Ruta de las Flores to szlak, który łączy pięć kolonialnych miasteczek w zachodnim Salwadorze. Ta 35-kilometrowa trasa przyjęła swoją nazwę od obfitości kwiatów, które od listopada do maja kwitną wzdłuż drogi. Miasta na tym szlaku są jak wielka uliczna galeria – nie ma tu ulicy bez murali. Wesołe malowidła, mniej lub bardziej artystyczne, wnoszą radość i światło do miasteczek. Lokalni artyści wyczarowali na budynkach kwiaty i zwierzęta, ale też sceny z ceremonii i historyczne przełomy.
SPIS TREŚCI
Ruta de las Flores – co warto wiedzieć o tym szlaku w Salwadorze?

Salwador, który jest kilkanaście razy mniejszy od Polski, leży między Gwatemalą a Hondurasem i mocno akcentuje swoją kulturę. Ten region zaskakuje orgią kolorów, a lokalne festiwale kulinarne potrafią przenieść w czasy rdzennej ludności. Wszystko to dzieje się na tle wulkanicznych krajobrazów, idealnych do uprawy kawy, która smakuje tu wyśmienicie (warto wiedzieć, że w całym Salwadorze jest aż 61 wulkanów!).
W oszałamiających barwach murali rozpoznamy ważne wydarzenia i zwyczajne życie mieszkańców, a żarliwa wiara w Boga sprawia, że święta są tu celebrowane wyjątkowo uroczyście. Wybraliśmy Ataco i Juayua – dwa miasteczka, o których słyszeliśmy, że są najbardziej kolorowe i tętniące tradycjami. Zapraszamy do wspólnej podróży.
Ataco – najbardziej kolorowe miasteczko na szlaku Ruta de las Flores

W Ataco unosi się gorzkawo-słodki zapach świeżo parzonej kawy, bo dookoła miasteczka rozciągają się plantacje. Oficjalnie Concepcion de Ataco leży na wysokości 1275 metrów, dzięki czemu nawet w słoneczne dni nie zadręcza upałem. To tutaj najlepiej poczuć puls kraju – miasteczko wita przyjezdnych ścianami, które stały się płótnem dla lokalnych artystów, tworząc wielką, uliczną galerię.
W weekendy zjeżdżają się tu Salwadorczycy z całego kraju, żeby odetchnąć wśród zieleni, popatrzeć na barwny tłum wirujący wokół rynku i zjeść tradycyjną potrawę w jednym z lokalnych lokali.

Kiedyś żyli tu Indianie Pipil, którzy przywędrowali z Meksyku, a potem Hiszpanie założyli miasto 15 stycznia 1543 roku.
Za biało-niebieskim kościołem El Calvario, wznosi się punkt widokowy Mirador de la Cruz. Stąd można uchwycić całe miasteczko.

Chociaż podróżowanie przemalowanymi amerykańskimi autobusami szkolnymi jest bardzo tanie, ludzie często podróżują jeszcze oszczędniej, trzymając się poręczy na przyczepie. Ten popularny sposób przemieszczania się obserwowaliśmy w całej Ameryce Centralnej.
Kwiat passiflory i przesądy mnichów

Kwiat passiflory jest tak niezwykły, że zaczarował przybyszy z Hiszpanii. Wije się ku słońcu, czerwieni w niegościnnych zaroślach, albo ożywia smutne drzwi. Intensywny kolor, zapach i wymyślny kształt rośliny przywabia kolibry, nietoperze i owady, które ją zapylają.
Zabobonnym zakonnikom z XVIII wieku kwiatek przypominał mękę Chrystusa. Zobaczyli koronę cierniową, gwoździe, młotki, a w wąsach czepnych bicze oprawców. Narodziły się legendy, że wyrósł z łez Chrystusa na krzyżu. Używano tej symboliki podczas nakłaniania do przyjęcia wiary chrześcijańskiej. Po polsku kwiatek nazywa się męczennica.

Owocem passiflory jest marakuja. Ten pomarańczowy owoc z małymi pesteczkami jest naszym ulubionym tropikalnym smakiem i po hiszpańsku nazywa się granadilla.

Ruta de las Flores. Stragany w Ataco

Podobne laleczki zmartwień zobaczycie w Gwatemali i w Meksyku. Ich historia jest bardzo ciekawa.

Od tej właścicieli straganów z mango dowiedziałam się, że tak wygląda narodowy kwiat Salwadoru. To po prostu kwitnąca juka. Przy okazji sprawdziłam jaki kwiat przypada Polsce, wiedzieliście, że mak?

Drzewa mango można spotkać w wielu krajach, ale nas najbardziej zadziwiły w Salwadorze. Owoce wisiały jak bombki na choince w takiej ilości, że baliśmy przechodzić pod drzewami. Aromatyczne, soczyste, o żółtym albo pomarańczowym niebiańskim miąższu. Sok ściekał po twarzy, a uśmiech rozkoszy nie znikał aż do pestki.


Murale w Ataco

Murale zdobią budynki w centrum miasta, a pojedyncze domy są pomalowane w kotki, ptaki i kwiaty.
Pierwsza pomalowała ścianę właścicielka sklepu, żeby przyciągnąć uwagę. Sąsiadom tak spodobał się pomysł, że i oni popuścili wodze dziecięcej fantazji. Motywy polityczne nie są mile widziane, do tego stopnia, że burmistrz kazał je zamalować jakiś czas temu.


Przed nami mural, który pojawia się w wielu publikacjach promujących turystykę w Ataco.

Słupy z plątaniną kabli spotkamy także w Stanach Zjednoczonych, nawet w tak pięknym mieście jak Nowy Orlean. Dlatego starałam się widzieć to co ciekawe, a nie brzydkie.


Festiwal kulinarny w Ataco





O tym czego możemy spróbować i jakie są tradycyjne salwadorskie potrawy napisze za chwilę, tymczasem zwróćcie uwagę na gliniane garnki, w których gotuje się zupy, fasolę i przygotowuje napoje.




Na tym straganie można kupić jaja iguany. Sprzedawca miał dla chętnych zamrożone udka tej wielkiej jaszczurki.

Dzień Latarni – Los Farolitos

Od 200 lat w dniu 7 września mieszkańcy zapalają tysiące ręcznie robionych lampionów – farolitos – żeby uczcić narodziny Najświętszej Marii Panny. Piękne święto przyciąga ludzi z całego kraju.
Tradycja powstała kiedy jeszcze nie było elektryczności, a trwoga przed trzęsieniami ziemi skierowała Salwadorczyków ku modlitwom katolickim. W 2014 roku Dzień Latarni został uznany za „niematerialne dziedzictwo kulturowe Salwadoru”.
Zapach kawy i restauracje na Ruta de las Flores

Można wybrać się z przewodnikiem na Coffee Tour, albo napić się kawy w jednej z uroczych kafejek położonych w ogrodzie. Zaopatrzyliśmy się właśnie tam w zapasy kawy, a potem każdy łyk przenosił nas w to miejsce. Nic dziwnego, najlepszy gatunek kawy w całym kraju pochodzi z okolic Ataco.

Ataco słynie z wyrobu tkanin, oraz rzeźb z drewna. Patrzę na kolejne naiwne Maryjki i pobożne anioły, które kolekcjonujemy. Zawsze wywołują uśmiech i dobre wspomnienia tego miejsca.
Meksykańska restauracja

Restauracje meksykańskie mają się dobrze w Salwadorze, wydaje się, że te kolory chcą się jeszcze bardziej wybić. Czy można nam się dziwić, że po takich doświadczeniach nasza garderoba stała się fantazyjna i kolorowa?


Zapraszam na drugą część opowieści o Salwadorze.

Restauracja Xochikalko oferuje tradycyjne salwadorskie przysmaki.
Juayua (Hu ła ju ła) – miasto na Ruta de las Flores

Juayua to kolejny przystanek na Ruta de las Flores. W czasach prekolumbijskich była zamieszkana przez ludy Pipil. Miasto oficjalnie założyli Hiszpanie w 1543 roku. Jej nazwa oznacza „Miasto Czerwonych Orchidei” – jak łatwo się domyśleć, od zawsze rosły tu orchidee. Uprawa kawy rozpoczęła się około 1838 roku i nadała miasteczku nowy rytm.
Czarny Chrystus z Juayua

Pod koniec XVI wieku franciszkanie umieścili w kościele figurę Czarnego Chrystusa, która jest dzisiaj jedną z atrakcji turystycznych miasta. Posąg Chrystusa został wyrzeźbiony przez Quirio Cantano pod koniec XVI wieku.
Dla wielu Salwadorczyków bliższa jest nazwa kościół de Cristo Negro. Został zbudowany około 1557 roku, ale trzęsienie ziemi zniszczyło go doszczętnie. Następny kościół zbudowany z drewna spłonął. Po raz trzeci odbudowano go w tym samym miejscu w 1957 roku.
Naprawdę Chrystus miał kolor oliwkowy, jednak sadza z płonących przez wieki świec zmieniła jego kolor.

Wiara tych ludzi jest wyjątkowo żarliwa. W styczniu Juayua obchodzi coroczny Festiwal del Cristo Negro, którego punkt kulminacyjny przypada na 15 dnia miesiąca. Całe centrum miasta tętni wtedy życiem.
Dekoracje wskazują na to, że niedługo Wielkanoc.
Ulice Juayua




Podobnie jak w Ataco i tu kolory wywołują zawrót głowy. Po ulicach jedzie autobus turystyczny, z którego zobaczymy miasteczko i dowiemy się o historii tej ziemi.


La Feria Gastronomica – Festiwal jedzenia. Ruta de las Flores

W każdy weekend ulice miasta zamieniają się w restauracje pod baldachimami. Zapach dymu z paleniska i smak pieczonych potraw pokieruje nosy wszystkich we właściwą stronę.
Zupy, papusy, kiełbasy chorizo i longaniza, yuca z wieprzowiną, tamales, owoce morza, są wyeksponowane na talerzach.

Dania kuchni salwadorskiej
Kuchnia salwadorska jest kombinacją kuchni Majów, Pipil i innych ludów i kuchni hiszpańskiej.
- Yuca Frita con Chicharon – to smażone kawałki korzenia juki lub manioku, podawane z kawałkami boczku, albo mięsa wieprzowego. Korzeń manioku przypomina w smaku ziemniaka, ale przygotowanie jest trudniejsze. Najpierw gotuje się go na parze, a potem smaży w głębokim tłuszczu na złoto.
- Pupusy są narodowym daniem Salwadoru. Ręcznie robione tortille z mąki kukurydzianej lub ryżowej nadziewa się serem, mięsem, fasolą, albo loroco. To lokalny kwiat, który smakuje w doskonale w papusach z serem. Podaje się do tego sałatkę z kiszonej kapusty – Curtido. Można też polać wszystko salsą. Ile gospodyń tyle smaków kapusty i salsy. Uwielbiam.
- Tamales przygotowuje się z ciasta kukurydzianego, przypraw, kurczaka, warzyw, oliwek, lub plasterkiem jajka, a wszystko podrasowane sosem pomidorowym. Na zdjęciu zawinięte w liście kukurydzy. Obok nich papusy.

Horchata i chicha – napoje

Chicha to napój alkoholowy, który pija się w Ameryce Centralnej i Południowej. Takich ofert nie zabraknie na Ruta de las Flores. Jest pamiątką po rdzennej ludności. Przed spróbowaniem powstrzymywało mnie przeczytane gdzieś zdanie, że dla lepszej fermentacji rdzenni te ziarna przeżuwali.
Salwadorską Chichę wytwarza się głównie z kukurydzy, brązowego cukru panela, imbiru, czarnego pieprzu, całych goździków i skórek ananasa. Powstaje lekko musujący i pikantny napój. Jest częścią kultury, dlatego pojawia się na festiwalach i spotkaniach towarzyskich.
Co zobaczyć w okolicy Ruta de las Flores
Dojazd do miasteczek wchodzących w skład Ruta de las Flores jest łatwy. Możecie skorzystać z wyszukiwarki autobusów kursujących po Ameryce Centralnej. Ale po przyjściu na dworzec kierowcy się zainteresują i pokierują do właściwego autobusu. Ruta de las Flores to wspaniała propozycja na poznanie Salwadoru. My wyjechaliśmy z Santa Ana chicken busem numer 238. Między Ataco, Juayua i Apaneca kursują regularnie busiki.
Ruta de las Flores to jednak nie tylko Ataco i Juayua – w skład szlaku wchodzą również Nahuizalco, Salcoatitán oraz Apaneca. Będąc w okolicy, warto wybrać się na wycieczkę do Siedmiu Wodospadów – trasa wymaga nieco kondycji, ale prowadzi przez malownicze tereny. Jeśli szukacie czegoś mniej wymagającego, wspomniana Apaneca słynie z produkcji kawy i chłodniejszego mikroklimatu. Z kolei dla osób ceniących architekturę kolonialną, krótką wizytę w Nahuizalco, dla lokalnego targu rękodzieła.
Czy w Salwadorze jest bezpiecznie?
Wojna domowa, która ciągnęła się przez 12 lat, od 1980 do 1992 roku, wywołała zamęt w kraju. Powstały gangi, które handlowały narkotykami, wymuszały haracze, porywały dla okupu i mordowały bez litości. Turyści omijali szerokim łukiem ten cudowny kraj.
Władze postanowiły rozprawić się z nimi raz na zawsze. Rozpoczęła się wielka obława. Oddziały specjalne miały za zadanie wyłapać wszystkich, którzy należą do gangów. Policja mogła zatrzymać każdego podejrzanego.
Pytani przez nas ludzie mówili, że jest bezpiecznie i nie mamy czego się obawiać. I tak było, poruszaliśmy się swobodnie lokalną komunikacją, spacerowaliśmy po zmroku, a uprzejmość i niezwykła życzliwość Salwadorczyków zasługuje na osobny wpis.
Ruta de las Flores – najczęstsze pytania podróżników
Kiedy najlepiej odwiedzić Ruta de las Flores?
Najlepszym terminem jest pora sucha, czyli od listopada do lutego. To czas, kiedy kwiaty na szlaku są w pełnym rozkwicie (stąd nazwa trasy), a pogoda sprzyja zwiedzaniu. Choć region jest atrakcyjny przez cały rok, unikniesz wtedy opadów, które w porze deszczowej (maj–październik) bywają intensywne.
Czy Ruta de las Flores jest bezpieczna dla turystów?
Tak, jest to uważane za jeden z najbezpieczniejszych i najchętniej odwiedzanych regionów Salwadoru. Turyści swobodnie poruszają się między miasteczkami, korzystając z lokalnego transportu, a atmosfera jest przyjazna. Mimo to, jak w każdym miejscu, warto zachować zdrowy rozsądek i unikać wędrówek po zmroku w miejscach o mniejszym ruchu.
Jak najlepiej poruszać się po szlaku Ruta de las Flores?
Najpopularniejszą i najtańszą opcją są lokalne autobusy, tzw. chicken busy (np. autobus nr 249). Pozwalają one na tanie i klimatyczne przemieszczanie się między poszczególnymi miasteczkami. Jeśli jednak zależy Ci na pełnej swobodzie i możliwości zatrzymywania się w dowolnym momencie przy punktach widokowych, warto rozważyć wynajęcie samochodu.
Ile czasu warto przeznaczyć na zwiedzanie szlaku?
Jednodniowa wycieczka pozwala zobaczyć 2-3 główne miasteczka, ale jest to opcja dość pośpieszna. Optymalnym rozwiązaniem są 2-3 dni – pozwoli Ci to na spokojne odwiedzenie wszystkich miejscowości, skosztowanie lokalnych specjałów na festiwalach kulinarnych (szczególnie w Juayúa) i wzięcie udziału w wycieczkach po plantacjach kawy.
Dlaczego warto spróbować w lokalnej kuchni?
Absolutnym „must-eat” są pupusy – tradycyjne tortille kukurydziane nadziewane serem, fasolą lub mięsem, podawane z curtido (kiszona sałatka). Warto również spróbować yuca frita (smażona juka z boczkiem) oraz świeżo parzonej kawy, z której słynie ten region. Weekendowy festiwal kulinarny w Juayúa to najlepsza okazja, by spróbować wszystkiego w jednym miejscu.
Z Salwadoru wybraliśmy się na kilka dni do Hondurasu, żeby zobaczyć stanowisko archeologiczne Majów w Copan.

3 komentarze
Przepieknie! Wielobarwnie i ekspresyjnie. Wręcz nierzeczywiście. Ach, zupełnie inny świat, niż w Europie. Bo też inna kultura, tradycja, przyroda, ludzie….Z ogromną przyjemnością obejrzałam Wasze zdjęcia – jak zwykle mistrzowskie. Popatrzyłam z ciekawoscią i apetytem na te wszystkie egzotyczne dania i owoce. Oj, zjadłoby się, a przynajmniej popróbowało. Wszystkiego! Nawet tego napoju, co to moze z uzyciem przeżuwania był wytworzony! Zwłaszcza mango – uwielbiam a u nas są takie drogie a do tego sprzedawane zwykle niedojrzałe, że szkoda nawet kupowac.
Dziękuje za cudną wycieczke. Ech, napasłam oczy i duszę. Teraz musze szybko coś przekasić bo od tego patrzenia na smakołyki salwadorskie w brzuchu zaczęłą grać orkiestra!:-))
Marylko! Usciski serdeczne zasyłam o zachmurzonym, ale ciepłym poranku!:-))
Olu, w takim świecie spędziliśmy najmilsze podróżnicze chwile. Jak dodam, że w dżungli jest bez liku stanowisk archeologicznych z piramidami Majów, ptaszkami, kwiatkami, to zrozumiesz co nas tak przyciąga. Ludzie są niesamowicie przyjazni i uczynni. Ciekawi nas, otwarci, czulismy się od razu zaakceptowani. Chichę przeżuwali dla lepsze fermentacji w dawnych czasach, nie teraz haha. Zaluję i mam nadzieję, że jeszcze spróbuję. Papusy są bardzo smaczne, lubię tamales, a do reszty podchodziłam nieufnie. Mango, które dojrzało na drzewie i spadło jest jak muss mangowy. U nas jest dostępne naprawdę smaczne i kupuje się na skrzyneczki. Nie zdążę zatęsknić. Cieszę się, że z nami powędrowałaś po salwadorskich ulicach, ściskam serdecznie:)))
Ten niesamowity szlak Ruta de las Flores jest prawdziwym kolorowym rajem dla podróżników. Kwitnące kwiaty przy drodze i malowidła na ulicach tworzą niezapomnianą atmosferę. Miasta pełne murali przywołują zarówno historyczne wydarzenia, jak i życie codzienne, a festiwale kulinarne wprowadzają w ducha rdzennej kultury. Urok tej trasy dodają również wulkaniczne krajobrazy, a kawa z plantacji smakuje tu wyjątkowo. Niesamowite jest to, że w tak niewielkim kraju jak Salwador znajduje się aż 61 wulkanów! Dostrzegliście lokalne zwyczaje podróżowania, które są fascynujące. Zazdosze Wam ogladania niezwykłych rośliny takie jak passiflora i drzewa mango, które stanowią istotny element krajobrazu. Murale dodają koloru i charakteru miastom, a farolitos w dniu Narodzenia Maryi Panny tworzą magiczną atmosferę. To fascynująca podróż, która z pewnością pozostawiła niezapomniane wspomnienia :) wszystko jest niesamowite :)