Sana, stolica Jemenu, leży w malowniczej górskiej dolinie na wysokości ok. 2200 m n.p.m. To jedno z najstarszych nieprzerwanie zamieszkanych miast świata, znane z wyjątkowej architektury i bajkowego klimatu Starego Miasta.
Stare Miasto Sany to prawdziwy skarb wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO od 1986 roku. Tworzy je ponad 6000 zabytkowych budynków — charakterystycznych wieżowców z mułowych cegieł i kamienia, które budują niemal baśniowy krajobraz.
Spacer po Sanie wzbudza podziw dla unikalnej architektury i atmosfery miasta, w którym historia widoczna jest na każdym kroku. Wieczorem natomiast wszystko nabiera jeszcze bardziej magicznego charakteru.
Zapraszamy na spacer po Sanie — mieście, które zachwyca swoją historią, architekturą i niepowtarzalnym klimatem.
SPIS TREŚCI
Sana – najważniejsze informacje
Sana jest stolicą Jemenu i znajduje się w zachodniej części kraju, w górzystym regionie Półwyspu Arabskiego, na wysokości około 2200 m n.p.m. To jedno z najstarszych nieprzerwanie zamieszkanych miast świata, którego historia sięga ponad 2500 lat. Stare Miasto Sany zostało wpisane na listę UNESCO w 1986 roku i obejmuje kilka tysięcy zabytkowych budynków.
Miasto słynie z charakterystycznej architektury wieżowych domów budowanych z cegły mułowej i kamienia, które od wieków tworzą unikalny, niemal baśniowy krajobraz. W przeszłości Sana była ważnym ośrodkiem handlowym na szlakach arabskich, szczególnie związanych z handlem kadzidłem i mirrą.
Nasza podróż do Sany – wspomnienia z 2009 roku

Mieliśmy to szczęście zobaczyć Sanę w czasach, gdy była jeszcze otwarta dla świata. W 2009 roku przylecieliśmy tu z Frankfurtu, mieszkaliśmy w zabytkowym hotelu i doświadczyliśmy niezwykłej gościnności Jemeńczyków. Pewnego dnia trafiliśmy nawet na tradycyjne jemeńskie wesele, które pozwoliło nam zajrzeć w codzienne życie mieszkańców.
Podczas naszej podróży odkrywaliśmy miasto krok po kroku — od monumentalnej bramy Bab al-Yemen, przez labirynt Starego Miasta wpisanego na listę UNESCO, aż po charakterystyczne wieżowe domy zdobione białymi ornamentami i kolorowymi witrażami qamarias. Każda ulica prowadziła nas w inne miejsce, które wyglądało jak scenografia z innej epoki.
W dalszej części artykułu zabieramy Was na spacer po Sanie — pokażemy jej architekturę, codzienne życie mieszkańców, wieczorną atmosferę miasta oraz miejsca, które czynią ją jednym z najbardziej niezwykłych miast świata.
Spacer po Sanie – życie codzienne i architektura

Dolne kondygnacje budynków zbudowano z solidnej bazaltowej skały, natomiast ich ściany wzniesiono z mułowych cegieł wypalanych na słońcu. Zewnętrzne fasady zdobią misternie wykonane ornamenty z białego gipsu, dodając im niezwykłego uroku.
Dolne pomieszczenia tradycyjnych budynków zajmują zwierzęta, wyżej znajduje się izba gościnna – diwan, a na najwyższym piętrze mieszka rodzina. Diwan to typowe miejsce do przyjmowania gości i organizowania biesiad. Wnętrze zdobią kolorowe poduszki ułożone wokół, które dodają przytulności i zapraszają do wspólnego spędzania czasu.


Najbardziej charakterystyczną ozdobą jemeńskich budowli są witraże w oknach, zwane qamarias. Te kolorowe szkiełka osadzone w gipsowych ramach wypełniają wnętrza wielobarwnymi refleksami światła słonecznego. Nocą natomiast, gdy podświetlają je lampy, ich piękno wychodzi na zewnątrz, rozświetlając mrok w spektakularny sposób.
Gdy zapada zmrok, uliczki zaczynają tętnić nowym życiem. Z domów i kawiarni dochodzi zapach świeżo parzonej kawy z kardamonem. Gdzieś w tle słychać śmiech dzieci, nawoływania z pobliskiego suku i wieczorne wezwania do modlitwy.
Dachy budynków to nie tylko punkt widokowy – to część codziennego życia. Wieczorami rodziny zbierają się tam na posiłki i rozmowy, ciesząc się chłodniejszym powietrzem i widokiem na oświetlone miasto, które wygląda jak rozgwieżdżona plansza utknięta w górskiej dolinie.
Podobny klimat glinianych miasteczek odkryliśmy niedawno w Arabii Saudyjskiej, tuż przy granicy z Jemenem. Ten kraj otworzył się na świat gościnnie, a bardzo podobny sposób tworzenie miast zachwyca równie mocno.
Wąskie labirynty ulic, ceglane domy wypalone słońcem i polukrowane gipsem niczym pierniczki, uśmiechy mieszkańców i zapach egzotycznych przypraw – wszystko to wciągało nas w zaczarowany świat.
Stare Miasto zostało zbudowane na wzniesieniach nie tylko jako ochrona przed monsunowymi deszczami, ale także ze względów obronnych — dzięki temu było trudniejsze do zdobycia przez najeźdźców. Gliniane budynki, o konstrukcji z cegieł mułowych, doskonale izolują wnętrza od upałów w ciągu dnia i chłodu nocą.
Podczas sezonu deszczowego ulice i zaułki poniżej centrum zamieniają się w rwące potoki, które skutecznie odcinają dostęp do serca miasta, pełniąc funkcję naturalnej fosy. Mieszkańcy wykorzystują tę cechę terenu, budując systemy kanałów i zbiorników, które odprowadzają wodę i minimalizują ryzyko powodzi wewnątrz zabudowań.
Ta unikalna adaptacja do trudnego klimatu i terenu sprawia, że Stare Miasto Sany jest nie tylko zabytkową perłą architektury, ale także przykładem mądrego, ekologicznego planowania przestrzennego sprzed setek lat.
Co zobaczyć w Sanie – najważniejsze atrakcje
Sana jest wyjątkowa, bo Stare Miasto to jedna z najlepiej zachowanych historycznych dzielnic na świecie. Znajdziesz średniowieczne domy, bramy i meczety, a wszystko tętni życiem. To właśnie tutaj można się poczuć jak kilka setek lat temu.
Poniżej opisujemy najważniejsze miejsca, które pokażą niezwykły klimat Sany. Nasze zdjęcia pozwolą zrozumieć, dlaczego uznawana jest za jedno z najbardziej niezwykłych historycznych miast świata.
Bab al Yemen – Bajkowa brama w Sanie

Bab al-Yemen to monumentalna brama prowadząca do magicznego Starego Miasta. Sana, stolica Jemenu, właśnie tu odkrywa swoje najbardziej autentyczne oblicze. Tuż za murami zaczyna się świat pełen orientalnych czarów: zapach kadzidła i mirry unosi się w powietrzu, a z małych sklepików wystają specjalne gliniane kominki do ich palenia. Mijając stragany, można zobaczyć piramidy kolorowych przypraw, barwione tkaniny, biżuterię z agatu i suszone płatki róż.
Targowisko przy Bab al-Yemen tętni życiem od rana do późnego wieczora. Mężczyźni w tradycyjnych strojach z dżambiją u pasa spacerują wśród gwaru handlarzy, kobiety przemykają w czarnych abajach, a dzieci biegną za piłką po kamiennej nawierzchni. To miejsce nie jest tylko wejściem do Starego Miasta – to serce codziennego życia, pierwszy pulsujący rytm Sany, który czuć wszystkimi zmysłami.



Jambija



Przechodnie zatrzymywali się, prosząc o wspólne zdjęcie i z ciekawością pytając, skąd pochodzimy. Jeden z mężczyzn miał na sobie tradycyjną futę – tkaninę owiniętą wokół bioder – oraz jambiję (dżambiję). To charakterystyczny, zakrzywiony sztylet, noszony w ozdobnej osłonie i przymocowany do skórzanego pasa
Jambja to nieodzowny rekwizyt mężczyzny. Uchwyt noża wiele mówi o jego statusie. Może być z rogu nosorożca, kości słoniowej, lub z kości wielbłąda. Albo zwyczajne, z ozdobionego metalu czy skóry. Do futy albo dżalabiji wkłada się marynarkę.
W Nizwa w Arabii Saudyjskiej spotkaliśmy Jemeńczyka, który dopasował dla nas pas.
Podobne noże można kupić w Omanie. Khanjar – Handżar – misternie wykonany nóż – zobaczycie na fladze i banknotach. Jest symbolem Omanu od XVII wieku, czego dowodem są zapiski historyczne. Wykonanie takiej broni wymaga dużych umiejętności.
Co ciekawe, jambija nie służyła jedynie do walki – była także elementem ceremonii, a w niektórych plemionach jej przekazanie synowi było rytuałem przejścia w dorosłość.
Noszenie jambiji jest też ściśle związane z tradycją i prawem zwyczajowym – noszenie jej poza określonymi miejscami lub sytuacjami może być surowo zabronione. W ten sposób jambija stała się czymś więcej niż tylko ozdobą – to żywy symbol dziedzictwa, honoru i tożsamości mężczyzn Jemenu.
Wielki Meczet w Sanie


Sana kryje w sobie jeden z najcenniejszych zabytków świata islamu – Wielki Meczet. Został on zbudowany w VII wieku, jeszcze za życia Mahometa, i jest najstarszym meczetem w Jemenie oraz jednym z najstarszych na świecie. Jego budowa rozpoczęła się między 630 a 715 rokiem. Starsze od niego są jedynie meczety w Medynie i Mekce.
Wielki Meczet w Sanie ma charakterystyczny minaret i kamienne mury ozdobione arabeskami. Jest nie tylko miejscem modlitwy, ale też centrum życia społecznego i kulturalnego, gdzie odbywają się wykłady i spotkania. Meczet ma długą historię i był świadkiem wielu wydarzeń w dziejach Jemenu. Podczas piątkowych modlitw gromadzi się tu dużo wiernych, a recytacje Koranu tworzą wyjątkową atmosferę.
Podczas prac remontowych w meczecie odkryto najstarszą znaną i nienaruszoną kopię Koranu, która zawiera wersety różniące się od współczesnej wersji. W meczecie odnaleziono również tysiące arabskich rękopisów związanych z początkami islamu, które stanowią bezcenne źródło wiedzy o historii tej religii.
Pewnego dnia, w piątkowe popołudnie, elegancko ubrany mężczyzna, wybierający się do meczetu, zainteresował się naszym aparatem fotograficznym. Jego ciekawość i otwartość były dla nas kolejnym dowodem na to, jak życzliwi są Jemeńczycy.







Dar al-Hajar


Podczas wycieczki za miasto warto zobaczyć Dar al-Hajar, spektakularny pałac wzniesiony na szczycie ogromnej skały. Powstał w latach 30. XX wieku jako letnia rezydencja islamskiego przywódcy duchowego, Imama Yahyi. Chociaż został zamordowany w 1948 roku, jego niezwykły dom przetrwał jako muzeum, które chętnie odwiedzają zarówno turyści, jak i miejscowi.
Dar al-Hajar znajduje się około 15 kilometrów na północny zachód od Sany, stolicy Jemenu, w malowniczej dolinie Wadi Dhar. Pałac wznosi się na szczycie ogromnej, samotnej skały, która wyrasta z otaczającego krajobrazu, co sprawia, że budowla wygląda niezwykle efektownie i majestatycznie na tle gór i pustyni. To popularne miejsce wycieczek zarówno dla turystów, jak i mieszkańców Jemenu, chętnie odwiedzane ze względu na swoje historyczne i architektoniczne walory.
Wszyscy prosili o wspólne zdjęcia, chętnie pozowali i wspólnie z nami oglądali efekty. Mam całą serię zdjęć z dziewczynami z zakrytymi buziami. Najważniejsze, że wszyscy wspaniale się tym bawiliśmy.
W tamtym czasie telefony komórkowe były proste i nie miały aparatów fotograficznych. Może właśnie dlatego pozowanie do zdjęć sprawiało im taką radość. Chętnie ustawiali się przed obiektywem, a potem z uśmiechem oglądali siebie na wyświetlaczu aparatu, ciesząc się tą wyjątkową chwilą.












Paradowałam w dżalabiji, tradycyjnym, luźnym stroju noszonym zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn, co okazało się niezwykle wygodne i praktyczne w gorącym klimacie. Na szczęście mój strój wzbudzał sympatię wśród kobiet, które z uśmiechem spoglądały w moją stronę. Dzieci, pełne radości, wołały wesoło: „Sura, sura, sura!” (zdjęcie).

Kuchnia Jemenu – co się je w Sanie

Posiłki były zapiekane w metalowych menażkach lub w glinianych garnkach i podawane bezpośrednio w nich — co dodawało im wyjątkowego smaku i aromatu. Fasulja, czyli gęste danie z fasoli duszonej w pomidorach i przyprawach, serwowana była już od śniadania, ponieważ była pożywna i bogata w białko — tak jak w wielu innych biedniejszych krajach Bliskiego Wschodu.
Kurczak pieczony nad ogniem miał intensywny, dymny smak, który trudno zapomnieć. Do tego podawano niezwykle świeże sałatki z pomidorów, ogórków i ziół, często doprawione sokiem z cytryny i oliwą z oliwek. Nieodłącznym elementem posiłku był także chleb tandoor — cienki, lekko chrupiący, idealny do nabierania potraw.
Pewnego razu zjedliśmy pyszną rybę z hummusem w małej, lokalnej restauracji. Danie przygotowano wyłącznie z produktów kupionych na pobliskim targu przez naszego kierowcę. Ryba była grillowana na otwartym ogniu, soczysta i aromatyczna, a połączenie jej ze świeżym hummusem do dziś pozostaje jednym z moich ulubionych smaków Jemenu.
Na stołach rozkładano wielkie bele foliowe w kolorowe kwiatki lub paseczki — odrywało się tyle, ile potrzeba, by przykryć blat i ułatwić sprzątanie. Obok zawsze stała miska z wodą do mycia rąk oraz pachnące serwetki, ponieważ sztućce były rzadkością. Do jedzenia służyły ręce — a konkretnie prawa dłoń — zgodnie z tradycją, która nakazuje jeść tylko prawą dłonią jako znak szacunku i czystości.
Raz wprawiliśmy kucharza w osłupienie graniczące z zakłopotaniem, prosząc o łyżkę do zupy o nazwie salt. Mieli tylko jedną, więc jedliśmy na zmianę z jednej miski — co w lokalnej kulturze jest wyrazem bliskości i zaufania.
Często jadaliśmy też z Jemeńczykami, którzy chętnie dzielili się swoimi posiłkami, zapraszając nas do wspólnego stołu i pokazując, jak ważne są w ich kulturze wspólnota i gościnność. Te chwile stały się jednymi z najpiękniejszych wspomnień z naszej podróży.
Przechodząc ulicami, widywaliśmy ludzi jedzących na zewnątrz, bo tam życie toczy się w grupie, na świeżym powietrzu. Bardzo często zapraszali nas, „niewiernych”, do wspólnego posiłku. Odłamywaliśmy kawałek chleba, wymienialiśmy uśmiechy i dzieliliśmy tę chwilę. Chleb, bardzo podobny w smaku do naan, zawsze podawano gorący, prosto z pieca. To był świat, w którym nieznajomych przyjmowano z wielką ciekawością i życzliwością.
Jednak osoby, które nigdy nie były w żadnym arabskim kraju ani nie poznały żadnego Araba, często boją się ich panicznie. A prawda jest taka, że prędzej w Polsce można oberwać za kolor skóry niż wtedy w Jemenie czy obecnie w Indiach.
Tradycyjne jemeńskie dania
Mandi to jedna z najważniejszych potraw w Jemenie. Składa się z ryżu gotowanego z mięsem (najczęściej jagnięciną lub kurczakiem) w specjalnym piecu ziemnym. Mięso staje się bardzo miękkie i aromatyczne dzięki długiemu gotowaniu z przyprawami i dymem.
Saltah uznawana jest za narodowe danie Jemenu. To gęsty gulasz z mięsa, warzyw i przypraw, często podawany z pastą z kozieradki (hilbeh), która nadaje mu intensywny smak i charakterystyczną, lekko spienioną konsystencję.
Malawah to jemeński, warstwowy placek smażony na patelni. Podaje się go najczęściej z miodem, serem albo w wersji wytrawnej z pomidorami i jajkiem. Jest szczególnie popularny na śniadanie.
Kubaneh to drożdżowe, maślane pieczywo pieczone przez wiele godzin. Ma miękką, lekko słodką strukturę i zwykle je się je z miodem lub dodatkami przyprawowymi.
Zurbian to odmiana ryżu z mięsem, podobna do mandi, ale częściej przygotowywana na specjalne okazje. Jest intensywnie przyprawiona i często podawana podczas uroczystości rodzinnych.
Jemeńska kawa (qahwa) ma długą tradycję i jest jednym z elementów kultury tego regionu. Przygotowuje się ją zazwyczaj w lekkiej formie, często z dodatkiem kardamonu, i podaje w małych filiżankach.
Qat nie jest potrawą, ale stanowi ważny element codzienności w Jemenie. Są to liście rośliny o działaniu pobudzającym, żute podczas spotkań towarzyskich, szczególnie wśród mężczyzn.



Po wypchanym policzku widać, że zbliża się popołudnie, chłopak zaczyna żuć qat.

Jemeńska używka – Qat


Qat (czuwaliczka jadalna) to łagodny narkotyk, podobno nieuzależniający. Mętny wzrok i dziwna wierność temu kosztownemu nawykowi wskazują, że w praktyce dzieje się coś więcej: za cenę paczuszki qatu można nakarmić całą rodzinę, co jest jedną z przyczyn dotkliwej biedy w regionie.
Żucie qatu to rytuał trwający całe popołudnie. Mężczyźni zbierają się w grupy i wpychają liście do policzków, co wygląda komicznie — jakby wszyscy razem puchli. Skoro brak alkoholu, mężczyźni znaleźli inne rozwiązanie: niektórzy przynoszą nawet zmielony qat, by ułatwić sobie ten proces.
Qat (Catha edulis) to roślina, której liście zawierają alkaloidy — przede wszystkim katynon i katynę — o działaniu pobudzającym podobnym do amfetaminy, choć znacznie łagodniejszym. Żucie qatu wywołuje uczucie euforii, zwiększa czujność i poprawia nastrój, ale może też prowadzić do bezsenności, suchości w ustach i problemów z apetytem. Choć uważa się go za „łagodny narkotyk”, jego regularne używanie może prowadzić do uzależnienia psychicznego.
Badania wskazują również, że qat wpływa na układ sercowo-naczyniowy: podnosi ciśnienie krwi i zwiększa ryzyko chorób serca. Społecznie koszt codziennego żucia qatu jest ogromny — wielu Jemeńczyków wydaje na niego znaczną część domowego budżetu, co pogłębia biedę i problemy ekonomiczne w kraju.
Mimo tych negatywów qat pełni też ważną rolę społeczną: żucie liści to rytuał integrujący mężczyzn, będący okazją do rozmów, wymiany informacji i budowania więzi, zwłaszcza w regionach, gdzie alkohol jest zakazany lub społecznie nieakceptowany.
Jacy są Jemeńczycy?

Rozczuliły mnie dzieci, które wołały: „Sadik, mumkin sura!” — „Przyjacielu, mogę zdjęcie?” Zwracały się do mnie per „sadik”, co było niezwykle serdeczne. Tak zaczynały każde zdanie, z uśmiechem i uprzejmością. Co ciekawe, nikt nigdy nie prosił o pieniądze — to była czysta radość z chwili i wspólnego zdjęcia.

Prawidłowo wyglądający mężczyzna w Sanie stolicy Jemenu ubiera się w futę.
Kiedy przysiedliśmy na chwilę odpoczynku, wszyscy śmiali się z Krzysia, bo jambiji nie nosi się na spodnie! Z uśmiechem tłumaczyli nam zawiłości męskiej mody, cierpliwie wyjaśniając, jak powinno się nosić ten tradycyjny strój. Wzbudziliśmy niemałe zainteresowanie – wszyscy patrzyli na nas z życzliwością i wyrozumiałym uśmiechem.

Po krótkiej naradzie odważyli się podejść, by poprosić o wspólne zdjęcie. Jeden z nich był ubrany w dżalabiję, a drugi w futę, co dodawało całej scenie jeszcze więcej charakteru.
To, co zapamiętałam najmocniej, to ich naturalna życzliwość: dzieci mówiły do mnie „sadik”, dorośli cierpliwie tłumaczyli, jak nosi się tradycję, a prośba o wspólne zdjęcie nie była „interesem” — tylko szczerym pragnieniem bliskości. Kiedy jambija i strój stają się tematem rozmowy, widać, że to nie rekwizyty z innej epoki, tylko część codziennej tożsamości. A my, jako goście, mogliśmy poczuć się tam po prost mile widziani.
Sana nocą – jak wygląda stolica Jemenu po zmroku


Sana jest szczególnie zachwycająca wieczorem, gdy zapalają się światła, można się przenieść w średniowieczną rzeczywistość.
Wieczorem zaczynały się prawdziwie bajkowe widoki. Wchodziliśmy na dach hotelu, by obserwować zachód słońca nad Saną, podczas gdy nad miastem rozlegał się śpiew muezinów dochodzący z licznych meczetów. Te chwile wypełniały nas zachwytem i spokojem.
Pewnego razu zaczepił nas miły mężczyzna. Zapytał z ciekawością, skąd pochodzimy, a gdy usłyszał odpowiedź, z radością zawołał: „Zapraszam do mojego sklepu, tam siedzi kilku Polaków!”
Okazało się, że to studenci arabistyki z Warszawy, którzy przyjechali na pół roku, by uczyć się języka. Spotkanie z rodakami w tak odległym miejscu dodało naszej wyprawie jeszcze więcej wyjątkowości.

Meczet Saliha

Meczet widoczny na tle gór i pięknie oświetlony w nocy .
Inicjatorem budowy najnowocześniejszego meczetu w Sanie stolicy Jemenu był były prezydent, Ali Abd Allah Salih, który został zamordowany w grudniu 2017 roku. Meczet powstał z myślą o promowaniu umiarkowanego islamu, dlatego w czasach, gdy turyści mogli jeszcze odwiedzać Jemen, był dla nich otwarty.
Jego wizerunek zdobi rewers banknotu o nominale 250 riali, a koszt budowy wyniósł aż 60 milionów dolarów. To imponujące dzieło architektury stało się symbolem nowoczesności i otwartości w Sanie.

Sana obserwowana ze starej twierdzy.

Jemeńskie wesele

Wracaliśmy z wycieczki za Sanę, gdy nagle na drogę wybiegli ludzie z karabinami na ramionach, zatrzymując nasz samochód. Mimo tej niespodziewanej sytuacji, mieliśmy ogromne zaufanie do naszego kierowcy, więc nawet nie zdążyłam się przestraszyć.
Okazało się, że chcieli nas zaprosić na wesele. Zauważyłam, jak bardzo starali się zrobić na nas wrażenie – popisywali się muzyką i tańcami, chcąc wypaść jak najlepiej. To była niezwykła przygoda, pełna radości i lokalnych tradycji.
Później widzieliśmy jeszcze kilka takich wesel na ulicach stolicy, ale nikt nas już nie zaprosił. Tamto pierwsze pozostanie niezapomniane.

Kapela weselna przygrywała
Pan młody miał na sobie elegancki pas i chustę, prezentując się bardzo dostojnie. Jednak jego wybranka była nieobecna – świętowała gdzieś indziej, w gronie samych kobiet. Ciężko było nie zastanawiać się nad jej wiekiem.
Ci, których poznałam bliżej, mieli aranżowane małżeństwa, ale nie z dziećmi. Wciąż jednak ta tradycja budzi mieszane uczucia, szczególnie w kontekście różnic w kulturze i podejściu do tych kwestii.


Jemeńskie tradycje weselne – taniec z jambijami

Jemeńskie wesela trwają kilka dni i są podzielone na części dla mężczyzn i kobiet – pan młody i goście bawią się osobno, a panna młoda świętuje w gronie kobiet. Muzyka gra na tradycyjnych instrumentach, a mężczyźni tańczą wojowniczy taniec bara’a z mieczami lub kijami. Pan młody nosi jambiję – zakrzywiony sztylet-symbol honoru, a panna młoda zakłada kolorowe, haftowane sukienki.
Podczas uroczystości starsi błogosławią parę młodą, a goście dają prezenty, najczęściej pieniądze lub biżuterię. Wesele to ważne wydarzenie dla całej społeczności, czas jedzenia, śpiewu i spotkań. Choć tradycje są silne, młodzi coraz częściej wybierają mniejsze uroczystości, zachowując najważniejsze elementy.
Historia Sany i Jemenu – Arabia Felix
Jemen, znany w starożytności jako Arabia Felix – Arabia Szczęśliwa – leży na terytorium legendarnego królestwa Saby, które istniało już w VI wieku p.n.e. To żyzna kraina, słynąca niegdyś z produkcji kadzidła i mirry. Co więcej, Sana jest jednym z najstarszych nieprzerwanie zamieszkanych miast na świecie – jej historia sięga dwóch i pół tysiąca lat! Legenda głosi, że miasto zostało założone przez syna Noego.
Marib i królestwo Saby
Erich von Daniken – szwajcarski autor kontrowersyjnych teorii o starożytnych astronautach – w książce „Wszyscy jesteśmy dziećmi Bogów” wspomina, że Starożytny Rzym założono około 733 roku p.n.e., a słynne miasto Majów – Tikal – powstało sto lat wcześniej. Początki Aten sięgają mniej więcej 1500 roku p.n.e., natomiast Jerycho, jedno z najstarszych miast na świecie, zbudowano prawdopodobnie około 6000 roku p.n.e.
„Czy istnieją jeszcze starsze miasta na naszej planecie? To całkiem możliwe, ponieważ według arabskich kronikarzy Sana jest najstarszym miastem świata. Legenda głosi, że zostało ono założone zaraz po opadnięciu wód potopu biblijnego przez Sema, syna Noego.”
To dzięki Danikenowi zainteresowaliśmy się miejscami, które są wymienione w Biblii. Jednak już w tamtym czasie wiele miejsc było zamkniętych dla osób z zewnątrz, bo ataki terrorystyczne były wielkim zagrożeniem.
Marib, starożytna stolica Jemenu, wciąż kryje w sobie tajemnice biblijnej przeszłości. W ruinach miasta można znaleźć pozostałości tamy, dzięki powstawały oazy rozciągające się na tysiące kilometrów. Było to osiągnięcie inżynieryjne na skalę niespotykaną w tamtych czasach.
System irygacyjny w Marib był tak zaawansowany, że jego pozostałości widoczne są do dziś. Budowa wielkiej tamy pozwoliła zamienić pustynny krajobraz w kwitnące doliny – to właśnie ta żyzność dała Jemenowi przydomek „Arabia Felix”, czyli Arabia Szczęśliwa.
Sana w literaturze i teoriach o starożytnych cywilizacjach
Marib jest także nierozerwalnie związane z legendarną królową Saby, Bilkis, znaną ze Starego Testamentu. Królowa Saby, czczona zarówno w Koranie, jak i w Biblii, jest symbolem kobiecej mądrości i niezależności – władczyni, która nie zawahała się wyruszyć w daleką podróż, by spotkać króla Salomona, słynącego z mądrości i bogactwa.
Ich syn, Menelik, został pierwszym władcą Etiopii i jest łączony z tajemniczym zaginięciem Arki Przymierza. Ta historia ma również swoje odbicie w ruchu Rastafari, który nawiązuje do dziejów Menelika jako symbolu afrykańskiej dumy.

Tu był nasz hotel, i widok z okna.

Sana stolica Jemenu i hotel Kaisa


Gotowali dla nas chłopcy z hotelu Sana Night Hotel
Właściciel hotelu Sana Night Hotel – Kais, zadbał o to, aby nasza podróż po Jemenie była zarówno atrakcyjna, jak i bezpieczna. Uzyskał dla nas wszystkie niezbędne pozwolenia, które musieliśmy okazywać w różnych miejscach, i polecił zaufanego kierowcę. Niestety, nie wszędzie mogliśmy dotrzeć – Marib było już wtedy zbyt niebezpieczne.
Kais rezerwował dla nas hotele i dbał o nas, nawet z daleka. Polecieliśmy samolotem do Sayun, by zobaczyć „Manhattan pustyni”, który znajduje się na liście UNESCO. Mimo że minęło wiele lat, Kais nadal utrzymuje z nami kontakt. Chociaż jest muzułmaninem, co roku przesyła nam życzenia na Boże Narodzenie.
Niedawno napisał do nas z prośbą o pomoc – musiał opuścić swój dom i ratować rodzinę, zabierając żonę i trzy córeczki do rodziny na wieś. Mam nadzieję, że są inne osoby, do których również może się zwrócić o wsparcie. Przez lata gościł wiele grup organizowanych przez biura podróży, a także gościł studentów, takich jak włoski młodzieniec, który mieszkał u niego przez całe miesiące. Niestety, nasz sadik stracił swój hotel.
Oczywiście, zawsze było niebezpiecznie – w tamtym czasie zamordowano kilku turystów. Walki plemienne, Al-Kaida, cały ten niezrozumiały konflikt to rzeczywistość, która dotyka kraj, ale jest daleka od zwykłych ludzi. Oni, tak jak my, pragną jedynie żyć w pokoju, cieszyć się codziennością i dzielić swoją gościnność z innymi.
Arabska wiosna i współczesna historia Jemenu
W tamtym czasie Kais — gospodarz, z którym utrzymywaliśmy kontakt podczas podróży — stał się bohaterem dokumentu „Rewolucjonista mimo woli”, prezentowanego na Berlinale. Film jest poruszający właśnie dlatego, że nie ma w nim patosu. Nie dostajemy opowieści o kimś, kto świadomie wybiera rolę politycznego lidera. Raczej obserwujemy, jak ktoś reaguje na kryzys w jedyny sposób, jaki potrafi: biorąc odpowiedzialność za bliskich, organizując życie tak, by przetrwać, i starając się nie tracić ludzkiej wrażliwości.
W 2026 roku Jemen pozostaje krajem dotkniętym konfliktem i kryzysem humanitarnym. Wiele regionów nadal mierzy się z niepewnością bezpieczeństwa, ograniczeniami w dostępie do usług podstawowych i konsekwencjami wieloletniej wojny. Jednocześnie życie społeczne trwa — ludzie pracują, pomagają sobie nawzajem i próbują odbudowywać normalność mimo trudnych warunków.
Czy można teraz jechać do Jemenu?
Pomimo swojego piękna i historycznego znaczenia, Sana jest obecnie niedostępna dla turystów z powodu trwającego konfliktu zbrojnego w Jemenie. Wojna domowa, która rozpoczęła się w 2014 roku, doprowadziła do poważnego kryzysu humanitarnego. Miasto, będące jednym z głównych punktów konfliktu, stało się miejscem niebezpiecznym dla mieszkańców i zamkniętym dla odwiedzającym. Ale można dojechać do Wadi Hadramaut.
Wadi Hadramaut – dolina, do której wciąż docierają podróżnicy
Wadi Hadramaut to rozległa dolina we wschodnim Jemenie, gdzie znajdują się takie miejsca jak Shibam, Seiyun, Tarim czy Wadi Dawan. To jeden z najbardziej charakterystycznych regionów kraju, znany z glinianej architektury i oaz palmowych.
Choć Jemen pozostaje krajem dotkniętym konfliktem, właśnie ten region bywa odwiedzany przez podróżników podróżujących w zorganizowany sposób, zazwyczaj z lokalnym wsparciem i przewodnikami.
Najczęściej do Wadi Hadramaut dociera się z Omanu — przez Salalah i przejście graniczne w kierunku miasta Seiyun. Stamtąd podróż odbywa się już drogą lądową, między poszczególnymi miastami doliny, takimi jak Shibam czy Tarim. Alternatywnie możliwe są ograniczone połączenia lotnicze do Seiyun, w zależności od aktualnej sytuacji w regionie.
To właśnie ta część Jemenu pokazuje najciekawszą stronę kraju — z tradycyjną zabudową, która przetrwała setki lat.
Mieliśmy okazję dotrzeć również do Wadi Hadramaut podczas naszej podróży po Jemenie. Przemieszczaliśmy się między oazami i glinianymi miastami, gdzie życie toczy się w zupełnie innym rytmie niż w dużych metropoliach. Największe wrażenie zrobiły na nas Shibam i jego charakterystyczne wieżowce z gliny, które wyglądają jak „Manhattan pustyni”.
W dalszej podróży podziwialiśmy ufortyfikowane wioski na szczytach gór, jednak to Sana zrobiła na nas największe wrażenie. Ta relacja jest dla mnie bardzo ważna, bo chciałam pokazać sielski i przyjazny islamski kraj i dobrych ludzi.
Zajrzyjcie koniecznie do wpisów z Arabii Saudyjskiej.
Dziękuję za wspólną podróż po Jemenie – kraju pełnym kontrastów, piękna i niezapomnianych chwil. Mam nadzieję, że kiedyś znów będzie można odkrywać jego uroki w spokoju i bezpieczeństwie.
Zapraszamy do innych wpisów z Jemenu.
Zapraszam do obserwowania.
27 komentarzy
Mam w moim dosc bliskim sasiedztwie dwie rodziny pochodzace z Jemenu. Jedni z nich ciagle maja tam rodziny wiec zawsze pytamy czy sa bezpieczni. Narazie tak, ale tak jak piszesz wyjechali na wsie bo tam bezpieczniej niz w miastach.
To straszne co sie tam dzieje i boli, ze ludzie ludziom gotuja taki los… jeszcze bardziej boli jak patrze na udzial Ameryki w tym wszystkim…
Mieliscie szczescie, ze udalo Wam sie odwiedzic Jemen jeszcze przed wojna.
I bardzo mi sie podoba, ze oboje z mezem w czasie Waszych wedrowek nosicie regionalne stroje, albo chociaz ich akcenty.
To bardzo pozytywnie swiadczy o Was i ciesze sie, ze mialam okazje Cie poznac chocby tylko wirtualnie :***
Byliśmy tam 4 tygodnie, mam materiałów na cały cykl i wielką ochotę, żeby to zrobić. Widoki spektakularne i najpiękniejsze jakie widziałam w życiu. Największy żal czuję patrząc na dzieci, takie ufne wtedy i szczęśliwe. Nie pojmuję jak można być nieczułym na krzywdę kogoś tak bezbronnego i bronić wstępu do kraju, skoro sami jeszcze tkwimy we wspomnieniach podobnej wojny. Podróże zmieniają życie i percepcje, banał, ale jakże prawdziwy. Już mamy czapki rastafariańskie, jaka szkoda, że się miniemy o włos. Pozdrawiam serdecznie.
Kochana wejdz do mnie i w mojej linkowni kliknij nie na tytul bloga, ale tytul notki, zobaczysz co sie otworzy. Mam wrazenie, ze cos pomieszalas w procesie udoskonalenia i byc moze Ty tego nie widzisz, ale jest widoczne w linkach i jak ktos wchodzi z linkow to moze byc zupelnie zdezorientowany. A potem mozesz usunac ten komentarz:)) bo nic on nie wnosi w temacie notki, ale wydaje mi sie tak szybciej niz email.
Szablon się rozjechał, walczę z tym własnie, dziękuję, juz idę .
Dzień dobry, Eulampio!Jestem absolutnie zachwycona Twym reportażem z Jemenu – rewelacyjnymi zdjęciami, ciekawym opisem tego Manhattanu pustyni, serdecznoscia i wrażliwością, z jaka piszesz o tych pięknych, egzotycznych ludziach. Jaka szkoda, że ta baśniowa rzeczywistosc już nei istnieje, jaka szkoda, że ci niezwykli, fascynujący ludzie nie mogą już zyc po staremu w znanej sobie, bezpiecznej rzeczywistości. Straszne rzeczy dzieja sie na świecie, tyle jest bezzasadnej wrogości i niezrozumienia. Zamiast cieszyć sie tą kulturową róznorodnością, zamiast czerpać z niej natchnienie – niszczymy ją, szkalujemy, wyszydzamy i obrzydzamy…
Dziękuję za Twoje cudowne opowieści. Jestem nimi poruszona i zachwycona!:-)***
I jeszcze a propos zamieszania z postami. Ode mnie widać, jakbyś opublikowała kilka postów jeden po drugim w tym samym czasie.Dopiero jak siewejdzie do Ciebie, widać, że jest wszystko ok, tylko układ strony znowu sie troche zmienił…
Jesteś kochana Olu, dlatego choćbym miała pisać tylko dla dwóch osób: Ciebie i Matki Chrzestnej bloga- Star, to warto. Człowiek wtedy naprawdę się czymś cieszy, jeżeli może się tym podzielić z zyczliwym odbiorcą. Dziękuję za wsparcie i zachęty. Bez Waszych ciepłych komentarzy dawno bym zwątpiła w sens tego co robię. Pisanie sprawia mi wiele przyjemności a powrót do tamtych miejsc uaktywnia mocno pamięć. Manhattan pustyni dopiero będzie, średniowieczne miasto złozone z wiezowców do 16 pięter! Dzikie wielbłądy i ludzie, którzy nigdy nie widzieli Europejczyków, stawali i bez słowa patrzyli. Pozdrawiam serdecznie.
Autorka szablonu mi podpowiedziała jak naprawić, ciągle się uczę czegos nowego.
Myslę, że na tym polega idea i przyjemność blogowania, że pisze się dla siebie i dla innych. Dla siebie, bo to coś w rodzaju pamiętnika albo "przypomnika", uaktywniajacego pamięć, nie pozwalajacego by nasze najważniejsze chwile minęły, jakby ich nigdy nie było. A dla innych, bo cieszy człowieka, gdy znajduje oddźwiek w czyims sercu, gdy odnajduje sie w ludziach podobną wrażliwość, gdy reagują żywo na to, co piszemy, czyli na nas samych. Bo to przecież my jesteśmy w tym pisaniu. Bardzo ważny kawałęk nas.
Wkładasz mnóstwo czasu i pracy w to pisanie. Twoje posty są świetnymi, obszernymi reportażami podrózniczymi.I osobistym spojrzeniem na inne strony świata, ludzi tam mieszkajacych i ich sprawy. Dobra robota, Eulampio!:-)***
Dziękuję Olu. W tamtym świecie poznałam jak to jest być inną, taką, na którą wszyscy patrzą, dziwia się i zastygają.
Wróciłaś więc do Jemenu, opisałaś tym razem. Z przyjemnością i przerażeniem patrzę na piernikowe budowle. Z przyjemnością jaką daje obcowanie z pięknem i przerażeniem, bo to wszystko dzisiaj wygląda zupełnie inaczej. A dzieci? Dzieci ze zdjęć, widać, że niektóre biedne, w niedopasowanych ubraniach, te pewnie pierwsze umierały z głodu. Musi Cię to strasznie boleć i poruszać, przecież osobiście poznałaś tych ludzi. Dobrze, że chciałaś i mogłaś pomóc. Dziękuję za piękny reportaż.
Łucjo, dziękuję, że tu zajrzałaś, liczyłam na to. To Ty mnie zainspirowałaś, żeby zrobić to porządnie. Ucieszyłam się, że jest ktoś, kto chętnie posłucha. Mam nadzieję, że wielu ludzi wyjechało z miasta. Te dobrze ubrane dzieci były ze stolicy, te biedne spotkałam za miastem, dlatego mam gorąca nadzieję, że jakoś przezyły. Biedne, pracowite dzieci, wpatrujące się w nas jak w przybyszy z kosmosu. Mieliśmy jakieś długopisy, gumy do zucia, cukierki. Ludzie tam są bardzo pracowici, na zboczach gór tworzą tarasy i uprawiają ziemię. Na wsi zawsze da się jakoś przetrwać. Najgorsze jest to, że w Jemenie teraz od kilku miesięcy szaleje cholera. Mam zamiar napisać jeszcze kilka postów o Jemenie, bo największe cuda czekają. Oman jest dostępny turystycznie, nawet jambije tam nosza, ale ani w połowie nie jest tak piekny. Pozdrawiam serdecznie:)
Eulampio, to ja Ci dziękuję. Uważam że bardzo mądrze robisz, pisząc teraz o świecie arabskim. W tych czasach klaustrofobii i strachu, wynikającego z totalnej niewiedzy, jest to ważne.
W Hiszpanii, Grecji, na południu Francji też można zobaczyć kamienne tarasy na zboczach gór, układane przez pokolenia pod oliwki i winnice. Ale to czasy zamierzchłe, teraz w naszej pseudo cywilizowanej Europie pracowitych ludzi można szukać z przysłowiową świecą. Wiem coś o tym prowadząc gospodarstwo. Właściwie niezły temat na osobny post.
Mam nadzieję, że te dzielne dzieci przeżyły, mówisz, że miały szansę, paradoksalnie biedna wieś dała taką możliwość. Słyszałam o epidemii cholery. Ale zauważyłam też, że w mediach (nie mam telewizora ale chodzi mi o gazety i internet) to co dzieje się w Jemenie nie istnieje, dużo mówi się o Syrii, może jest bardziej medialna. To wszystko jest dość przerażające.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i pisz koniecznie!
Ubolewam nad tym, że niewielki zasięg ma to moje pisanie i nie poruszę sumień tych, którzy walczą o nie wpuszczanie uchodzców do Polski. Ale może ktoś przeczyta, zobaczy te biedne, zawstydzone dzieci, sumienie drgnie i jak nie zechcą pomóc, to chociaż zamilkną. Ludzie słuchają łatwych wyjaśnień, rozdmuchanych opowieści o zagrożeniach. Są podatni na manipulacje, zapominając co Kościół zrobił z kulturą Majów, Azteków, Inków.
Zastanawiałam się jak sobie radzisz, czekam na ten specjalny post. O Jemenie wiem tyle, co wyszukam, też nie mam telewizora, wiadomości oglądam w komputerze. Również pozdrawiam serdecznie Łucjo.
Świetny post. Otwiera oczy. Złapałem się na tym, że oglądam blogi podróżnicze i czytam o miejscach, gdzie jest tak pięknie i wspaniale, ale dopiero teraz, gdy trafiłem na tego posta widzę jak ważne jest pamiętanie o tych mniej turystycznych miejscach. Dzięki i powodzenia w dalszym pisaniu!
Ja również zycze powodzenia w dalszym pisaniu. Jemen obecnie nie jest dostępny dla turystów, ale mam nadzieję, że znowu będzie, bo jest niezwykle piekny. Własnie układam zdjęcia do nowego wpisu.
ależ piękna ta Sana! Te białe zdobienia sprawiają, że budynki wyglądają jak domki z piernika ;) dzięki Twojemu opisowi czułam klimat miasta, dziękuję :)
Z przyjemnością:) Ciesze się, że Tobie też się podobało.
Strasznie smutne jest to, że wojny wyniszczają takie ciekawe miejsca. Niewyobrażalne cierpienia ludziom fundują ich rodacy tak naprawdę, a obce państwa wspierają jednych, a niszczą drugich.
Kultura z tamtych rejonów bardzo mnie ciekawi, jednak zal tych młodych dziewczynek, żal kobiet…
Pięknie opisałaś tę wyprawę. Naprawdę czytałam z przyjemnością :)
Dziękuję Ci i bardzo się cieszę. Zawsze obrywają kobiety, okrutny świat. Ale też chciałam pokazać, że to normalni ludzie, sympatyczni i niekoniecznie wszyscy musza być przemocowcami. Tak jak nie każdy Polak jest barankiem.
Strasznie szkoda tego pięknego kraju. Niestety, nie zdążyłem go zobaczyć. Teraz wiem, że te cuda przyrody będą długo ukryte przed naszymi oczami, a wspaniali ludzie naznaczeni piętnem wojny nie będą nigdy tacy sami. Dziękuję za serię wpisów przybliżających to, co na naszych oczach odchodzi w przeszłość.
I ja Tobie dziękuję za Syrię, jaka szkoda, aż boli, że ktoś te cuda zbeszcześcił. Oboje opisaliśmy te miejsca po długim czasie, całe szczęście, że zdjęcia przypominają jak było. Pozdrawiam:)
Piękne zdjęcia i smutny, dający do myślenia tekst. Szkoda Sany niszczonej przez saudyjskie rakiety, a jeszcze bardziej szkoda ludzi. Sytuacja równie beznadziejna jak w Syrii. O wojnie w Jemenie w polskich mediach nie mówi sie niestety prawie wcale – tak jakby świat o tych ludziach zapomniał.
ps. Niesamowita jest architektura stolicy Jemenu. Trochę przypomina mi turecki Mardin. Jednak Sana zdecydowanie bardziej magiczna. Pozdrawiam i zazdroszczę (w sensie pozytywnym) tej wyprawy!
Cieszę się, że przeczytałeś ten post, bo dla mnie jest wyjątkowy. Ostatnio podróżuję po Ameryce Południowej, bo mieszkam w USA, ale pierwsze wyprawy były na Bliski Wschód i zakochałam się w tych pustynnych terenach i ludziach. Wyjątkowa Sana, niezwykły Jemen, każdy chciał pogadać, prosił o zdjęcie, częstował, zapraszał do jedzenia ze wspólnej miski. Ale nie był to bezpieczny świat, bo w tym czasie zamordowano wolontariuszy ze szpitala, ktorzy zrobili wycieczkę w nieodpowiednim miejscu. Ja co jakis czas wyszukuję wiadomości i serce się ściska z żalu, bo pamietam te dzieciaki biedne. Łatwo było się tam dostać, samolot z Frankfurtu i kilka godzin lotu.
Spaniały świat i jakie super zdjecia
Dziękuję Agnieszko:)
Dziekuję za ten reportaż. Bylam kilka razy na Sokotrze, mam znajomego Jemeńczyka, który szuka swojego miejsca w „cywilizowanym” świecie. Moim marzeniem jest pojechac do Jemenu. pozdrawiam
Ja z kolei marzę o podróży na Socotrę. W czasach kiedy odwiedziliśmy Jemen już były organizowane wycieczki na wyspę, ale bez obecnych udogodnień. Teoretycznie wyjazd do Jemenu jest możliwy, widziałam nawet vlogi z Wadi Dawan. Niezbędna jest eskorta policji, ale w 2009 roku również nam towarzyszyli. Może podpowiem, że warto wybrać się do Arabii Saudyjskiej, która jest bardzo gościnna i bezpieczna, a przy granicy z Jemenem krajobrazy i architektura są jak z bajki. Opisałam nawet ten szlak. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz.