wystawnych przyjęć. Dom znany był z przepychu, ale też… mrocznych opowieści.

Choć dom powstał już po wojnie secesyjnej, teren, na którym stoi, był świadkiem dramatów. Krąży legenda, że podczas wojny ukrywano tu rannych żołnierzy Konfederacji, a piwnice domu służyły jako prowizoryczny szpital. Podobno ich dusze do dziś błąkają się po korytarzach, szukając ratunku.

Ale to nie wszystko. W XX wieku przez krótki czas w rezydencji działała szkoła dla chłopców. Jedna z najstarszych opowieści głosi, że mały chłopiec grający w rosyjską ruletkę zginął na schodach domu. Jego duch, widywany do dziś, lubi turlać metalowe kulki po podłodze. Goście i pracownicy hotelu nieraz słyszeli odgłosy biegnących dziecięcych stóp, stukających kul i dziwnych głosów z góry, mimo że nikt tam nie przebywał.

Hamilton-Turner Inn odegrał również rolę w filmie „Midnight in the Garden of Good and Evil” – choć nie był główną lokalizacją zdjęciową, to właśnie ten dom zainspirował autora książki Johna Berendta, by osiedlić się w Savannah. Innymi słowy – bez tego domu nie byłoby książki, która uczyniła Savannah tak sławną.

Ten dom uważany jest za jeden z najbardziej nawiedzonych w mieście, obok słynnego Mercer House i 17Hundred90 Inn. Wśród lokalnych opowieści krąży historia kobiety w niebieskiej sukni, która podobno codziennie o tej samej porze przechodzi przez salon i znika przy oknie. Niektórzy mówią, że słychać też skrzypiące siodła – ponoć to duch dawnego woźnicy, który powraca, szukając swego pana.

Przez wiele lat budynek był zamknięty i popadał w ruinę. W latach 60. i 70. XX wieku mieszkańcy Savannah bali się wchodzić do środka – krążyły pogłoski o seansach spirytystycznych i dziwnych wydarzeniach. Dopiero w latach 90. Hamilton-Turner został pieczołowicie odrestaurowany i zamieniony w elegancki butikowy hotel.

Dziś możesz tu spędzić noc w pokojach nazwanych na cześć znanych postaci z historii Savannah – każdy z własnym stylem i tajemnicą. A może nawet wypić drinka w salonie, gdzie kiedyś bawiła się śmietanka towarzyska epoki wiktoriańskiej.

Savannah Georgia h
co zobaczyc w Savannah

Colonial Park Cemetery

Savannah ss

Za żeliwnym ogrodzeniem, w samym sercu miasta, kryje się miejsce, które widziało więcej niż jakikolwiek inny zakątek Savannah. Colonial Park Cemetery to historia zapisania na płytach nagrobnych – i w cieniach drzew, które pamiętają rewolucję, epidemię żółtej febry i zbrodnie.

Cmentarz powstał w 1750 roku, jeszcze przed ogłoszeniem niepodległości. Pochowano tu ponad 10 000 osób, choć tylko około 600 nagrobków przetrwało. Reszta zaginęła w mrokach historii – i z rąk żołnierzy generała Shermana.

Co zrobili żołnierze Shermana?
W 1864 roku armia Unii zajęła Savannah. Żołnierze stacjonowali także na cmentarzu. Nocą dla zabawy przestawiali płyty nagrobne, zmieniali daty śmierci i narodzin, a nawet dopisywali prześmiewcze epitafia. Do dziś można zobaczyć groby osób, które – według tablicy – żyły ponad 150 lat albo zmarły przed urodzeniem.

Cmentarz był świadkiem epidemii żółtej febry, które dziesiątkowały miasto. Pochowano tu ofiary duelu, m.in. w słynnej alei pojedynków, gdzie eleganccy dżentelmeni wyjaśniali spory pistoletami o świcie.
Ponoć grasowali tu również złodzieje, którzy rozkopywali groby w poszukiwaniu kosztowności.

To jeden z najbardziej nawiedzonych cmentarzy w Savannah – a to już coś w mieście duchów. Turyści i przewodnicy opowiadają o dzieciach widywanych między nagrobkami, kobietach w żałobie, a także o zagadkowych zniknięciach cieni. Atmosfera staje się wyjątkowo ciężka po zmroku, gdy gęste konary zasłaniają światło latarni.


Sorrel–Weed House

Savannah 8
Savannah 7

Sorrel–Weed House to prawdziwa perła architektury w stylu greckiego odrodzenia, zaprojektowana przez wybitnego irlandzkiego architekta Charlesa B. Cluskeya i wzniesiona w 1841 roku. Już sama jego sylwetka – z wysokimi kolumnami i klasycznymi detalami – przyciąga wzrok i robi wrażenie, ale historia domu jest równie fascynująca i pełna tajemnic.

Co więcej, właśnie z dachu tego domu kręcono scenę otwierającą film „Forrest Gump” – tę słynną, z szybującym po niebie piórkiem, które symbolicznie prowadzi nas przez całą opowieść.

Założycielem i pierwszym właścicielem był Frances Sorrel, kupiec, który zdobył majątek na Haiti. Po wybuchu buntu niewolników musiał uciekać z wyspy, ale nawet po przeprowadzce do Savannah mógł posiadać niewolników, co pokazuje brutalne realia tamtych czasów.

Historia Sorrel–Weed House kryje też dramatyczne i mroczne wątki. Frances Sorrel miał romans z piękną niewolnicą Molly. W tym samym czasie jego żona Matylda zginęła tragicznie – wypadła z okna na trzecim piętrze. Oficjalnie uznano to za nieszczęśliwy wypadek lub samobójstwo, jednak nie brakuje teorii, że było to coś więcej.

Jeszcze bardziej intrygujące są losy Molly – niewolnicy i kochanki Sorrela, która została znaleziona powieszona w powozowni. Jej śmierć wzbudziła lawinę plotek i pytań: czy to również było samobójstwo? A może ktoś chciał uciszyć dwie kobiety? Wokół tych wydarzeń narosło wiele tajemnic i podejrzeń.

Dziś mówi się, że duchy Matyldy i Molly nadal nawiedzają Sorrel–Weed House. Ich obecność odczuwają zarówno przewodnicy, jak i odwiedzający, którzy uczestniczą w słynnych wycieczkach szlakiem duchów Savannah. Jeśli lubisz dreszczyk emocji i historię z nutą mistycyzmu, wizyta w tym domu będzie niezapomnianym doświadczeniem.


Davenport House

Savannah 22

Davenport House to urokliwy, odrestaurowany dom z 1820 roku, który odegrał ogromną rolę w ochronie zabytków Savannah. To właśnie dzięki wysiłkom lokalnych miłośników historii ten dom nie został zburzony i stał się symbolem, od którego zaczęła się troska o zachowanie piękna starego miasta.

Wnętrza domu emanują ciepłem rodzinnej atmosfery — przez wiele lat mieszkała tu rodzina Davenportów z licznym potomstwem. W powietrzu wciąż czuć echo dziecięcego śmiechu i życia codziennego sprzed ponad 200 lat.

Savannah 11

A teraz coś, co na pewno zainteresuje miłośników zagadek i duchów: wielu odwiedzających i pracowników opowiada o niewytłumaczalnych zjawiskach — krokach, cieniach, a czasem nawet o małych, niewidzialnych „towarzyszach”, których obecność przypisuje się duchom dzieci, które kiedyś biegały po tych pokojach. Czy to tylko wyobraźnia, czy coś więcej? Warto samemu się przekonać podczas wizyty.

Ogród wokół domu jest spokojnym miejscem na odpoczynek i chwilę refleksji po spacerze po centrum Savannah.

Davenport House Museum to świetne miejsce, by poznać historię rodziny, która dbała o dziedzictwo miasta, i poczuć niepowtarzalną atmosferę dawnego Savannah — z odrobiną tajemnicy w tle.


Forsyth Park. Zielone serce Savannah i fontanna jak z bajki

Savannah b
Savannah a

Gdyby Savannah miała bajkową wizytówkę, byłaby nią właśnie fontanna w Forsyth Park. Malownicza, biała, ozdobiona sylwetkami aniołów i delfinów, stoi dumnie wśród alejek i drzew od 1858 roku i przyciąga wzrok niczym magnes.

Jej projekt inspirowany był paryską fontanną z Place de la Concorde – a mimo to idealnie wpisał się w romantyczny, południowy charakter miasta. Wiosną i jesienią otacza ją kwitnący krajobraz jak z pocztówki, a przez cały rok jest tłem do zdjęć nowożeńców, zakochanych i turystów.

W marcu, tuż przed Dniem Świętego Patryka, tradycyjnie zabarwia się wodę na zielono – to jedna z tych lokalnych tradycji, które dodają Savannah wyjątkowego uroku.

Forsyth Park sam w sobie to miejsce, które warto odwiedzić powoli: spacerując w cieniu dębów, odpoczywając na ławce z widokiem na fontannę albo po prostu obserwując życie miasta toczące się leniwie wokół.

Savannah c


Dzielnica wiktoriańska – spacer po eleganckich, historycznych domach

Savannah 0b_1_1

Jeśli masz ochotę na niespieszny spacer z aparatem, Victorian District będzie jak marzenie – dzielnica pełna kolorowych, drewnianych rezydencji, rzeźbionych ganków i koronkowych zdobień. Każdy dom wygląda tu jak z innej bajki – trochę gotyku, trochę królowej Anny, dużo detalu i jeszcze więcej historii.

To największe skupisko wiktoriańskiej architektury w Savannah, budowane głównie w latach 1870–1900, kiedy miasto przeżywało boom po wojnie secesyjnej. Dzielnica była wtedy nowoczesna i modna – z tramwajami konnymi, gazowymi latarniami i ogrodami pełnymi róż.

Wielu mieszkańców starało się przebić sąsiadów – każdy dom miał być piękniejszy, bardziej zdobiony, bardziej oryginalny. Dziś zachwycają kolumny z misternymi ornamentami, przeszklone wieżyczki, jaskrawe kolory i filigranowe balustrady. Aż trudno uwierzyć, że przez dekady dzielnica popadała w zapomnienie – i dopiero od lat 70. XX wieku zaczęła być ratowana i odnawiana.

Spacer po tej części miasta to jak podróż w czasie – ulice są ciche, pełne drzew, ptaków i skrzypiących schodków. Wieczorem zapalają się latarnie, w oknach migają światła, a stare domy wyglądają jak żywe scenografie.

Nie ma tu jednego konkretnego punktu, który trzeba zobaczyć – tu trzeba się po prostu zgubić. A najlepiej z filiżanką kawy na wynos i czasem, którego nikt nie liczy.

Gingerbread Houses

przeminelo z wiatrem dom margaret mitchell 0a_1_1

Wśród baśniowych domów Dzielnicy Wiktoriańskiej wyróżniają się Gingerbread Houses – budynki jak z ilustracji do starej książki. Ich misterne, koronkowe zdobienia i wieżyczki przypominają wypieki z lukrem. Wyobrażacie sobie ślub albo sesję fotograficzną w takim miejscu? To jedno z najczęściej fotografowanych tło w Savannah – bajkowe nie tylko z wyglądu, ale i z atmosfery.

Savannah az_1_1

Victorian Twins

Tuż obok znajdziemy słynne Victorian Twins – dwa niemal identyczne domy stojące naprzeciwko siebie. Zbudowane – jak głosi miejska legenda – przez dwie siostry, które postanowiły stworzyć równie piękne rezydencje… ale z odrobiną rywalizacji. Każda z nich dodała inny detal: werandę, balkon, ozdobne kolumny. Mimo upływu lat ich fasady wciąż przyciągają wzrok, a opowieść o siostrzanej ambicji nadaje im jeszcze więcej uroku.

savannah dzielnica wiktorianska_1_1
Savannah victorian district_1_1

River Street – brukowana pamięć portowego miasta

Savannah Georgia u
Savannah 1
Savannah Georgia a

Na pierwszy rzut oka River Street to uroczy deptak nad rzeką Savannah – brukowane alejki, restauracje w starych magazynach, żelazne balkony i widok na kontenerowce leniwie sunące po wodzie. Ale pod tą pocztówkową fasadą drzemie historia pełna potu, bólu i przetrwania.

Te kamienie brukowe, po których dziś spacerują turyści, przypłynęły tu z całego świata. Statki przywoziły je jako balast, a potem wyrzucano je w porcie, by załadować bawełnę, ryż czy tytoń. Kolonialni osadnicy szybko zauważyli, że ten darmowy budulec świetnie nadaje się nie tylko na drogi, ale i na ściany domów i magazynów. Dlatego River Street dosłownie zbudowano z tego, co przyniosło morze.

Wzdłuż nabrzeża ciągną się dawne ceglane magazyny, które dziś mieszczą sklepy i kawiarnie – ale niegdyś były to miejsca pracy i niewoli. W tych piwnicach i składach trzymano niewolników, służących i robotników kontraktowych. Tu rozładowywano statki, tu toczyło się życie tych, których nikt nie pytał o marzenia.

Na dodatek Savannah dotknęły aż trzy epidemie żółtej febry, z których najtragiczniejsza – w 1876 roku – zabiła ponad 1100 osób, głównie biednych mieszkańców nabrzeża. Komary, które przenosiły chorobę, przypłynęły razem z afrykańskimi statkami, a duszny, wilgotny klimat sprzyjał ich rozwojowi. Były to czasy, gdy życie taniało, a śmierć przychodziła bez ostrzeżenia.

Dziś River Street znów tętni życiem – z muzyką uliczną, zapachem grillowanych krewetek i światłem latarni odbitym w rzece. Ale jeśli zejdziesz z głównej trasy, znajdziesz ślady przeszłości: ściany z okrętowych kamieni, kuty metal z czasów wojny secesyjnej, schody prowadzące donikąd… I może poczujesz, że to miejsce pamięta więcej, niż pokazuje.

Savannah Cotton Exchange – serce światowego imperium bawełny

Savannah cotton exchange budynek 1

📍 100 E Bay St, Savannah, GA, tuż przy River Street, na wzniesieniu z widokiem na port.

W czasach swojej świetności Savannah była jednym z najważniejszych portów bawełnianych na świecie, a wszystko obracało się wokół tego budynku. Zbudowany w 1887 roku, Savannah Cotton Exchange był miejscem, gdzie kupcy ustalali ceny bawełny eksportowanej do Europy i północnych stanów USA.

To właśnie tutaj zapadały decyzje, które wpływały na światowe rynki, a fortuny były zdobywane i tracone w jednej chwili. Przez dekady ten gmach symbolizował potęgę gospodarki Południa, opartą na plantacjach i pracy niewolników.

Budowla w stylu wiktoriańskiego gotyku wyróżnia się na tle portowej architektury. Czerwone cegły, łuki, zdobienia i okazałe wejście przyciągają wzrok. Uwagę zwracają też kamienne lwy, które dumnie strzegą frontu – symbol potęgi, ale też upadku tego bawełnianego imperium.

Na górze znajduje się emblemat loży masońskiej – Cotton Exchange było bowiem siedzibą loży masonskiej, a wiele spotkań odbywało się za zamkniętymi drzwiami, w atmosferze sekretów i wpływów.

Bawełna przywożona była z plantacji w Georgii i Karolinie Południowej. Trafiała do pobliskich magazynów, a stamtąd – na statki płynące do Liverpoolu czy Nowego Jorku. Tysiące niewolników pracowało przy jej załadunku i transporcie.

W cieniu luksusowych decyzji i eleganckich gabinetów toczyło się życie ludzi zmuszonych do pracy – o tym przypomina dziś brukowana River Street pod stopami. Kamienie balastowe z całego świata, które kiedyś stabilizowały statki, dziś tworzą ulice wokół Cotton Exchange – materialny ślad globalnego handlu i kolonialnych zależności.

Mówi się, że w nocy można usłyszeć szepty dawnych handlarzy i krzyki robotników z doków. Gmach Cotton Exchange, choć nie jest otwarty dla zwiedzających w środku, wciąż budzi respekt i emocje. Stał się symbolem złożonej, często bolesnej historii Savannah – tej złotej i tej przemilczanej.

Factors Walk

Savannah nn

📍 Między Bay Street a River Street
Ulica-duch. Sieć kamiennych kładek, wąskich przejść, schodów, ukrytych tuneli i żelaznych bram. Z góry patrzy się na rzekę i brukowaną ulicę River Street, z dołu – na monumentalne magazyny bawełny i wysokie mury podpierające Bay Street.

W XIX wieku factors – czyli pośrednicy handlowi – oceniali jakość bawełny dostarczanej przez plantatorów z okolicznych hrabstw. Mieli kantory na Bay Street, a po schodach i rampach schodzili do magazynów nad rzeką, gdzie ważyli, badali i wyceniali surowiec. Od tej funkcji pochodzi nazwa miejsca: Factors Walk.

Dziś to najbardziej fotogeniczna część miasta. Żeliwne balustrady, zakamarki porośnięte bluszczem, wilgoć unosząca się znad wody i cienie z przeszłości. Zachowały się oryginalne schody z XVIII wieku, po których wchodzili marynarze, handlarze i niewolnicy.

Miejsce otaczają legendy – o duchach dzieci przemykających nocą, o kobietach w bieli stojących na balkonach i o ukrytych wejściach do podziemnych tuneli. Niektóre z nich miały ponoć prowadzić do przemytniczych piwnic i lochów.

W czasach rozkwitu Savannah tu kwitł międzynarodowy handel i szemrane interesy. Dziś znajdziesz tu galerie, puby, brukowane alejki i opowieści, które nie mają końca.

W czasach rozkwitu Savannah tu kwitł międzynarodowy handel i szemrane interesy. Dziś znajdziesz tu galerie, puby, brukowane alejki i opowieści, które nie mają końca.

Florence Martus – dziewczyna, która witała świat

Savannah Georgia b

Na brzegu rzeki Savannah, gdzie statki suną po wodzie z wolna jak opowieści snute o zmierzchu, stoi pomnik dziewczyny z chusteczką. Nazywała się Florence Martus, ale całe miasto znało ją jako „The Waving Girl” – dziewczynę, która przez czterdzieści lat witała każdy nadpływający statek.

Od 1887 do 1931 roku, codziennie – niezależnie od pogody – Florence stała na brzegu lub werandzie latarni morskiej, machając chusteczką za dnia i latarnią w nocy. Statki odpowiadały jej gwizdkiem, a marynarze mówili o niej z czułością w portach od Charleston po Liverpool.

Niektórzy twierdzą, że czekała na ukochanego, który wypłynął w morze i nigdy nie wrócił. Inni – że po prostu kochała ludzi i ruch wielkiego świata, który przepływał obok jej samotnego domku na Wyspie Elby. Nigdy nie wyszła za mąż. Ale w oczach miasta została symboliczną strażniczką portu, uosobieniem gościnności Savannah.

Po jej śmierci w 1943 roku mieszkańcy ufundowali brązowy posąg, który dziś stoi w Morrell Park, blisko River Street. Statki wciąż odpowiadają sygnałem, mijając figurę dziewczyny z uniesioną dłonią. Jakby czas się zatrzymał.

Telfair Museums – sztuka, historia i edukacja

Telfar Muzeum Savannah
Savannah ee

W sercu starego Savannah, pomiędzy platanami i kamienicami z XIX wieku, kryje się niespodziewana perła Południa – Telfair Museums. To najstarsze publiczne muzeum sztuki w USA na południe od Waszyngtonu, założone w 1886 roku w eleganckiej willi należącej kiedyś do rodziny Telfairów.

Dziś kompleks składa się z trzech unikalnych przestrzeni – każda opowiada własną historię, ale razem tworzą opowieść o tym, jak arystokratyczna przeszłość Savannah spotyka się z nowoczesną sztuką i głębokim dziedzictwem kulturowym miasta.

Ciekawostka: silne kobiety Savannah

Telfair Museums powstały dzięki Mary Telfair, która zapisała swoją rezydencję miastu z wizją stworzenia przestrzeni dla sztuki. To dziewiętnastowieczna emancypantka, która podróżowała po Europie, interesowała się kulturą i uwierzyła, że sztuka powinna być dostępna dla wszystkich – nie tylko dla elit.

W kilka kroków możesz tu przemierzyć trzy wieki historii i trzy różne światy: od pozłacanych ram portretów przez awangardowe instalacje aż po ceglany mur niewolniczych kwater. Wszystko to w cieniu platanów, gdzie historia wciąż szepcze pod stopami.

Główne lokalizacje:


📍 – Jepson Center: 207 W York St

Nowoczesna, biała bryła z przeszklonym atrium to serce współczesnej sztuki Savannah. W środku czekają wystawy fotografii, instalacje, performance i sztuka Afroamerykanów z regionu. Dla dzieci – interaktywna galeria ArtZeum, a dla dorosłych – zmieniające się ekspozycje i wydarzenia. Jepson udowadnia, że Savannah nie żyje tylko przeszłością, ale tworzy sztukę tu i teraz.


📍 – Telfair Academy: 121 Barnard St

Dawna neoklasycystyczna rezydencja, zaprojektowana przez Williama Jaya – tego samego architekta, który stworzył Owens–Thomas House. Wnętrza zachowały pałacowy klimat epoki – marmurowe kolumny, kręte schody, antyczne meble i galerie pełne dzieł sztuki.
Tu znajdziesz portrety plantatorów, sceny z życia Południa, malarstwo XIX-wieczne i rzeźby, które wciągają w świat elegancji i sprzeczności dawnych czasów.


📍 – Owens–Thomas House: 124 Abercorn St

To trzecia część Telfair Museums – i najbardziej poruszająca. Z jednej strony elegancka rezydencja w stylu regencyjskim, z drugiej – zachowane pomieszczenia dla niewolników i kuchnia w piwnicy.
Wizyta tu to nie tylko lekcja architektury, ale i refleksja nad ciemną stroną południowego bogactwa.


Savannah Theatre – kurtyna w górę od 1818 roku

Savannah 2

W sercu zabytkowej dzielnicy Savannah, przy 222 Bull Street, stoi Savannah Theatre – miejsce, gdzie od ponad 200 lat rozbrzmiewa śmiech, muzyka, wzruszenie i oklaski. To jeden z najstarszych, nieprzerwanie działających teatrów w Stanach Zjednoczonych, który przetrwał ogień, burze i kaprysy czasu – i nadal gości widzów w swoich czerwonych fotelach.

Otwarty w 1818 roku, w stylu georgiańskim, budynek miał burzliwą historię. W XIX wieku zagrał tu nawet Oscar Wilde, a lista artystów, którzy przekroczyli jego scenę, przypomina podręcznik z historii kultury. Teatr był miejscem koncertów, dramatów, musicali i… przetrwał aż trzy pożary! Ostatnia odbudowa, po wielkim pożarze w 1948 roku, nadała mu styl art deco – który nosi do dziś.

Savannah 3

Wnętrze jest jak kapsuła z lat 50.: lśniące neonowe detale, czerwony aksamit, elegancka kurtyna. Dziś teatr prezentuje głównie energetyczne musicale i nostalgiczne show o historii amerykańskiej muzyki – ale to miejsce żyje tak samo wieczorami, jak i w opowieściach duchów.

Wśród lokalnych przewodników krążą historie o duchu mężczyzny w cylindrze, który pojawia się na balkonie, oraz tajemniczych dźwiękach zza sceny, kiedy nikogo tam nie ma… Ale nawet bez tego Savannah Theatre to perła – z historią, klimatem i niegasnącym światłem sceny.

Niewolnictwo – The Weeping Time – Czas Płaczu

Savannah The weeping time

Na przedmieściach Savannah znajduje się miejsce, które nosi ciężar historii większy niż jakiekolwiek mury. Niewidzialne dla oka, ale wciąż obecne w pamięci – to właśnie tutaj, w deszczu i błocie marca 1859 roku, rozegrała się największa w historii USA jednorazowa sprzedaż niewolników.

Nazywa się to The Weeping Time – Czas Płaczu. Nie bez powodu. 436 ludzi. 2 dni. Bez prawa do wyboru.

Bracia Pierce i John Butler odziedziczyli rozległe plantacje i setki niewolników. Pierce był hazardzistą i bon vivantem – zadłużył rodzinę do granic możliwości. Kiedy sprzedaż ziemi nie wystarczyła, zdecydowano się sprzedać niewolników.

W dniach 2–3 marca 1859 roku, pod zadaszeniem specjalnie rozstawionego namiotu, wystawiono 436 osób – mężczyzn, kobiety, dzieci. Byli to ludzie z Butler Island Plantation, często związani ze sobą od pokoleń. Rodziny były rozdzielane. Matki traciły dzieci. Bracia – siostry. Mężowie – żony.

Handlarze otwierali im usta, żeby sprawdzić zęby, pytali kobiety o zdolność do rodzenia, kazali biegać i podnosić ciężary – jak konie na targu. Tylko deszcz padał bez przerwy, jakby niebo nie mogło znieść tego widoku.

Reynolds Square – duchowa historia miasta

Savannah

W samym sercu Reynolds Square, w cieniu drzew i blisko eleganckiego Olde Pink House, stoi pomnik Johna Wesleya – założyciela Kościoła Metodystycznego, który w Savannah stawiał swoje pierwsze kroki jako kaznodzieja.

co zobaczyc w Savannah capitol

Wesley przybył do kolonii Georgia w 1736 roku jako misjonarz, mając zaledwie 33 lata. Próbował głosić słowo Boże zarówno angielskim osadnikom, jak i rdzennym mieszkańcom oraz niewolnikom. Choć jego misja zakończyła się niepowodzeniem i po dwóch latach opuścił Savannah rozczarowany, to właśnie tu zaczęła się droga, która później doprowadziła do powstania jednego z największych ruchów religijnych na świecie.

Pomnik przedstawia go w naturalnej postawie kaznodziei – z wyciągniętą ręką, z otwartą Biblią. Figura otoczona jest tablicami z cytatami, a całość emanuje spokojem, jakby nadal próbowała przemawiać do przechodniów. To miejsce idealne, by na chwilę się zatrzymać i poczuć duchowy wymiar historii Savannah.

The Olde Pink House – elegancja, historia i duchy Savannah
Savannah-Georgia rozowy dom

Ten uroczy, różowy budynek z 1771 roku to jeden z najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych domów w Savannah. Nosi przydomek The Olde Pink House, choć pierwotnie wcale nie miał być różowy – cegły zaczęły prześwitywać przez bielony tynk i nadały mu charakterystyczny kolor, który dziś kocha cała Savannah.

To także jeden z nielicznych budynków, które przetrwały wielki pożar z 1796 roku, niszczący sporą część miasta. Był domem Jamesa Habershama Jr., jednego z najważniejszych polityków i plantatorów kolonialnej Georgii. W czasach rewolucji dom służył też jako miejsce tajnych spotkań patriotów.

Dziś mieści się tu elegancka restauracja i bar, gdzie można zjeść kolację w zabytkowych wnętrzach z epoki – przy świecach, z kieliszkiem wina, słuchając muzyki na żywo. Ale jeśli poczujesz nagły chłód w pokoju bez okien… cóż, nie jesteś pierwszą osobą. Mówi się, że duch samego Habershama czasem przechadza się po salonach, a w piwnicy można spotkać tajemnicze postacie z czasów kolonialnych.

Plantacyjne dziedzictwo Savannah – Wormsloe – aleja dębów

Savannah wormsloe
Savannah wormsloe.q

Gdy wjeżdża się na teren dawnej plantacji Wormsloe, droga nagle cichnie, światło się rozprasza, a czas jakby zwalnia. Oszałamiająca aleja ponad czterystu dębów żywych (live oaks) rozpościera się przed nami jak zielony tunel. Pnie pochylają się ku sobie, a długie, srebrzystoszare firanki hiszpańskiego mchu (Spanish moss) falują cicho na wietrze. To widok niemal baśniowy – i głęboko południowy.

Na końcu alei znajdują się najstarsze ruiny w Savannah – resztki tabby house’u z XVIII wieku. Tak wyglądały pierwsze domy osadników. To tutaj, wśród lasów i bagien, swoje życie zaczął Noble Jones, który przybył do Georgii z Jamesem Oglethorpe’em i pierwszą grupą osadników w 1733 roku.

Savannah wormsloe.5
Wormshole-Savannah

Jones nie był tylko właścicielem ziemskim – był lekarzem, królewskim radnym, sędzią, inspektorem plantacji, a przede wszystkim – obrońcą wybrzeża Georgii przed Hiszpanami z Florydy. Jego potomkowie utrzymywali Wormsloe przez ponad dwa wieki, aż do 1973 roku.

Live oaks, czyli dęby żywe, to potężne drzewa, które nie tracą liści zimą. Ich rozłożyste konary dają nie tylko cień – są też doskonałym domem dla całych ogrodów powietrznych: paproci, bromelii, porostów i przede wszystkim – hiszpańskiego mchu.

Savannah wormsloe.3
cmentarz-bonaventure-savannah

Mimo swojej nazwy, Spanish moss (Tillandsia usneoides) nie jest ani mchem, ani pasożytem. To epifit – roślina, która pobiera wilgoć i składniki odżywcze z powietrza i deszczu. Nie szkodzi drzewom, na których rośnie. Jej srebrzyste, miękkie pasma zajmują wszystkie gałęzie – od góry do dołu – tworząc niezwykły efekt.

Indianie nazywali go Itla-okla- sierść drzewa. Francuzom przypominał hiszpańskie brody konkwistadorów, stąd jego nazwa. Podczas wojny robiono z niego poduszki i derki dla koni. Nie ocierał i pozwalał oddychać skórze, trwały i wodoodporny. Jest naturalną gąbką i doskonale nadaje się jako nawóz. Okryty nim płot zapewnia prywatność. Ptaki, węże i nietoperze mają darmowe dywaniki. Najchętniej rośnie  na starych drzewach, wolniej rosnących, ale unika miejsc zanieczyszczonych.

W 1867 roku znany przyrodnik John Muir opisał ten widok tak:

„Zajmuje wszystkie gałęzie od góry do dołu, zwisając w długich srebrzysto-szarych motkach, a gdy powoli falują na wietrze, wytwarzają uroczysty, pogrzebowy efekt, który jest imponujący.”

Spanish moss rośnie tylko na amerykańskim Południu, bo ma wysokie wymagania cieplne – potrzebuje wilgoci, ciepła i łagodnego klimatu. Co ciekawe – sama przywiozłam sobie kawałek mchu z Savannah. Pięknie się utrzymuje, osłonięty krzewami w moim ogrodzie, przypominając mi o tej niezwykłej podróży.

Cmentarz Bonaventure

Savannah bonaventure.3

Cmentarz Bonaventure to miejsce wyjątkowe — dawna plantacja bawełny, której ziemie dziś kryją najstarsze i najbardziej fascynujące opowieści Savannah. To przestrzeń, gdzie historia miasta, jego mieszkańców i ich losów splata się z naturą tworząc niemal mistyczną atmosferę.

Historia Bonaventure jest pełna wzruszeń i dramatów. W XIX wieku plantacja była centrum życia okolicy. Podczas jednego z przyjęć zapalił się dwór — jednak zamiast przerwać zabawę, goście wynieśli stoły na zewnątrz i kontynuowali ucztę pod gołym niebem. Dziś, spacerując alejami, niektórzy twierdzą, że nocą można usłyszeć echa tamtej imprezy – cichy brzęk szkła i rozmowy przenikają mgłę czasu.

Aleja prowadząca do serca cmentarza jest obsadzona potężnymi dębami live oak, których gałęzie zdobi srebrzysty hiszpański mech, a jego delikatne, falujące na wietrze firanki tworzą niesamowity, niemal mistyczny krajobraz.

Savannah bonaventure scaled

Na cmentarzu spoczywa wielu wybitnych mieszkańców Savannah, którzy ukształtowali to miasto i jego kulturę. Jednym z nich jest Conrad Aiken — poeta i laureat nagrody Pulitzera, którego życie naznaczyły dramatyczne wydarzenia rodzinne. 27 lutego 1901 roku, w upiorny poranek, 11-letni Conrad odkrył, że jego rodzice nie żyją — ojciec zamordował matkę, po czym popełnił samobójstwo.

Mimo że rodzina należała do elity Savannah, a ojciec był cenionym chirurgiem, dzieci zostały rozdzielone: trójkę młodszych adoptowano w mieście, a Conrada wysłano do ciotki w Nowej Anglii. Studiował na Harvardzie, a jego bliskim przyjacielem był T.S. Eliot — noblista z 1948 roku. Po latach Aiken powrócił do Savannah i zamieszkał niedaleko rodzinnego domu.

Na cmentarzu zaprojektował własną ławkę z granitu, ustawioną nad rzeką, by móc odpoczywać i słuchać szumu wody. Na ławce wyrył napis „Cosmos Mariner Destination Unknown” — frazę, która stała się jego epitafium i znalazła miejsce w „Północ w ogrodzie dobra i zła”.

Johnny Mercer

Savannah bonaventure.6

Innym znanym mieszkańcem Bonaventure jest Johnny Mercer — legenda muzyki amerykańskiej, autor ponad 1500 piosenek, zdobywca czterech Oscarów i założyciel Capitol Records. Jego grób oraz miejsce spoczynku jego żony Elizabeth „Ginger” Meltzer.

Mercer zdobią inskrypcje z jego najsłynniejszych utworów: na jego nagrobku widnieje „And the Angels Sing”, a na jej – „You Must Have Been a Beautiful Baby”. Na ławeczce niedaleko można dostrzec tytuły jego piosenek oraz karykaturę, którą sam narysował. Jedna z najsłynniejszych piosenek Johnny’ego – „Moon River” – jest hołdem dla rodzinnej rzeki Savannah i brzmi tu wyjątkowo pięknie.

Gracie Watson

cmentarz-bonaventure-gracie

Spacerując po Bonaventure, trudno pominąć także wzruszającą historię małej Gracie Watson. Urodzona w 1882 roku dziewczynka, córka zarządcy eleganckiego hotelu Pułaski, była uosobieniem radości i dziecięcej beztroski. Niestety zmarła nagle na zapalenie płuc w wieku zaledwie siedmiu lat. Jej rodzice zamówili u rzeźbiarza Johna Waltza posąg na podstawie zdjęcia Gracie zrobionego krótko przed śmiercią. Posąg oddaje każdy detal: guziczki, buciki, subtelny wyraz twarzy.

Z czasem mieszkańcy Savannah, którzy darzyli Gracie wyjątkową sympatią, sami opiekowali się jej pomnikiem, przynosząc maskotki i drobne prezenty. Niestety wandale uszkodzili jej nos, dlatego postać została ogrodzona, by chronić tę cenną pamiątkę. Symboliczny bluszcz oplatający pomnik to znak drogi do nieba, a połamane drzewo obok przypomina o przerwanym, młodym życiu.

Cmentarz Bonaventure to miejsce, gdzie historia Savannah żyje wśród dębów, hiszpańskiego mchu i tysiąca ludzkich historii. Każdy kamień, każda alejka opowiada o ludziach, którzy tworzyli to miasto i o ich niezwykłych losach.

Marsz Shermana i koniec wojny

W grudniu 1864 roku generał William Tecumseh Sherman, po brutalnym marszu przez Georgię, dotarł do wybrzeża Atlantyku. Za jego plecami ciągnęła się szeroka na 60 mil ścieżka zniszczenia – spalone plantacje, zburzone linie kolejowe, rozbite magazyny. Savannah miała podzielić los innych miast, ale stało się inaczej.

Miasto poddało się bez walki. Dowódcy Konfederacji uznali, że nie są w stanie stawić czoła przeważającym siłom Unii. Dzięki temu Savannah zostało oszczędzone – zarówno jego architektura, jak i mieszkańcy uniknęli losu Atlanty czy Milledgeville. Sherman był pod wrażeniem urody miasta i jego strategicznego znaczenia. Kilka dni później wysłał do prezydenta Abrahama Lincolna słynny telegram, w którym ofiarował mu Savannah jako „bożonarodzeniowy prezent” – wraz z 150 armatami, amunicją i portem morskim.

To wydarzenie miało wymiar symboliczny. Było końcem marszu, ale też zapowiedzią końca wojny secesyjnej. Savannah, ocalona od ognia, stała się milczącym świadkiem przełomu – momentu, gdy Konfederacja zaczęła się rozpadać, a Południe musiało stanąć twarzą w twarz z nową rzeczywistością.

Przewodnik po Savannah krok po kroku

Madison Square i Alex Raskin House 441 Bull St, Savannah, GA Najbardziej autentyczny dom antykwaryczny w Savannah, jakby zatrzymany w czasie.

Hamilton–Turner Inn i dom Flannery O’Connor 330 Abercorn St, Savannah, GA Położony tuż przy Lafayette Square, w jednym z najpiękniejszych zakątków miasta.

Colonial Park Cemetery 200 Abercorn St, Savannah, GA Najstarszy cmentarz Savannah, pełen historii o pojedynkach, epidemiach i zaginionych nagrobkach.

Sorrel–Weed House 6 W Harris St, Savannah, GA Rezydencja z 1840 roku, uważana za jedną z najbardziej nawiedzonych w USA.

Columbia Square – Davenport House Museum 324 E State St, Savannah, GA Odrestaurowany dom z 1820 roku, symbol początku ruchu ochrony zabytków.

Harper–Fowlkes House 230 Barnard St, Savannah, GA Neoklasycystyczna rezydencja z połowy XIX wieku, pięknie zachowana.

Dzielnica wiktoriańska Okolice Forsyth Park, Savannah, GA Wille i domy z końca XIX wieku, idealne na spokojny spacer z aparatem.

River Street River St, Savannah, GA Ceglane magazyny, żelazne balkony i portowy klimat nad rzeką.

Florence Martus – „The Waving Girl” Morrell Park, River St, Savannah, GA Pomnik dziewczyny, która przez 40 lat witała statki wpływające do portu.

Telfair Museums 207 W York St, Savannah, GA Trzy historyczne lokalizacje ze sztuką i ekspozycjami.

Savannah Theatre 222 Bull St, Savannah, GA Najstarszy czynny teatr w USA, działający od 1818 roku.

The Weeping Time – aukcja niewolników Augusta Ave & Dunn St, Savannah, GA Miejsce największej aukcji niewolników w historii USA, dziś ciche i symboliczne.

Reynolds Square i pomnik Johna Wesleya Abercorn St & E Bryan St, Savannah, GA Plac z pomnikiem twórcy metodyzmu i słynnym The Olde Pink House tuż obok.

Wormsloe Historic Site 7601 Skidaway Rd, Savannah, GA Dębowa aleja i ruiny plantacji Noble’a Jonesa, jedno z najbardziej ikonicznych miejsc w Georgii.

Bonaventure Cemetery 330 Bonaventure Rd, Savannah, GA Zielona oaza wspomnień, rzeźb i majestatycznych drzew.

Marsz Shermana – Savannah Savannah, GA Miasto ocalałe przed zniszczeniem, które poddało się bez walki.

Praktyczne wskazówki do zwiedzania Savannah

Poruszanie się po Savannah Miasto stworzone do spacerów — place, dębowe aleje i kameralne ulice najlepiej poznawać pieszo. Parkowanie w centrum bywa trudne, ale jest wiele płatnych parkingów i darmowy transport DOT.

Planuj spacery z mapą Historyczna siatka 22 placów może na początku dezorientować. Wystarczy mapa offline lub papierowa — dobra trasa to od Monterey Square przez Madison aż do River Street.

Forsyth Park i dzielnica wiktoriańska Najpiękniej wcześnie rano lub późnym popołudniem. Idealne miejsce na odpoczynek, piknik i zdjęcia w miękkim świetle.

Muzea i rezydencje Owens–Thomas House, Mercer House i Sorrel–Weed House często wymagają wcześniejszej rezerwacji. Niektóre wycieczki odbywają się tylko z przewodnikiem.

Telfair Museums Najlepiej kupić bilet łączony — obejmuje trzy lokalizacje i pozwala rozłożyć zwiedzanie na dwa dni.

River Street i okolice Najlepsza pora to poranek lub wieczór — mniej tłumów i przyjemniejsza temperatura. Warto zejść na Factors Walk, mniej znaną, ale niezwykle malowniczą trasę nad rzeką.

Florence Martus – legenda portu Pomnik „Waving Girl” w Morrell Park to dobre miejsce na zdjęcia i chwilę odpoczynku.

Wormsloe Historic Site Oddalone o około 20 minut jazdy od centrum. Dębowa aleja najpiękniej wygląda o poranku.

Kiedy jechać Najlepszy czas to wiosna i jesień. Latem jest gorąco i wilgotno, zimą częste deszcze.

Na ile dni Minimum dwa dni, a idealnie trzy — żeby zobaczyć muzea, plantacje i pospacerować bez pośpiechu.

Zapisuj wrażenia Savannah inspiruje — warto mieć przy sobie notes lub zapisywać wrażenia w telefonie.

Po więcej na temat Południa zapraszam do innych wpisów.

Cmentarz Bonaventure

Przeminęło z wiatrem Margaret Mitchell

Niewolnica Kitt

Wujek Remus

Amerykańskie miasteczka

Cmentarz Oakland w Atlancie

Amerykańskie Południe

Może Ci się spodobać

30 komentarzy

Anonim -

Jak zawsze nie tylko przyjemnie się czyta, ale i ogląda. Kawałek historii, kawał nawet rzekłabym. Ciekawostką jest fakt, że katolicy znaleźli się na czarnej liście :)

odpowiedz
Maria Kowalewski -

Hiszpanie byli katolikami i wyjątkowo dokuczali osadnikom. Nasz bohaterski założyciel dostał tytuł generała za pokonanie ich pod Krwawymi Bagnami. Ale wpuścił Irlandczyków w końcu. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.

odpowiedz
Joanna -

Niesamowite historie. Aż dostałam gęsiej skorki. Studiowałam anglistykę, wałkowaliśmy przez dwa lata historie USA, a o tyłu rzeczach nie miałam pojęcia. Cudowna historia o wodzu i generale. A potem taki koszmar. My tu, skupieni na najnowszej historii, która dotyczyła nas, białych ludzi z Europy, nie mamy na ogół pojęcia jak straszna zbrodnią był system niewolniczy, który pochłonął znacznie więcej ludzkich istnień niż holocaust. Natchnęłas mnie – czuje że muszę przypomnieć dwie genialne choć bardzo smutne książki które pokazują dobitnie skąd wzięły się zbrodnie przeciw ludzkości w nowożytnej historii. Pozdrawiam i czekam na więcej.

odpowiedz
Maria Kowalewski -

Ach jak się cieszę Joanno, że mogłam się z Tobą podzielić tymi historiami. One są tak fascynujące, że z wielkim żalem skracam i upraszczam. Gorąco zachęcam, żebyś zajrzała do Charleston. Znalazłam polskiego Żyda i niewolników, którzy stali się wolni i w bardzo różnym kierunku poszli. Nie miałam pojęcia, że czarni też mieli niewolników. Bardzo mi się podoba to, że wszędzie są darmowe foldery, mapy i informacje. Dzięki nim można wyszperać ciekawe informacje. Kiedy jechaliśmy do Wormsloe 1.5 kilometrową aleją, naprawdę odejmowało mowę. Ciekawa jestem o jakich książkach wspomniałaś. Pozdrawiam serdecznie.

odpowiedz
Olga Jawor -

Ach, zachwycające jest Savannah! Ta aleja jest po prostu istnym cudem!Patrzę na nią i patrzę i napatrzeć się nie mogę. Wygląda jak obraz namalowany przez genialnego malarza.A hiszpański mech tak delikatnie zmiękcza kontury drzew, iż ma sie wrażenie, że malarz specjalnie rozwodnił farbę, by uzyskać taki efekt.
Tak, bardzo szkoda, że w krótkim czasie przyjaźnie nastawione do Indian i w ogóle do osób o odmiennym kolorze skóry, kulturze i religii tak sie zmieniło. Zabrakło załozyciela, entuzjasty pokojowego współistnienia i szacunku dla odmiennosci a rządy przejęła mamona a wraz z nią obojętność wobec krzywdy ludzkiej. Jak dobrze, że czasy niewolnictwa juz minęły. Jak dobrze, że to piekne miasto ma w swojej historii chlubny rozdział, do którego może wrócić i czerpać z niego pociechę i otuchę. To chyba jest troche tak jak z ludźmi, którzy zeszli na złą drogę, zapomnieli o tym, co naprawdę dobre i ważne (a moze woleli zapomnieć, żeby nie musieć mierzyć sie z wyrzutami sumienia), ale po jakims czasie przejrzeli na oczy i zapragnęli wrócic do dawnych siebie, do źródeł, wydźwignąc sie z upadku.
Forrest Gump! Jeden z moich ulubionych, amerykańskich filmów. Teraz, dzięki Twoim opowieściom będę go dodatkowo kojarzyć z Savannah.
Jeszcze raz wrócę do zdjeć. Przepiękne! Te stare budynki maja mnóstwo specyficznego uroku. i fajne są te pojazdy pojawiajace sie na ulicach miasteczka. I bruk na nich. Ach! I jeszcze widoki oceanu. Oszałamiające!
Dziękuję, Marylko za tę porcje ciepła, piękna, zamyślenia i podrózy w dawne czasy, pośród ludzi, których już nie ma, ale których historie warte są poznania!
I pozdrawiam Cię bardzo serdecznie z mokrego i zimnego Podkarpacia!:-))

odpowiedz
Maria Kowalewski -

Olu, w samym środku miasta jest inny cmentarz, najstarszy, pełen jest znaczników ( jak ta tabliczka przy monumencie Pułaskiego). Ale nie można rozciągać posta w nieskończoność przecież. Ocean oglądałam z wyspy Tybee, uroczej, pełnej nadmorskiej zabudowy, sklepików i restauracji. Piękne miejsce mieli Indianie do życia, las jak dżungla, w Wormsloe są słone bagna ciągną się jak jezioro bezkresne. Ktoś powiedział, że zobaczył delfina. Trzeba było przejechać aleję, ale te 1.5 km. jechało się godzinę, bo chciało się stać i napawać tym pięknem. Przyjazn białego człowieka z wodzem Indian to jak powrót do książek Karola Maya. Kiedy szacunek do drugiego człowieka był w cenie, wszystkim żyło się dobrze. Byłam kiedyś w San Augustine, u tych „niedobrych” Hiszpanów na Florydzie. Czuję, że trzeba porządnie odkurzyć informacje. Tam też jest bardzo pięknie, ale Savannah jest niepowtarzalna. Wiesz Olu, że domy mają podwójne schody do drzwi wejściowych, osobne dla kobiet, żeby nikt nie zobaczył halki plątającej się przy kostkach? Do Savannah mam 4.5 godziny jazdy samochodem, mech zaczął znikać z drzew po dwóch godzinach. U nas nie ma takiej wilgoci i trochę łatwiej znieść temperatury. W Savannah każdy budynek skrywa niesamowite historie, nawet do domu Mercierów ( tego z filmu) można wejść. Cieszę się, że podobała Ci się historia i przyroda. Pozdrawiam serdecznie Olu:)))

odpowiedz
Irena - -

Wiele fascynujących historii.
Uwielbiam drzewa, najbardziej kocham eukaliptusy, ale identyczne drzewa, jak pokazałaś, są w Australii. Miałam okazję je zobaczyc, są magiczne.
Bardzo ciekawie w tym Savannach.
Pozdrawiam!

odpowiedz
Maria Kowalewski -

Wiem, że hiszpański mech pojawia się w Azji, ale live oaks w Australii? Musze sprawdzić gdzie rosną, najstarsze widzialam w Luizjanie, mialy po 300 lat i korzenie pulsowaly jak konary. Piekne, ale wiesz co? Teraz tęsknię za jesiennymi kasztanowcami.

odpowiedz
Mokka -

Mario, bardzo ciekawa historia założycieli miasta. Pomyślałby kto, że przecież znowu nie tak dawno ziemia czekała, aby ją zasiedlić. Ludzie z długami, czy też z wyrokami dostawali szansę na nowe życie. Protoplaści Savannah mogli liczyć na tych, co nie mieli nic do stracenia. Budowanie nowego miasta za oceanem, to musiało być wyzwanie! Tam gdzie wiele nowych szans to również bezprawie. Niewolnictwo jest świadectwem relatywizmu moralnego w ogóle człowieczeństwa. Ten pomnik rodziny niewolników w okowach odbiera chlubę temu stanowi! Nie mniej uważam, że nie uczymy się na historii, bo niewolnictwo istnieje nadal… Miasto pokazane jest pięknie. Domy ukryte za szpalerami drzew, które wyglądają tak, bo dostały dla siebie nieograniczoną przestrzeń, aby móc pokazać swoje piękno w całej okazałości.Widoczne to jest na fantastycznych zdjęciach. Drzewa przemówiły! I ten hiszpański mech!
Pozdrawiam!

odpowiedz
Maria Kowalewski -

Już nie męczyłam mchem, tylko o nim wspomniałam:) Charleston jest bardziej okazały, kolumny do nieba w kilkupiętrowych pałacach, wręcz onieśmiela. Miejskie domy plantatorów robią ogromne wrażenie. Tam niewolnictwo było dozwolone wcześniej, ludzie się z tego powodu przenosili do Karoliny Południowej, to tak blisko. Ale Savannah podoba mi się bardziej, ze względu na zielone parki i dużo skromniejsze domy. Chodziłam cały dzień, aż do wieczora, do bólu nóg i nie mogłam się nacieszyć. Najstarszy teatr w USA, dzielnice wiktoriańska z bajecznymi ozdóbkami, taki świat jak z filmów. Straszną hańbą jest to, że wielkie europejskie fortuny są oparte o wyzysk niewolników. Mieli plantacje na Karaibach i do dzisiaj nie chcą słyszeć o wypłaceniu odszkodowań. Z tego powodu, że mieszkam w Georgii, nabrałam dziwnego uprzedzenia do Hiszpanów z Florydy. San Augustine jest bardzo piękne, a ja ten temat potraktowałam bardzo pobieżnie. Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie.

odpowiedz
Małgosia -

Marylko bardzo ciekawa historia miasta i jego mieszkańców. Oczywiście jak każda przeszłość ma swoje różna odcienie. Najważniejsze, żeby z tego czego już nie zmienimy umieć wyciągać wnioski i czynić życie lepszym. Piękne aleje dębowe, najbardziej podoba mi się zdjęcie z powiewającym mchem (to przed „Jak powstała Savannah”). Mnóstwo wiedzy nam przekazujesz, ciekawych historii, pięknie zobrazowanych miejsc. Zaglądanie tu to prawdziwa przyjemność. A propos fortun europejskich 'kolonizatorów” przypomniał mi się „Mansfield Park” :) Dziękuję Marylko za kolejną „amerykańską ” odsłonę. Zajrzę też do Charleston :) Pozdrawiam serdecznie

odpowiedz
Maria Kowalewski -

Dziękuję za ostrzeżenie, link do Charleston już działa. Trudno mi wściekać się na budynki w Charleston, tak jak nie mogę się złościć na wszystkie pałace i zamki na świecie. Wszystkie powstały z wyzysku jednych przez drugich w przeszłości. W Karolinie Południowej niewolnictwo zaczęło się wcześniej i rezydencje są o wiele okazalsze. Historia założenia Georgii, Savannah, przyjazń z Indianami to bardzo ciekawa historia. Moje zainteresowanie ojcem załozycielem zaczęło się dawno, bo wiele rzeczy nazwano jego imieniem. Dziękuję Małgosiu za piękny komentarz i pozdrawiam serdecznie.

odpowiedz
stardust -

Dziekuje za kolejna piekna wycieczke, a szczegolnie dziekuje za zdjecia drzew. Kocham drzewa, fascynuja mnie, potrafie stac i sie gapic lub jeszcze lepiej lezac na ziemi podziwiac je „od spodu”. Troche ciezko wstac pozniej ale zawsze warto :))

odpowiedz
Maria Kowalewski -

Drzewa zrobiły wrażenie na pierwszych osadnikach, budowali swoje domy przy gotowych alejach dębowych, albo starych drzewach. To w USA podoba mi się najbardziej, ludzie nie boją się drzew i nie wycinają ich dlatego, że trzeba sprzątać jesienią. Georgia to jeden wielki las

odpowiedz
Ania -

Witaj Mario ;) spędziłam dziś u Ciebie bardzo miło czas z ciekawą lekturą. Jestem pod wrażeniem tego co nam opowiedziałaś, a te drzewa wygadają jak innej planety, jak z bajki albo jak makiet na potrzeby filmu :) fajnie by pasowały na Maderze w kilku jej miejscach :)
pozdrawiam serdecznie z deszczowej Norwegii :)

odpowiedz
Maria Kowalewski -

Norwegia, ktorą pokazujesz jest oszałamiająca, ale zastanawialam się jak znosisz zimę, czy jest bardzo ponuro? U mnie jeszcze bardzo ciepło, jeszcze nie wyciągamy swetrow. Chociaz ochłodzenie przywitam z radością, to jednak cieszę się z tego, że wlasciwie slonce jest zawsze. Cieszę się bardzo, że zajrzałas i też lubisz takie drzewa. Na żywo wrażenie jest nieporownywalnie większe. Ulega się temu czarowi natychmiast. Pozdrawiam Cię ciepło.

odpowiedz
Ania -

Mario bardzo źle znoszę zimy i nie wiem czy kolejną wytrzymam… ta jesień jest okropna, najgorsza chyba jaką pamietam, być może jest to zlepek wydarzeń jakie mieliśmy ostatnio a jednym jest choroba mojej mamy, która postępuje w zastraszającym tępie ;( nic mi ile nie chce i myślami jestem ciągle w Polsce…
W tym roku juz dwa miesiące pada, ciągle pada… to jest aż do obrzydzenia, w domu jest ciemno, na dworze mgła, chmury do pada, wiatr i deszcz… powiem Ci że jestem u kresu wytrzymałości… słońca nie ma i nie zapowiada się ze będzie…

odpowiedz
Maria -

Przykro mi Aniu, am nadzieję, że Twoja mama poczuje się lepiej a deszcz w koncu przestanie padac. Jak spadnie śnieg wszystko bedzie wygladalo lagodniej. Oglądaj zdjęcia z Waszych pięknych podrózy w najgorszym czasie.Pozdrawaiam serdecznie.

odpowiedz
Gosia -

Dziękuję za piękne zdjęcia i wspaniałe opowieści podrużnicze. Poznawanie ich jest dla mnie wspaniałą przygodą i prawdziwą przyjemnością.

odpowiedz
Maria -

Lejesz miód na moje serce, bardzo się cieszę, pozdrawiam serdecznie:)

odpowiedz
Kapitan -

Wchodziłem tam największym statkiem jaki Kiedykolwiek przeszedł pod tym mostem na oczach tłumów gapiów stojących na bulwarze… Dla nich to była atrakcja a dla mnie kapitana tortury. Statek miał 366 metrów a wysoki był tak że zapasu pod mostem było na 2stopy! Brrr. Potem, wieczorem poszedłem z moim starszym oficerem na deptak i dopiero zobaczyliśmy jaki ten most na Missisipi jest ogromny… I mały zarazem w porównaniu do naszej 366metrowej konserwy. Siedząc na ławce i saczac jakiś irlandzki produkt spotkaliśmy ludzi mówiących po polsku. Byli w podróży na floryde z Waszyngtonu. Okazało się że to moja rodzina i mają takie samo nazwisko! Przeżyliśmy jeden z piękniejszych i magicznych wieczorów w życiu… Savannah jest magiczna! Pięknie ja Pani opisała!

odpowiedz
Maria -

Ja też chciałabym zobaczyć wejście takiego statku, to musiał być niezwykły widok. Spotkać rodzinę w takim miejscu to prawdziwy cud, ale jak Pan powiedział, to magiczne miejsce i wszystko się może zdarzyć. Dziękuję za miłe słowa, mam nadzieję, że trochę klimatu udało mi się pokazać. Bardzo chciałabym tam wrócić. Pozdrawiam ciepło i dobrych wiatrów życzę:)

odpowiedz
Nowy -

Niezły blog. Czy polecicie dobry bank (konto ) do takich podróży no i oczywiście jakie używać siec sieci czy lepiej kupować na miejscu?
Pozdrawiam

odpowiedz
Maria -

Dziękuję🙂 Walutę wymieniamy na miejscu. Internet zawsze jest w hotelu i to nam wystarcza, nie kupujemy kart. Ja również pozdrawiam.

odpowiedz
nowyyy -

Sory nie zauważyłem odpowiedzi. W sensie że co z gotówką? W starym stylu :-). Pytam bo chce zacząć podróże mam w zielonce kartę a bank dość drogi w tabeli opłat za te różne opłaty w podróży.

odpowiedz
Maria -

Wiem, że wiele osób używa karty Revolut. Nie traci się na wymianie pieniędzy. Karty do telefonów można kupić w wielu miejscach na lotnisku.

odpowiedz
nowyyy -

Tak myślałem że lepiej chyba z tych miejscowych korzystać w danym miejscu, no dobra ale w tych mniej rozwiniętych krajach też jest dostęp do kart telefonowych tam? No ja właśnie tego R,.. nie za bardzo chce. Myślałem o czymś z kraju ale moze wezme jakiś faktycznie internetowy ale nie R.

odpowiedz
Maria -

Nie mieszkamy w Polsce, dlatego nie znamy polskich banków. Jak wybierzesz kraj, to na pewno łatwo będzie się dowiedzieć o karty🙂 Tak ogólnie, to ciężko ciś powiedzieć.

odpowiedz
Nowyyy -

Rozumiem. Pomimo tego życze wam sukcesów i dalszej takiej „drogi”.
Podziwiam i oglądam i czytam z zanurzeniem się w Bloga.
Pozdrawiam i jeszcze się odedzwę gdy ale to już na priv. jak czas pozwoli ;-)

Maria -

Dziękujemy bardzo i życzymy fajnych podróży. 🙂

Zostaw komentarz