Opowiem Wam, co zobaczyć w Quetzaltenango — mieście położonym na zachód od Antigua Guatemala, w sercu ziem Kicze. To miejsce, gdzie język, obyczaje i religia sięgają czasów potężnej cywilizacji, a słynny kalendarz nadal wyznacza rytm życia.
Bajecznie kolorowe kościoły pełne są przedkolumbijskich symboli — tu chrześcijaństwo i pradawne wierzenia żyją obok siebie, tworząc wyjątkowy, synkretyczny klimat. Gwatemalę słusznie nazywa się Corazón del Mundo Maya, a Quetzaltenango to jedno z jej najautentyczniejszych serc.
W tym przewodniku znajdziecie miejsca, które warto odwiedzić: tętniące życiem Parque Centro America z Katedrą del Espíritu Santo i Teatro Municipal, imponującą Casa de la Cultura, a także kolorowe miasteczka wokół Xela — San Andrés Xecul, Zunil, Salcajá.
Zajrzymy do Momostenango — gdzie lokalne ceremonie Majów nadal odbywają się według kalendarza Tzolk’in.
Największe wrażenie zrobią na Was codzienne rytuały i uroczystości — to nie spektakl dla turystów, lecz prawdziwe życie Majów: modlitwy przy ogniskach, ofiary z ziół i świec, barwne stroje i tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Jeśli chcecie się przekonać co zobaczyć w Quetzaltenango i poczuć prawdziwą Gwatemalę, oddalcie się od utartych szlaków i obserwujcie ludzi, którzy wciąż żyją w zgodzie z dawnymi bogami i z ziemią.
SPIS TREŚCI
Co zobaczyć w Quetzaltenango (Xela) – serce regionu Kicze i kultura Majów

Miasto Quetzaltenango leży na wysokości 2 333 metrów. Mieszkańcy nazywają je Xela, bo w Gwatemali z upodobaniem skraca się długie nazwy miast. Xela w języku Majów oznacza dziesięć pomysłów, albo dziesięć mądrości. Jest drugim największym miastem w kraju. Nowoczesność nie zakłóca wiary w cmentarnego króla.
Kiedy wkroczyli Hiszpanie, Xela istniała od 300 lat. Chociaż spalili ich święte księgi, to Majom udało się spisać ustne przekazy w języku Kicze.
Popol Vuh – święta biblia Majów – jest ciągle obecna w ich życiu.
Nie widzieliśmy żadnych turystów, a Oscar – nasz gospodarz – zapytany czy miasto jest bezpieczne spojrzał na nas zdziwiony. Uspokojeni spacerowaliśmy po uliczkach o każdej porze dnia. Oscar zaproponował, że zawiezie nas w ciekawe miejsca, a potem był jeszcze bardziej zdumiony, że chcemy mu za to zapłacić.
Quetzaltenango było naszą bazą wypadową do kolorowych kościołów i miejsc, gdzie odbywają się ceremonie Majów.
Pierwszego dnia trafiliśmy na demonstrację kobiet. W Dzień Kobiet Majanki postanowiły zawalczyć o lepsze życie. Z napisów na transparentach można się domyślić, że żądają transportu do swoich wiosek i miasteczek.
Kobiety Kicze noszą tradycyjne stroje, ale widać, że ubierają się inaczej niż modnisie z Antigua.


Najważniejsze miejsca w Quetzaltenango – Parque Centro America

Parque Centro America to serce Quetzaltenango i największy plac miejski w Gwatemali. Otoczony jest imponującymi neaklasycznymi budynkami z XIX wieku, które nadają mu wyjątkowy, europejski charakter.
Na placu i wokół niego znajdziecie:
- Katedrę del Espiritu Santo – z zachowaną fasadą z 1535 roku
- Teatr Miejski (Teatro Municipal) – jeden z najpiękniejszych w Ameryce Środkowej
- Pasaż handlowy z kawiarniami i restauracjami
- Budynek rządu regionalnego (Casa de la Cultura)
Plac tętni życiem o każdej porze dnia – mieszkańcy odpoczywają na ławkach, dzieci bawią się przy fontannie, a wieczorami można skosztować lokalnych przysmaków sprzedawanych przez ulicznych handlarzy. To idealne miejsce, żeby poczuć prawdziwy rytm życia miasta i obserwować kolorowe stroje rdzennych mieszkańców regionu Kicze.
Catedral del Espiritu Santo

Katedra del Espíritu Santo w Quetzaltenango pochodzi z 1535 roku i była kiedyś najważniejszym kościołem w całym kraju. Do dzisiaj przetrwała jednak tylko oryginalna fasada – świadek ponad pięciu wieków historii. Z tyłu mieszkańcy dobudowali drugi, nowszy kościół, który służy im do dziś. To fascynujące zestawienie – stara fasada jak brama do przeszłości, a za nią tętniące życiem wnętrze współczesnej świątyni.
Na schodach i ławkach przed katedrą chętnie wypoczywają miejscowi – to jedno z ulubionych miejsc spotkań mieszkańców Xela. Wieczorami plac przed kościołem zamienia się w małe centrum kulinarne: uliczni sprzedawcy rozstawiają wielkie patelnie pod gołym niebem i smażą kukurydziane taco z różnymi wkładkami. Zapach smażonego jedzenia unosi się w powietrzu, a przy stoiskach gromadzą się zarówno mieszkańcy, jak i nieliczni podróżnicy, którzy trafili do tego mniej turystycznego zakątka Gwatemali.

Budynek rządu regionalnego (Casa de la Cultura)

Casa de la Cultura to jeden z najbardziej imponujących budynków przy Parque Centro America w Quetzaltenango. Wzniesiony w XIX wieku w stylu neoklasycznym, dziś pełni rolę centrum kulturalnego i muzeum regionalnego.
Znajdziesz tu eksponaty poświęcone kulturze Majów Kicze, historii miasta oraz tradycyjnym strojom rdzennych mieszkańców. To właśnie tutaj przechowywana jest część lokalnego dziedzictwa, które przetrwało czasy kolonizacji – bezcenny ślad cywilizacji, która ukształtowała ten region na długo przed przybyciem Hiszpanów.
Teatr miejski – Teatro Municipal

Teatro Municipal w Quetzaltenango to jeden z najpiękniejszych przykładów architektury neoklasycznej w całej Gwatemali. Zbudowany na początku XX wieku, swoją monumentalną fasadą z kolumnami i bogato zdobionymi detalami przywodzi na myśl europejskie gmachy operowe.
Budynek teatru przetrwał trzęsienie ziemi w 1902 roku, które zniszczyło znaczną część miasta po erupcji pobliskiego wulkanu Santa María – to prawdziwy cud architektoniczny! Teatro Municipal jest jednym z niewielu teatrów w Ameryce Środkowej, który nieprzerwanie działa od ponad 100 lat, będąc świadkiem burzliwej historii regionu.
Co roku w sierpniu odbywa się tu słynny Festiwal Folklorystyczny, podczas którego wybierana jest Indigena – czyli Królowa Rdzennych Mieszkańców, będąca symbolem dumy i kultury Majów Kicze. Wnętrze teatru zdobią malowidła nawiązujące zarówno do kolonialnej przeszłości Gwatemali, jak i do przedkolumbijskich motywów kultury Majów – to niezwykłe połączenie dwóch światów pod jednym dachem.

Cerro El Baul

Cerro El Baul to wzgórze wznoszące się nad Quetzaltenango (Xela), skąd rozciąga się zapierająca dech w piersiach panorama miasta i otaczających je wulkanów. Na szczycie znajduje się charakterystyczny pomnik z krzyżem oraz taras widokowy. To jest to, Co zobaczyć w Quetzaltenango.
Ze wzgórza można podziwiać rozległą panoramę całej doliny Xela, zabudowę miasta oraz górskie szczyty górujące nad okolicą – w tym wulkan Santa María. To popularne miejsce zarówno wśród mieszkańców, jak i turystów, którzy przychodząc tu o świcie lub zachodzie słońca mogą zobaczyć miasto skąpane w wyjątkowym świetle.

Kolorowe kościoły Majów wokół Xela – wycieczki jednodniowe poza miasto
Silny związek Majów z kościołem katolickim może dziwić po tym co zgotowali im konkwistadorzy, jednak na każdym kroku można zauważyć, że nie zapomnieli o dawnych wierzeniach. Obie religie miały świętych od zadań specjalnych, dlatego starzy bogowie dostali nowe imiona i nadal byli czczeni w świeżo wybudowanych kościołach.
Okolice Xeli skrywają prawdziwe perełki – kościoły, które z zewnątrz wyglądają jak typowe kolonialne świątynie, a w środku tętnią życiem rytualnym rodem z czasów prekolumbijskich. Wciąż płoną tu świece w kolorach przypisanych konkretnym bóstwom, a szamani Majów – ajq’ijab’ – odprawiają ceremonie tuż przy katolickich ołtarzach. To miejsce, gdzie dwa światy przenikają się w sposób, który trudno znaleźć gdziekolwiek indziej na ziemi.
San Jacinto – najstarsza kaplica w Ameryce Centralnej

W 1525 roku Hiszpanie podbili królestwo Majów Kicze i w tym samym roku zbudowali pierwszy kościół w miasteczku Salcajá. To jeden z najstarszych kościołów w całej Ameryce Środkowej! Wewnątrz średniowiecznej bryły stoją najstarsze ołtarze oraz obraz Matki Boskiej przywieziony z Europy – według miejscowej tradycji to właśnie ten wizerunek miał chronić konkwistadorów podczas podboju.
Co ciekawe, kościół w Salcajá jest wyjątkowy z jeszcze jednego powodu – nigdy nie został oficjalnie konsekrowany, co czyni go absolutnym unikatem na skalę światową.
Mimo to wierni odwiedzają go do dziś, a w jego cieniu miejscowi wytwarzają słynną chicha de Salcajá – tradycyjny fermentowany napój owocowy, którego receptura sięga czasów kolonialnych. Miasteczko słynie również z tkactwa – kolorowe tkaniny w stylu Kicze można tu kupować bezpośrednio od lokalnych rzemieślników.

San Andres de Xecul

San Andres de Xecul to wesoły żółty kościół z XVII wieku i najbardziej rzucający się w oczy przykład synkretyzmu w całym świecie latynoamerykańskim. Tak bardzo różni się od znanych kościołów, że aż wywołuje uśmiech rozbawienia.
Podczas jego budowy parafia przez kilka lat nie miała księdza, który nadzorowałby wykonanie prac. Mieszkańcy puścili więc wodze fantazji i wykończyli fasadę, łącząc własne symbole z chrześcijańskimi – z zadziwiającym efektem.
Żółty kolor symbolizuje kukurydzę, będącą podstawą wyżywienia Majów, i nawiązuje do mitu o stworzeniu człowieka z kukurydzy i krwi przez bogów. Kolor czerwony wiąże się ze słońcem, ale przede wszystkim z krwią ofiar przelaną podczas podboju. Fasadę zdobi aż 200 figur aniołów i świętych – niektóre postaci na górze mają nawet skarpetki i buty, co nadaje im zaskakująco ludzkiego charakteru. Na ścianach namalowano kwezale, małpy i jaguary, kukurydzę, paprocie i inne rośliny.
Ten silny związek z naturą sięga dawnych czasów, kiedy Majowie wierzyli, że dusza każdego człowieka jest nierozerwalnie związana z życiem konkretnego zwierzęcia. Gdy jedno z nich ginie, drugie też musi umrzeć.





Targowy dzień przyciągnął do miasteczka wielu ludzi. Z pobliskiego przystanku kierowcy chicken busów głośno wykrzykiwali nazwy wsi i miasteczek. Stragany rozłożone dookoła kościoła mieniły się kolorowymi strojami, a trochę dalej można było cieszyć oczy warzywami i egzotycznymi dla nas owocami.
Było coś szczególnego w tym obrazku. Do kościoła co chwilę wchodzili ludzie po to, żeby się pomodlić i zapalić świece. Mogłoby się wydawać, że nie ma w tym niczego wyjątkowego, dopóki nie zobaczyłam kobiety klęczącej na kamiennej posadce. Modliła się na głos z wielkim żarem. Ten kościół czekał na ludzi, a oni szli do niego z prawdziwą potrzebą modlitwy.
Potem na wzgórzu w Momostenango widzieliśmy ceremonie Majów i taką samą żarliwość.
Iglesia de Zunil

Żółty kościół w Zunil również nawiązuje barwą do kukurydzy i słońca – podobnie jak w San Andres Xecul, kolor ten jest głęboko zakorzeniony w kosmologii Majów i symbolizuje życie oraz płodność ziemi.
Największą osobliwością tego miasteczka jest jednak jego patron – święty Szymon – który nie mieszka w kościele, lecz z ludźmi w ich domach. Każdego roku figurka świętego przenosi się do innej rodziny, która przez cały rok sprawuje nad nim opiekę i przyjmuje pielgrzymów przybywających oddać mu cześć.
Co ciekawe, święty Szymon – znany lokalnie jako Maximón – jest postacią wyjątkową na skalę całej Gwatemali. W kilku sanktuariach jego figurka ubrana jest w kapelusz i okulary przeciwsłoneczne, a w ustach trzyma papierosa. Wierni przynoszą mu flaszki z alkoholem i razem z nim… popijają. To jeden z najbardziej niezwykłych przykładów synkretyzmu religijnego na świecie – połączenia wierzeń Majów z katolicką tradycją.
Mieszkańcy Zunil stanowczo nie chcą słyszeć o oddaniu świętego Szymona do kościoła. Dla nich wędrujący patron to żywa tradycja, która od pokoleń spaja lokalną społeczność i przypomina o korzeniach sięgających czasów przed hiszpańskim podbojem.

Legenda o Szymonie rozpustniku. Ceremonie Majów
Przed wiekami – 200, a może 300 lat temu – w mieszkał w Zunil ksiądz, który prowadził hulaszczy tryb życia. Lubił alkohol i kobiety, ale był bardzo oddany ludziom i chętnie im pomagał. Gdy ktoś tracił dach nad głową, zawsze mógł schronić się w kościele.
W końcu Kościół ekskomunikował Szymona za jego rozpustne życie. Ksiądz zbudował własny kościół, który miał jeszcze więcej wiernych niż ten poprzedni. Szymon zaczął mieć poważne problemy z władzami kościelnymi i musiał się ukrywać u swoich parafian. Dlatego teraz przygarniają jego figurkę.
W kilku sanktuariach w Gwatemali, posążek Szymona jest ubrany w kapelusz, okulary przeciwsłoneczne, a w ustach trzyma papierosa. Obok zwykle stoi szklanka z alkoholem. Wyznawcy przynoszą świętemu flaszki i sobie z nim popijają.

Kościół San Cristóbal

Kolonialny kościół San Cristóbal w okolicach Quetzaltenango to prawdziwa perła architektury kolonialnej – piękna budowla z zachowanymi oryginalnymi malowidłami ściennymi, które opowiadają historię regionu. W przeciwieństwie do innych kościołów w okolicy San Cristóbal nie kryje w sobie legend o kreatywnych Majach łączących dwie religie, a jego patron prowadził życie godne świętego.
Co roku jednak mury tego kościoła stają się tłem dla wyjątkowego widowiska – dorocznych pokazów Tańca Podboju. To jeden z najbardziej poruszających spektakli w całym regionie Quetzaltenango. Zespół tancerzy odgrywa dramat o hiszpańskiej inwazji, podczas której w bitwie zginął książę Tekup – jeden z ostatnich wielkich wodzów ludu Kicze. Historia kończy się przyjęciem wiary chrześcijańskiej przez lud Kicze – symbolicznym momentem, który zmienił oblicze całej kultury Majów na zawsze.
Ten taniec to nie tylko spektakl – to żywa pamięć o traumie podboju, którą kolejne pokolenia Majów Kicze przekazują sobie w pobliżu Quetzaltenango do dziś.
Ceremonie Majów w Momostenango – święte wzgórze Paclom

Jesteśmy w Momostenango – miejscu, gdzie ceremonie Majów wciąż żyją pełnią życia.
To konserwatywna część Gwatemali, zamieszkana przez ludzi z głównego rdzenia kultury Majów Kicze. Dotarliśmy na szczyt wzgórza Paclom – starożytnego centrum świata, gdzie od wieków odprawiane są ceremonie Majów.
Właśnie trwają rytuały i ceremonie Majów, bo według ich świętego kalendarza Tzolk’in jest na to najlepszy czas. Wszyscy zachowują się naturalnie i chętnie udzielają informacji. Najbardziej ciekawi ich, ile kosztowała podróż z Polski do Gwatemali.
Obserwując ceremonie Majów w Paclom, trudno nie poczuć, że czas tu stanął w miejscu. Szamani – ajq’ijab’ – prowadzą rytuały przy ogniu, składając ofiary z ziół, kadzidła i kolorowych świec.
Utz ipetic – w języku K’iche oznacza „witamy” – i właśnie tak poczuliśmy się wśród ludzi, którzy od pokoleń pielęgnują ceremonie Majów Kicze na tym świętym wzgórzu.
Przez bramę oznaczoną glifem Majów widać paleniska oznaczone trzema krzyżami. Trochę dalej, w dole widać podwójny krzyż.
Hiszpanie bardzo się zdziwili, że Majowie znają krzyż, jednak nie miał nic wspólnego z Jezusem. Krzyż służył do wyznaczenia czterech stron świata. Ceremonie Majów odbywają się mimo wielkiej wiary w chrześcijańskiego Boga.


Ceremonie Majów i krwawe ofiary dla bogów
Według świętej biblii Majów – Popol Vuh – ceremonie Majów sięgają początków stworzenia świata. Bóg nieba współpracował z bogiem morza przy jego tworzeniu.
Najpierw powstała ziemia, a potem stworzyli zwierzęta. Ale one nie potrafiły mówić ani oddawać bogom należnej czci – dlatego podczas pierwszych ceremonii Majów bogowie postanowili stworzyć człowieka.
- Pierwsi ludzie byli zrobieni z gliny – ale glina była zbyt słaba
- Ludzie z drewna również nie zadowolili bogów – zostali zamienieni w małpy
- Dopiero ludzie stworzeni z kukurydzy i krwi potrafili wielbić bogów i odprawiać ceremonie Majów
Pojawiło się czterech mężczyzn, dla których bogowie stworzyli żony. Zaczęli się rozmnażać i tak powstało plemię Majów Kʼicheʼ – lud, który do dziś kultywuje ceremonie Majów w Momostenango i okolicach Quetzaltenango.
Ceremonie Majów i kult krwi
Majowie wierzyli, że bogowie żądają od nich krwawych ofiar jako najwyższej formy czci. Dlatego władcy nacinali sobie genitalia i nasączali skrawki papieru sączącą się krwią – po spaleniu ulatywała ona do nieba jako ofiara. Ich żony nacinały sobie języki, a przez otwór przeciągały sznur nadziany kolcami.
Te dramatyczne rytuały i ceremonie Majów miały jeden cel – utrzymać równowagę między światem ludzi a światem bogów.



podczas Ceremonie Majów składa się ofiary w podzięce za wszystko, co spotkało ich w życiu. Ale również za wszystko co trzeba naprawić i co chcą otrzymać.

Ja jestem innym Tobą – Ty jesteś innym mną
To piękne pozdrowienie, które usłyszałam podczas ceremonii Majów w Quetzaltenango, przypomina o empatii i tym, że powinniśmy szanować każdą żywą istotę. Wszyscy jesteśmy tacy sami i tak samo potrzebujemy miłości, bezpieczeństwa i przyjaźni innych ludzi.
Kiedy widziałam szczery uśmiech przy powitaniu, a potem rękę położoną na sercu, czułam się szczerze pozdrowiona i coś mnie łapało za gardło. To samo działo się przy ołtarzach ceremonialnych podczas ceremonii Majów Kicze.
Chociaż nie rozumiałam, o czym szepczą ajq’ijab’ – szamani Majów – i dlaczego właśnie w takiej kolejności wrzucają do ognia zioła, kadzidło i świece w różnych kolorach, trzepotało we mnie wzruszenie. Te ceremonie Majów w okolicach Xela dotknęły mnie głębiej niż niejedna wizyta w największych świątyniach świata.




Ceremonie Majów a kalendarz Tzolk’in – jak Majowie wyznaczali święte daty?
Majowie posługiwali się aż trzema połączonymi ze sobą kalendarzami, które razem tworzyły precyzyjny system wyznaczania dat ceremonii i świąt religijnych. Pierwszy z nich – Tzolk’in – liczył dwieście sześćdziesiąt dni i służył do wyznaczania najważniejszych świąt religijnych oraz ceremonii Majów. Drugi kalendarz – Haab – oparty był na 365 dniach roku słonecznego i regulował życie codzienne oraz prace rolnicze. Za pomocą trzeciego kalendarza, zwanego Kalendarzem Długiej Rachuby, Majowie śledzili historię i obliczali wielkie cykle wszechświata.
Tzolk’in – święty kalendarz ceremonii Majów
Kalendarz Tzolk’in składał się z 20 miesięcy, z których każdy liczył 13 dni, tworząc cykl 260-dniowy. Nie jest to przypadkowa liczba – odpowiada ona zarówno długości ciąży u kobiety, jak i okresu wzrostu kukurydzy od siewu do zbioru, co czyniło go głęboko zakorzenionym w naturze i życiu codziennym Majów.
Dzięki graficznej zębatce – swoistemu „kołu fortuny” – nazwa dnia spotykała się z odpowiadającym jej numerem dopiero po upływie pełnych 260 dni.
To właśnie za pomocą kalendarza Tzolk’in szamani Majów – ajq’ijab’ – wyznaczali najlepsze daty ceremonii. Jednak aby data była jeszcze bardziej precyzyjna, konieczne było połączenie go z drugim kalendarzem – Haab.

Kalendarz Haab – słoneczny kalendarz Majów
Kalendarz Haab składał się z 365 dni i był ściśle powiązany z rytmem przyrody i pracami rolniczymi. Miał 18 miesięcy po 20 dni, do których doliczano dodatkowe 5 nienazwanych dni zwanych Wayeb’. Te pięć dni uważano za wyjątkowo nieszczęśliwe i niebezpieczne – wierzono bowiem, że w tym czasie bogowie odwracają wzrok od Ziemi i ludzie pozostają bez ich opieki i ochrony.
W odróżnieniu od kalendarza Tzolk’in, Haab nie służył do przepowiadania przyszłości. Był natomiast niezastąpionym narzędziem praktycznym – zapowiadał fazy księżyca, nadejście pory deszczowej i wyznaczał prace rolnicze niezbędne do przeżycia całej społeczności. Podpowiadał też, jakie zadania stoją przed ludźmi w danym dniu. To, jak człowiek z tych wskazówek korzystał, zależało jednak od daty jego urodzin – a tę odczytywano z kalendarza Tzolk’in.
Dopiero połączenie obu kalendarzy – Tzolk’in i Haab – dawało pełny obraz przeznaczenia człowieka i pozwalało szamanom ajq’ijab’ wyznaczać najdoskonalsze daty ceremonii Majów.
Kalendarz długiej rachuby
Trzeci kalendarz Majów, zwany Kalendarzem Długiej Rachuby, rejestrował bardzo długie cykle czasu i służył do zapisywania historycznych zdarzeń oraz dat na kamiennych stelach. W systemie tym podstawową jednostką był „dżul” (kin = 1 dzień), a większe jednostki scalały się w okresy liczone dziesiątkowo i zwielokrotnione: 20 dni tworzyło uinal, 18 uinali — tun (360 dni), 20 tun — katun (7 200 dni), a 20 katunów — baktun (144 000 dni). Jeden pełny cykl 13 baktunów liczy około 1 872 000 dni, co w przeliczeniu daje kilka tysięcy lat.
W niektórych interpretacjach używano też dłuższych łańcuchów rachuby, stąd w tekście pojawia się liczba 2 880 000 dni (odpowiadająca innemu zapisie wielkiego cyklu), czyli około 7 885 lat słonecznych — to jedna z metod opisu długich okresów w tradycji Majów. Jeden z takich cykli zakończył się 21 grudnia 2012 roku i na szczęście nie oznaczał końca świata.
Jeśli Majowie chcieli zapisać na kamiennej steli doniosłe wydarzenie, używali wszystkich trzech kalendarzy.
W piramidzie Kukulcana w Chichen Itza są wpisane 3 kalendarze Majów.

Na szczyt prowadzą schody, które które otaczają całą piramidę i jest ich po 364. Symbolizują każdy dzień roku. Szczyt stanowi 365-ty schodek.Tyle, ile dni w roku według kalendarza Haab.
Każda strona piramidy składa się z 9 tarasów oddzielonych klatkami schodowymi, które tworzą 18 sekcji po każdej stronie piramidy – tyle samo, ile wynosi liczba miesięcy w roku.
Matematyka nigdy nie była moją mocną stronę, więc pozostaje mi zaufać, ze reszta wyliczeń również się pokrywa.
Momostenango

Targowy dzień w mieście znowu był okazją, żeby obserwować ludzi.




Wulkan Santa Maria
Nad całą okolicą góruje wulkan Santa Maria, który ma 3 772 metrów wysokości. To czwarty pod względem wysokości wulkan w Gwatemali. Do ostatniej wielkiej erupcji doszło w 1902 roku, magma rozlała się w promieniu 8 kilometrów. W Xela leżało pół metra pyłu wulkanicznego.
W Gwatemali jest aż 37 wulkanów, a 5 z nich mogliśmy obserwować z gwatemalskiej wioski Hobbitów.

Kiedyś wracaliśmy z wycieczki tuk- tukiem i bardzo chcieliśmy zatrzymać się na zdjęcie. Ciekawi byliśmy czy kierowca zna miejsce, z którego wulkan będzie dobrze widoczny. Zadzwonił do kogoś, a ja wyłapałam powtarzające się słowa – dos gringos. Dwoje gringo zawracało mu głowę, a żadnego punktu widokowego przecież nie ma.
Bardzo mnie to rozśmieszyło, że zostałam nazwana gringo. Zupełnie jak w książkach o Indianach, którymi zaczytywałam się w podstawówce. Dopiero Oscar nas tu przywiózł.

Riscos – ciekawe formacje skalne

W wyniku długich procesów erozji wzgórz powstało wyjątkowe miejsce. Dotarliśmy z ryneczku tuk- tukiem w kilka minut. Warto było. Formacje nie są wysokie i dość łatwo udało nam się wspiąć i pospacerować wewnątrz nich.

Prawdziwe życie Majów z Gwatemali można podejrzeć z dala od turystycznej Antigua. Kolorowe kościoły, które ożywiają główne place miasteczek, są wielką dumą mieszkańców.

Gdy pytacie, co zobaczyć w Quetzaltenango, odpowiedź brzmi: wszystko, co łączy codzienne życie z pradawnymi rytuałami. Spacer po Parque Centro America, wizyta w Casa de la Cultura, wschód słońca na Cerro El Baul oraz krótkie wycieczki do San Andrés Xecul, Zunil czy Momostenango — to dopiero początek.
Najważniejsze jednak, by obserwować z szacunkiem lokalne obrzędy i dać się poruszyć tym, co autentyczne — wtedy Quetzaltenango zostanie z Wami na długo.
Największe wrażenie zrobiły na mnie ceremonie Majów. Widziałam ludzi modlących się w tysiącletnich meczetach, synagogach, hinduskich i buddyjskich świątyniach, i zawsze czułam, że dotykam czegoś mistycznego.
Ale obrzędy prostych ludzi przemówiły do mnie najmocniej. Nie potrzebowali żadnych dachów nad głową, żeby wznosić modły do swoich odwiecznych bogów. Zapraszam do Uxmal w Meksyku, gdzie znajdziecie bogato zdobione piramidy Majów.
Do magicznych doświadczeń zaliczam wirujący taniec derwiszy i kiwających się Żydów przy Ścianie Płaczu, ciekawa jestem jakie religijne obrzędy najbardziej Was wzruszyły. Może majowe nabożeństwo przy wiejskiej kapliczce w dzieciństwie?
Zapraszam do innych moich wpisów z Gwatemali
Co zobaczyć w Tikal – przewodnik po świątyniach Majów
Jezioro Atitlan. Majowie i kryształowe czaszki
Kultura Majów w Gwatemali – tradycje, stroje i codzienne życie
Co zobaczyć w Antigua Guatemala – najważniejsze atrakcje
Wulkany w Gwatemali i wioska Hobbitów
Zapraszam do obserwowania
22 komentarze
Fascynujący tekst. Cudne zdjęcia, przyznam, że Majowie zawsze mnie interesowali, ale tak mało o nich wiemy, że to aż wstyd, poza tym nie wiemy nic o współczesnych Majach. Tak jakby nie istnieli, zresztą podejrzewam, że tak jest wygodniej, państwo nie za bardzo dba o mniejszości etniczne. Ceremonie, te synkretyczne musza być ciekawe i piękne, jednak nigdy nie zdarzyło mi się w czymś takim uczestniczyć. Czy żałuję? Sama nie wiem. Jako turysta z pewnością byłabym zachwycona, ale czy odczułabym? Nie jestem pewna. każdy jest inny. A swoją drogą to stwierdzenie „Jestem innym tobą…” genialne!
Dziękuję Ci bardzo:-) chyba każdego Majowie interesowali, w końcu w 2012 mocno się zastanawialiśmy co się stanie. O współczesnych Majach mało kto wie, wydaje się, że wyginęli, albo się zasymilowali, a tu taka niespodzianka, dla mnie oczywiście też.
Wszystkie ceremonie w jakiś sposób mnie poruszały i nie ma to nic wspólnego z religia. Jak ktoś głęboko w coś wierzy i jest w tym autentyczny, to jest naprawdę magiczne. „Jestem innym Tobą” też bardzo mi się podoba.
Kolorowe, radosne i piękne. Mnóstwo klimatu w Twojej relacji. Miło popatrzeć i pobyć tam wirtualnie.
Dziękuję, przez 3 tyg. pobytu w Gwatemali kolorów nie zabrakło:)
To się jest podróż, prawdziwa z cudownymi przeżyciami i informacjami :) Mario coś niesamowitego nam znowu pokazałaś. Uwielbiam podróżować z Tobą, bo pokazujesz mi cuda świata :) Majowoe to marzenie mojego męża, może kiedyś je spełni :)
Nardzo podobają mi się te dziwne skaly :)
Aniu, to jeszcze nie wszystko, potem pojechaliśmy nad jezioro Atitlan, wokół którego są bajeczne wioski Majów, bajka. Myślę, że Twój mąż ma rację, Przez Meksyk, Gwatemalę i Belize, to dopiero podróż życia śladami Majów:) Bardzo się cieszę, że Ci się podobało. Skały były fajne, dość łatwo było po nich się wspinać. Pozdrawiam ciepło:)
Wierze Mario :) Arek na moje pytanie gdzie chciałby pojechać, zawsze mi odpowiada MEKSYK :)
Pokazałam Mu Twoje zdjęcia, to patrzył jak zaczarowany :) czekam na kolejną relację
pozdrawiam Ania ;)
Bo Meksyk jest wspaniały, Arek ma rację. My na pewno wrócimy. To trzymam za Was kciuki Aniu:)
Jakież egzotyczne I ciekawe klimaty opisujesz. Majowie zawsze kojarzyli mi się z kolorami, nadprzyrodzonymi mocami I magią. Tak się cieszę, że mogę dowiedzieć się czegoś więcej o tych niezwykłych ludziach 🙂
Cześć Edyta, bardzo się cieszę. Ty mi pokazujesz pięknie Hiszpanię, a ja Tobie to, co Hiszpanie zostawili w Nowym Świecie:) Żałuję, że nie zdążyłam lepiej zwiedzić Hiszpanii. Magii u Majów nie brakuje, a od kolorów można dostać zawrotu głowy, przywiozłam tyle fajnych tkanin, które już zawsze będą mi przypominały tamten świat:-)
Świetny fotoreportaż, przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem. Zdjęcia wprost urzekające
Bardzo Ci dziękuję, strasznie się namęczyłam z wyborem zdjęć. Tak to jest, jak się robi tysiące:-)
Jestem pod wrażeniem ogromnej wiedzy przede wszystkim. Miejsce takie że na pewno nigdy tam nie pojadę ze względu na sytuację w której się znajdujemy dlatego też jestem wdzięczna podwójnie że mogłam chociaż z Twoimi oczami być w miejscu niedostępnym dla mnie. Fantastyczne zdjęcia które pokazują właściwie wszystko
Dziękuję bardzo. Takich informacji jak na miejscu, nie zdobędzie się nigdzie indziej. Bardzo duzo się nauczyłam dzięki podróżom. Sytuacja się kiedyś zmieni, a są kierunki, które przenoszą do zupełnie innego czasu. Zdjęcia może pokazują część, ale nie smaki, zapachy, gwar i świadomośc, że się uczestniczy w czymś tak odległym od naszej codzienności. Pozdrawiam ciepło:)
Fascynująca opowieść, Ameryka Południowa i historie majów to chyba wciąż miejsca które inspirują i przyciągają swoją niezwykłą tłumy.
Bardzo przyciągają, nawet w tych ciężkich czasach hotele i restauracje były zapełnione:)
Bardzo dziękuję za wspaniały, pełen ciekawej wiedzy artykuł. Przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem, to niesamowicie fascynujące i egzotyczne.
Pozdrawiam ciepło, Agness:)
Dziękuję Ci Agnes za miłe słowa. Starałam się jak mogłam i upraszczałam, żeby nie przynudzać zawiłościami. Również pozdrawiam serdecznie:)
Marylko mnóstwo ciekawych informacji i pięknych zdjęć. Ludzie ciekawi, inni, charakterystyczni. Przy okazji odkryłam kwezale, dzięki ;D Żółty kościół najbardziej mnie ujął, bo jest specyficzny i oddaje charakter miejsca, gdzie stoi. Piszesz, że bardzo ujęły Cię religijne obrzędy. Widać, że religia jest bardzo mocno zakorzeniona i obecna w życiu tych ludzi. A życia jak widać niełatwe. Do mnie w przypadku pytań o wspomnienia zawsze na pierwszym miejscu wracają wspomnienia z ghatów Waranasi. Z kościołów – powraca wspomnienie niedużego przy Via Appia w Rzymie zwanego „Domine Quo Vadis”. Nie przepadam za okazałymi, wielkimi świątyniami z ich blaskiem. Stare, drewniane, w Kioto najmilej wspominam. Buziaki
Kwezale poznałam ( ale nie widziałam, bo to bardzo trudne) już podczas wizyt w Meksyku. W Gwatemali tak nazwali swoje pieniądze. Kiedyś wyrywano mu piórka z ogona do najważniejszych uroczystości. Każdy z tych kościołów bardzo mi się podobał, bo dookoła chodziły tradycyjnie ubrane kobiety, ale masz rację żółty – San Andres – jest najbardziej oryginalny. Do Waranasi nie dotarłam, ale to właśnie takie podobieństwo. Czyjaś żarliwa praktyka, która jest nam kompletnie obca, może chwycić za gardło. Magią jest ta wiara. Na mnie zrobił wielkie wrażenie mały kościół Marii Magdaleny w Rennes-le-Chateau, bo był pełen zaszyfrowanych zagadek. (pisałam o nim). Pozdrawiam Cię serdecznie Małgosiu:-)
Mario! Ja jestem innym Tobą, Ty jesteś innym mną. Pozdrawiam Cię tym powiedzeniem Majów, które bije z tekstu i nie można go zapomnieć. Od razu nasunęło mi nasze przykazanie miłości, które właściwie to samo znaczy… Świetny wpis pełen barwnych kulturowych różnic, ale wyobraźnia Majów wcale nie wykracza poza znane mi bardziej mitologie. Ten żółty kościół jakby łączył świat Boga, przybierając w ściennych freskach gesty, miny zwykłych śmiertelników w postaci aniołów. Robi wrażenie, bo przywodzi na myśl kościół żywy. Piszesz, że Majowie potrafią się żarliwie modlić, mieszając tradycje, ale przecież nie ważne są drogi, ale efekt celu. Piękne miejsce, piękni ludzie i piękny kraj pradawnych tradycji wspaniale oddany z Twojej perspektywy, okraszony cudownymi fotografiami. Miło było u Ciebie gościć, pozdrawiam Cię serdwcznie!
Witaj Martusiu, Ty jestes inny mną, a potem trzeba dotknąć serca. Jakkoliwie ckliwie to brzmi, robi wrażenie. Jasne, że te słowa kojarzą się z przykazaniem miłości, jednak wyrażone w kilku prostych słowach odkrywają je na nowo.
Stworzenie świata według Majów i ich rozliczni bogowie mogą konkurować z grecką mitologią, starałam się maksymalnie streścić, bo to przecież wpis o kolorowych kościołach:) Przed nam jeszcze jezioro Atitlan otoczone wulkanami i wioskami Majów na ich zboczach, a tam kolejne cuda. Dziękuję za miłe słowa i serdecznie cie pozdrawiam Marto:-)