King Gold Mine w Jerome to jedno z najbardziej osobliwych miejsc w Arizonie. Dawna kopalnia złota, porzucona niemal z dnia na dzień, zamieniła się w cmentarzysko maszyn, narzędzi i drewnianych budynków, które przez ponad sto lat wysychały w palącym słońcu.
To świat poszukiwaczy skarbów z przełomu XIX i XX wieku – ludzi, którzy przyjeżdżali tu z nadzieją na szybkie bogactwo, a znikali tak samo szybko, jak się pojawili. Dziś ich historia przetrwała tylko w postaci zardzewiałych ciężarówek, skrzypiących szop i rupieci, które wyglądają jak scenografia do filmu o Dzikim Zachodzie.
W latach 80. Don i Terry Robertson kupili opuszczoną kopalnię i zaczęli ratować wszystko, co miało duszę: stare auta, narzędzia, drewniane chaty, a nawet działający tartak. Dzięki ich pasji King Gold Mine stało się żywym skansenem – miejscem, gdzie można dotknąć historii, poczuć zapach starego drewna i zobaczyć, jak wyglądało życie w zapomnianych osadach Arizony.
SPIS TREŚCI
King Gold Mine w Jerome – miasto duchów w Arizonie
King Gold Mine w Jerome to autentyczny skansen na terenie dawnej osady górniczej Haynes. Zachowały się tu oryginalne budynki, maszyny i narzędzia z początku XX wieku, ustawione dokładnie tam, gdzie zostawili je górnicy. To nie muzeum z gablotami, tylko prawdziwe miasteczko widmo.
Kopalnia leży tuż obok Jerome — starego górniczego miasta założonego pod koniec XIX wieku. Imigranci z Europy i Azji przyjeżdżali tu w poszukiwaniu lepszego życia, a firmy wydobywcze rozkopywały całe zbocza, żeby dostać się do złóż miedzi. Dziś Jerome żyje głównie z turystyki i hasła „miasto duchów”.
Najlepiej odwiedzić oba miejsca, ale teraz chcę opowiedzieć o kopalni King Gold, położonej zaledwie pół mili dalej. Osada nazywała się Haynes i w okresie największego rozkwitu liczyła około 300 mieszkańców.
Historia osady Haynes i kopalni King Gold Mine

Gold King Mine – miasto-widmo – ma ciekawą i dość przewrotną historię. Tam, gdzie wszyscy bogacili się na wydobyciu miedzi, firma Haynes Copper topiła tylko pieniądze w kolejnych nieudanych próbach. W końcu zbudowali głęboki szyb w środku góry, liczyli na miedź, a trafili na złoto.
W 1901 roku w osadzie było już 301 mieszkańców. Od 1908 roku mieli nawet własną pocztę, co w tamtych czasach oznaczało, że miejsce miało realne znaczenie. Żyła złota okazała się jednak skromna i szybko się wyczerpała. Górnicy zaczęli wyjeżdżać tak samo szybko, jak przyjechali.
W 1914 roku zostało tylko 14 osób, a potem jeszcze mniej. W latach 60. starą kopalnię sprzedano w takim stanie, w jakim przetrwała do dzisiaj — bez prób jej ratowania, zabezpieczania czy modernizacji. Dzięki temu dziś wygląda tak autentycznie.
Tam, gdzie zaczyna się stary Zachód

Do Jerome dojedziemy w dwie godziny z Phoenix, a droga mija szybko jak sen, bo nie można oderwać oczu od połonin porośniętych kaktusami Saguaro. Wjechaliśmy krętą drogą na Wzgórze Kleopatry. Często się zatrzymywaliśmy, żeby popodziwiać dzikość. Nasze aparaty stały się przedłużeniem rąk. Tablica zaprasza w przeszłość.
To idealny moment, żeby poczuć klimat Arizony — suche powietrze, ostre światło, zapach kurzu i starego drewna. Właśnie tutaj zaczyna się prawdziwy Dziki Zachód.
Don i Terry Robertson – Twórcy skansenu


W latach 80 tych Don Robertson i jego żona Terry, kupili opuszczoną kopalnię złota i zaczęli gromadzić wszystkie stare przedmioty z duszą na jakie trafili. Przez 30 lat powiększali swoje królestwo. Don kupił nawet tartak, który nadal działa.
„Zbieram tylko to co jest rzadkie, czego nie da się już znaleźć nigdzie indziej. Ludzie mówią, że powinienem sprzedać to wszystko, stałbym się naprawdę bogaty. Ale ja już jestem bogaty. To co tu jest to jest moja fortuna. Jaki sens ma trzymanie pieniędzy? Nie ma w tym żadnej radości. Ja cieszę się moją fortuną każdego dnia. Przeżywam moje własne marzenie.”
Don kochał samochody, zebrał ponad sto pojazdów z całego kraju. W ten sposób dowiedzieliśmy się, że już w 1902 roku były samochody elektryczne, jak Studebaker, znajdujący się pośród eksponatów. Wędrowaliśmy po tym oryginalnym skansenie i czuliśmy się wspaniale.
Ich historia przypomina mi innego pasjonata, Hindusa, który przez 40 lat budował świątynię na morzu. Jego marzenie też się spełniło.
Jeżeli lubicie miasta duchów, to koniecznie zajrzyjcie do Goldfield Ghost Town, oraz do Tombstone, najsłynniejsze miasto Dzikiego Zachodu.
Co zobaczysz w King Gold Mine – najciekawsze miejsca i eksponaty

„Proszę szanuj naszą rdzę”, brzmi jak prośba o szacunek dla srebrnych włosów.Gold King Mine Ghost Town to raj fotograficzny, pełen rupieci, starych ciężarówek i zrujnowanych budynków. Rozśmieszały nas tabliczki, które ostrzegają intruzów co ich czeka.
Zostały tylko drewniane rudery, tony porzuconych maszyn i starych samochodów. Ale jest w tym taki urok, że można godzinami wpatrywać się w scenerię znajomą z filmów. Wśród tego rumowiska beczą kozy, biegają kury i pochrząkują wielkie świnie.
Zobacz też inne miejsca w Arizonie- Coal Mine Canyon. Indianie Hopi, Co zobaczyć w Monument Valley – trasa i najważniejsze miejsca i Park Narodowy Saguaro – kraina gigantycznych kaktusów
Stara szkoła – King Gold Mine w Jerome

Starą szkołę Don sprowadził z Flagstaff. Na pewno nie było łatwo ciągnąć ją bardzo krętymi drogami pod górę, a wszystko na własny koszt. W środku czas zatrzymał się na początku XX wieku — ławki, tablice, stare książki.



Elektryczny Studebaker z 1902 roku

Wśród eksponatów stoi coś naprawdę wyjątkowego – elektryczny Studebaker z 1902 roku. Mało kto wie, że na początku XX wieku samochody elektryczne były bardziej popularne niż spalinowe. Studebaker produkował je zanim w ogóle zainteresował się silnikami benzynowymi.
Ten model miał zasięg około 40–80 kilometrów i jeździł z prędkością do 30 km/h, co w tamtych czasach było więcej niż wystarczające. Ładowało się go z domowego gniazdka, a konstrukcja przypominała powóz bez koni, z akumulatorami ukrytymi pod siedzeniem. Elektryki przegrały dopiero wtedy, gdy pojawiła się tania benzyna i masowa produkcja Forda.
Dlatego to auto w King Gold Mine jest takie cenne, takich egzemplarzy jest niewiele, a ten stoi tu po prostu między rupieciami.



Dystrybutor paliwa w King Gold Mine w Jerome

Obok starych dystrybutorów paliwa i pojazdów, stoją szopy pełne zardzewiałych narzędzi. Zbiorniki, wiadra, pompy olejowe, drut kolczasty, łańcuchy.


Gabinet dentysty

Lodowaty dreszczyk przebiegł mi po karku na myśl o zabiegach pseudo dentystycznych bez znieczulenia. Za narzędzia uchodziły obcęgi i noże. To jedno z najbardziej „creepy” miejsc w całym skansenie.
Kowal w King Gold Mine w Jerome

Była kuźnia, wokół której stały rozpadające się trumienki. Narzędzia wyglądają tak, jakby kowal wyszedł tylko na chwilę. Zapach metalu i starego drewna robi swoje.

Stare samochody i ciężarówki

Stare poobijane samochody są jak dzieła sztuki. Ponad sto pojazdów, każdy z historią. Niektóre wyglądają jakby mogły ruszyć po lekkim odkurzeniu. Obok starych dystrybutorów paliwa i pojazdów stoją szopy pełne zardzewiałych narzędzi.
Zbiorniki, wiadra, pompy olejowe, drut kolczasty, łańcuchy. Raj fotograficzny. Wśród tego rumowiska beczą kozy, biegają kury i pochrząkują wielkie świnie. Ten kontrast między życiem a ruiną jest nie do podrobienia.




Stare poobijane samochody są jak jak dzieła sztuki.






Dekoracja z koltów działa na wyobraźnię, przypomina, że ludzie rzadko dożywali sędziwego wieku.
Ciekawostki
King Gold Mine kryjesporo ciekawostek. W osadzie Haynes mieszkało kiedyś dokładnie tyle osób, ile pokazuje stara tabliczka: w 1901 roku było tu 301 mieszkańców, ale już w 1914 roku zostało tylko 14.
To najlepiej pokazuje, jak szybko potrafiły rosnąć i znikać górnicze miasteczka Arizony. W całym skansenie wiszą humorystyczne tabliczki, które rozładowują klimat opuszczonego miasta („Men to the left, because women are always right”).

Nadal można tu wypłukiwać złoto za niewielką opłatą, a całym miejscem opiekuje się rodzina Robertsonów. Większość eksponatów Don zdobył osobiście, jeżdżąc po Arizonie i ratując przedmioty, które w innych miejscach dawno trafiłyby na złom.
Jak dojechać do King Gold Mine w Jerome

Założyciele King Gold Mine odeszli tam, gdzie już czekali na nich poszukiwacze złota, a teraz ich potomkowie opiekują się tym miejscem. Jest dziko, przyroda pożera pordzewiały metal, tablice ostrzegają przed wężami, niemiłosiernie pali słońce, a mimo tego tak ciężko stąd odejść.
Za drobną opłatą możecie do woli spacerować po tym oryginalnym miejscu. Starą kopalnię i skansen znajdziecie na Perkinsville Road, Jerome, AZ 86331.
Dojazd jest bardzo prosty, ale trzeba wiedzieć, czego się spodziewać:
– z centrum Jerome kierujecie się na północny wschód drogą Jerome-Perkinsville Road.
To ta sama droga, która prowadzi do punktu widokowego na Cleopatra Hill – po około 0,5 mili pojawi się duży, drewniany szyld Gold King Mine Ghost Town
Skręcacie w prawo na szutrową drogę (krótki odcinek, przejezdny dla każdego auta) – parking znajduje się tuż przy wejściu, nie trzeba iść pieszo ani wspinać się pod górę – droga jest kręta, ale szeroka i bezpieczna.
Ważne: GPS czasem prowadzi złą drogą przez prywatne tereny — najlepiej wpisać dokładnie: Gold King Mine Ghost Town, Perkinsville Rd, Jerome, AZ i trzymać się głównej asfaltowej drogi aż do szyldu.
6 komentarzy
Piękne, artystyczne zdjęcia! Wcale nieławo jest zrobic dobre fotografie takim starociom i niby rupieciom. A Wam to wyszło świetnie. Wiem, co mówię, bo w Au byłam w kilku podobnych miejscach – opuszczonych kopalniach i osadach. Mało mam stamtąd dobrych zdjeć. Za to w pamięci trwa ta specyficzna atmosfera. Smutku, że tam gdzie tętniło zycie teraz króluje rdza i ruina. Kawałek czyjegos pracowitego życia uleciał w niebyt. Zoastały opuszczone cmentarzyki, dziwaczne machiny, proste izdebki, wszechobecne pająki i pajęczyny….
Uściski serdeczne zasyłam Ci Marylko!:-))
Dziękuję bardzo Olu, Twoje zdanie wiele dla mnie znaczy, bo sama robisz piękne, nastrojowe zdjęcia. Lubię atmosferę opuszczonych miejsc, chociaż dociera do mnie dobitniej, że wszystko przemija za szybko. Czuję wtedy, że wchodzę w przeszłość, bo nikt nie zamalował rdzy na samochodach, ani nic nie zmienił w starych budynkach. Wszystko jest bardzo prawdziwe, tylko ludzi już od dawna nie ma. Stara szkoła pachnie drewnem jak dawniej. To coś innego niż uporządkowany skansen, czy ładne muzeum. Pozdrawiam Cię Olu i również uściski przesyłam:)))
Jestem oczarowana Twoimi postami oraz artystycznymi zdjęciami. Dla mnie życie na drugiej półkuli jest egzotyczne i trochę jak z bajki. Przepiękne miejsca urzekają, więc chętnie z Tobą zwiedzam…
Zasyłam serdeczności
Bardzo się cieszę, że moje wspomnienia przybliżają Ci odległe krainy. Przezycia sa tak mocne, ze stdzo chce sie nimi podzielic z kims, kto nie moze wyruszyc w podroz z roznych wzgledow. Dziekuję za cudny komentarz, sprawil mi wielka przyjemnosc. Swrdecznosci i pozdrowienia, edzie mi milo, jak zajrzysz do mnie jeszcze🥰😍🙂
Od zawsze kręciły mnie widoki starych, porzuconych samochodów. Taka post-apokaliptyczna wizja.
Nawet jak stare samochody kogoś nie kręcą, to zaczną, kiedy zacznie je fotografować. Te stare, zgrabne linie są tak malownicze, że ja byłam zachwycone. Pozdrawiam🙂