Moki Dugway w południowym Utah to jedna z najbardziej spektakularnych i wymagających dróg w USA, położona między Monument Valley a Valley of the Gods. Ten nieutwardzony odcinek prowadzący przez zbocza Cedar Mesa jest częścią trasy 261.
W tym wpisie pokażę, jak wygląda wjazd na Moki Dugway, opowiem o naszych doświadczeniach z przejazdu oraz podzielę się wrażeniami z punktu widokowego, który jest jednym z najpiękniejszych widoków na całej trasie.
SPIS TREŚCI
Jak wygląda przejazd Moki Dugway?

Moki Dugway to kręty, szutrowy odcinek drogi wykuty w zboczu płaskowyżu Cedar Mesa. Serpentyny są wąskie, pozbawione barierek, a widoczność bywa ograniczona — szczególnie przy mijaniu innych pojazdów na stromym zboczu.
Po drodze, odczuwa się wyraźną ekspozycję terenu i wysokość, która robi ogromne wrażenie nawet na doświadczonych kierowcach.
Sama droga Moki Dugway, pełna ostrych serpentyn i zakrętów, jest wykuta w pionowych ścianach klifu Cedar Mesa. Choć ma zaledwie około 5 kilometrów długości, przejazd nią potrafi zająć nawet godzinę — nie tylko ze względu na ostrość zakrętów, ale też na potrzebę skupienia i ostrożności na tak wymagającym szlaku.
Kiedy samochód wspinał się z mozołem po zboczu klifu, prawie przestałam oddychać, na szczęście wódz Ostra Strzała zachował zimną krew.
Serpentyny nie są zabezpieczone żadną barierką. Jeśli z góry nadjedzie inny pojazd, może nie starczyć miejsca na wyminięcie. A jednak ruszyliśmy i nie żałowaliśmy ani przez chwilę. Zobaczycie zaraz jakie widoki czekały w nagrodę za odwagę.
To miejsce to niemal kompletne pustkowie, niemal jakby przeniesione z innej planety — tak właśnie się wtedy czułam, otoczona surową, niemal mistyczną naturą, z dala od cywilizacji i codziennego zgiełku.
Podsumowanie: czy Moki Dugway jest bezpieczna?
Moki Dugway nie jest drogą dla każdego, ale przy dobrej pogodzie i zachowaniu ostrożności jest w pełni przejezdna. To szutrowa, stroma serpentyna bez barierek, która wymaga skupienia i spokojnej jazdy, jednak nie jest technicznie trudna. My mieliśmy zwykłego RAV4, bez żadnych modyfikacji terenowych, i poradziliśmy sobie bez problemu. Kluczem jest wolna jazda, trzymanie się swojego pasa i unikanie tej trasy podczas deszczu lub silnego wiatru. Jeśli nie masz lęku wysokości i lubisz surowe, dzikie krajobrazy — to jedna z najbardziej spektakularnych dróg w całym Utah.
Cedar Mesa i okolice Moki Dugway

Moki Dugway i Mexican Hat
Droga leży niedaleko Mexican Hat — małej miejscowości nazwanej od charakterystycznej formacji skalnej przypominającej sombrero. To tu zwykle zatrzymują się turyści odwiedzający Monument Valley. Na kamiennej postaci o małej główce leży wielki meksykański kapelusz — trudno o bardziej dosłowną nazwę.

Geologia Cedar Mesa
Cedar Mesa powstała około 270 milionów lat temu, w okresie permu. To ogromne pasmo skalne zbudowane głównie z piaskowca, które przez miliony lat było rzeźbione przez erozję. Dzięki temu dziś tworzy wielobarwne klify w odcieniach żółci, czerwieni i pomarańczy. Krajobraz wygląda jak żywy obraz — surowy, a jednocześnie pełen subtelnych detali.
Na płaskowyżu rosną jukki, dzikie kwiaty i aromatyczna szałwia, odporne na ekstremalne warunki pustynne. To roślinność, która nadaje temu miejscu charakter i zapach, którego nie da się pomylić z żadnym innym.
Uran i „Happy Jack”
W Cedar Mesa występują złoża żółto‑rudej rudy uranu. Dawniej wykorzystywano ją nawet do barwienia szkła na fioletowo. W latach 50. XX wieku, w czasie wyścigu zbrojeń, ciężarówki załadowane rudą regularnie kursowały z kopalni „Happy Jack” do przetwórni w Mexican Hat.
Ta dzika, niepozorna droga była wtedy częścią strategicznego łańcucha dostaw dla amerykańskiego programu jądrowego.
Kopalnia działała od lat 50. do 80. XX wieku. Pracownicy żyli w tymczasowych osadach, często w trudnych warunkach. Dziś pozostały po niej ruiny, które przypominają o czasach gorączki uranowej.

Ciekawostki historyczne z regionu Cedar Mesa i Moki Dugway
Lud Anasazi i ruiny Pueblo
Cedar Mesa to jedno z najważniejszych stanowisk archeologicznych na południu Utah. Znajdują się tu tysiące ruin osad i świątyń ludu Anasazi (Pueblo), z których wiele ma ponad tysiąc lat. To ślady zaawansowanej cywilizacji, która potrafiła budować systemy nawadniające i tworzyć ceramikę o unikalnym wzornictwie.
Droga Moki Dugway jako trasa transportowa
Moki Dugway powstała w latach 50. XX wieku jako droga dla ciężarówek przewożących rudę uranu. Wykuta w pionowych ścianach Cedar Mesa, była surowa, praktyczna i niebezpieczna. Dziś jest atrakcją turystyczną, ale jej pionierski charakter pozostał.
Indianie Ute i Navajo
Zanim pojawili się Europejczycy, tereny te zamieszkiwali Ute i Navajo. Ich tradycje, języki i związki z ziemią są ważną częścią historii regionu. To ich ścieżki, obozowiska i legendy tworzą kulturowy fundament Cedar Mesa.
Monument Valley w kulturze popularnej
Niedaleko stąd leży Monument Valley — symbol Dzikiego Zachodu. To tu John Ford kręcił swoje westerny, a charakterystyczne formacje skalne stały się ikoną amerykańskiej popkultury.
Skąd nazwa „Moki Dugway”?
Hiszpańscy osadnicy słowem Moki (lub Mokee) określali plemię Anasazi. Dugway oznacza krętą drogę wykutą w skale. Razem tworzą nazwę, która idealnie opisuje to miejsce.
Muley Point

Na szczycie Cedar Mesa krajobraz zaskakuje – po męczącej wspinaczce wąską, szutrową serpentyną Moki Dugway trafiamy na równinę tak płaską, jakby ktoś ją wygładził dłonią. I słusznie – po hiszpańsku „mesa” to właśnie stół. Stąd nazwa.
Piaszczysta droga UT-261 ciągnie się tu prosto jak z linijki. Po obu jej stronach rosną karłowate sosny, jałowce i szczotki pustynne – rośliny, które znoszą palące słońce i surowy klimat. Panuje cisza. Nie ma tu zasięgu, ani tłumów. Czas zwalnia, powietrze pachnie żywicą i pyłem.

Po kilku kilometrach skręcamy w lewo w Muley Point Road – nieutwardzoną drogę bez żadnego oznakowania. Na mapach Google jest, w rzeczywistości to po prostu wąska, szutrowa nitka prowadząca w nieznane.
Do Muley Point trzeba jechać około 5 mil (8 km), co zajmuje mniej więcej 20–30 minut, w zależności od warunków i auta. To nie jest droga dla pośpiechu – jest miejscami wyboista i wąska, ale przejezdna dla zwykłego samochodu osobowego przy suchej pogodzie. Warto jechać wolno i rozglądać się – po drodze można wypatrzyć sępy, króliki, a nawet samotne mustangi.

I wtedy nagle droga się kończy. A przed nami – przepaść, bezkres i widok na wieczność.
Z Muley Point rozciąga się zapierająca dech panorama: w dole widać Goosenecks of the San Juan River, płaskowyż Valley of the Gods, a w oddali dostojne sylwetki Monument Valley.
Powiedzieć, że widok zapiera dech, to nic nie powiedzieć. Na horyzoncie – w otoczeniu chmur i mgieł – rysuje się Dolina Monumentów w Arizonie.

Jesteśmy na wysokości 1800 metrów. Jak ktoś wie w która stronę patrzeć, to zauważy góry w Kolorado i Nowy Meksyk. Najbliższy widok otwiera się na spektakularne zakola rzeki San Juan – Goosenecks. Czyli gęsie szyjki.

Sceneria jest naprawdę oszałamiająca — surowa, monumentalna i pełna tajemnic. Ale to nie tylko zapierające dech w piersiach widoki skalnych formacji i wijącej się rzeki San Juan. To miejsce kryje w sobie historię, sięgającą setek lat wstecz.
Na tych ziemiach, ponad 750 lat temu, żył starożytny lud Pueblo — jedna z najstarszych i najbardziej zaawansowanych kultur rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Ich osady, wykute w skalnych niszach i klifach, są jednymi z najważniejszych archeologicznych świadectw przeszłości Stanów Zjednoczonych.
Ci ludzie doskonale znali surowość tego krajobrazu. Potrafili korzystać z zasobów natury, uprawiać ziemię na skalnych tarasach i prowadzić skomplikowane życie społeczne w izolacji od innych plemion. Ich kultura rozkwitała, tworzyli ceramikę, tkanie tkaniny, a także budowali imponujące systemy irygacyjne.
Jednak w około 1300 roku, po długim okresie suszy i nasilenia walk plemiennych, Pueblo opuścili te tereny. Szukali lepszych warunków życia i przenieśli się na południe — do dzisiejszego Nowego Meksyku i Arizony. Ta migracja była jednym z kluczowych momentów w historii rdzennych ludów Ameryki.
Spacerując dziś po tych ziemiach i obserwując ruiny oraz malowidła skalne, można poczuć więź z tymi dawnymi mieszkańcami i zrozumieć, jak silnie przyroda i czas kształtują losy ludzi.

Widok z Moki Dugway na Valley of the Gods

Dopiero w drodze powrotnej możemy się zatrzymać, żeby zrobić zdjęcia. Szalona droga wydaje się mniej przerażająca, kiedy patrzy się na Valley of the Gods – Dolinę Bogów.
Dolina Bogów jest niezwykle urokliwa, widać stąd jak przez jej środek wije się 17 – milowa droga. Majaczące w tle formacje do złudzenia przypominają te z Monument Valley, które opisałam wcześniej. To nasza kolejna opowieść na którą gorąco namawiam.

Goosenecks State Park

Właśnie ten niesamowity widok z Muley Point zawdzięczamy meandrom rzeki San Juan.
Ta rzeka – dziś niepozorna, wijąca się cicho w głębi kanionu – to dopływ rzeki Kolorado. Ale jej historia to nie historia łagodnego nurtu, lecz epicka opowieść o czasie i cierpliwości. Przez setki milionów lat – geolodzy szacują, że aż 300 milionów – woda krok po kroku, cząstka po cząstce, wycinała w skale swoje pętle. Każdy zakręt to dzieło setek tysięcy lat erozji, oporu i powolnego rzeźbienia.

Dziś patrzymy na efekt tej pracy: wymyślne łuki, które przypominają zakręcone gęsie szyje, głęboko wcięte w czerwony piaskowiec południowego Utah. To właśnie od nich pochodzi nazwa pobliskiego Goosenecks State Park.
Stałam ponad 300 metrów nad przepaścią, na krawędzi milczącego urwiska, i patrzyłam na ten krajobraz jak z innego świata. Myślałam o tym, że kiedyś – dawno temu – ta rzeka płynęła po płaskim terenie, zupełnie spokojnie, zanim ziemia zaczęła się podnosić i formować obecny płaskowyż.
W tym momencie znowu poczułam się jak pyłek na palecie czasu. Mała cząsteczka wobec ogromu natury, wobec setek milionów lat, które ukształtowały to miejsce. Nic nie znacząca, ale jednocześnie uprzywilejowana – bo mogłam tu być, zobaczyć to wszystko na własne oczy, poczuć ten wiatr i usłyszeć tę ciszę, która wydaje się starsza niż świat.
Park Goosenecks składa się z tego niezwykłego punktu widokowego. Oprócz tego jest parking, miejsce piknikowe i budka w której trzeba uiścić 5 dolarów za wstęp.

Jak dojechać do Moki Dugway i Goosenecks State Park (Utah)
Punkt wyjścia: Monument Valley To najczęstszy punkt startowy. Z Monument Valley do Goosenecks State Park jest około 30 mil (48 km), czyli mniej więcej 45 minut jazdy. Droga jest prosta, prowadzi przez otwartą pustynię i kilka małych osad.
Etap 1: Dojazd do Mexican Hat Z Monument Valley jedziesz drogą US‑163 na północ. Po około 20 milach (32 km) pojawia się Mexican Hat – maleńka miejscowość nazwana od skalnej formacji przypominającej sombrero. Jest tu stacja benzynowa, motel i kilka domów rozsianych po pustyni. Warto zatrzymać się na zdjęcie skały Mexican Hat – stoi tuż przy drodze, nie da się jej przegapić.
Etap 2: Goosenecks State Park W Mexican Hat skręcasz w lewo w UT‑261. Po kilku minutach jazdy, mniej więcej po 4 milach (6,5 km), odbijasz w prawo na UT‑316 prowadzącą do Goosenecks State Park. Ostatnie 4 mile to asfalt aż do samego punktu widokowego. Na końcu drogi jest duży, otwarty parking i panorama, która wygląda jak wycięta z mapy geologicznej – zakola rzeki San Juan wyżłobione przez miliony lat.
Etap 3: Dojazd na Moki Dugway Wracasz z UT‑316 na UT‑261 i jedziesz dalej na południe. Po około 7 milach (11 km) krajobraz zaczyna się zmieniać – droga wspina się w stronę klifów Cedar Mesa. To właśnie Moki Dugway: trzy mile (około 5 km) szutrowej, stromej drogi wykutej w pionowych ścianach. Zakręty typu switchback są ciasne, a pobocza praktycznie nie istnieją. Widoki są spektakularne, ale to nie jest trasa dla osób, które źle znoszą ekspozycję.
Uwaga dotycząca bezpieczeństwa Droga jest przejezdna samochodem osobowym lub SUV‑em, ale wymaga skupienia i dobrych hamulców. Nie zaleca się wjazdu kamperem ani z przyczepą – zakręty są zbyt ostre, a nawierzchnia luźna. W suchy dzień przejazd jest spokojny, ale po deszczu lub przy silnym wietrze warunki mogą być trudniejsze.
Dalszy ciąg naszej wyprawy Za nami kaktusy saguaro, najdziksze miasteczko Dzikiego Zachodu i Monument Valley. Przed nami kolejne fragmenty tej surowej, pięknej krainy, w której każdy zakręt wygląda jak kadr z westernu.
Na Moki Dugway można wjechać bez żadnych opłat, biletów czy limitów czasowych. Żadnych bramek, szlabanów ani tłumów. Tylko Ty, auto i krajobraz, który wygląda jak wycięty z innej planety. Przestrzeń, cisza i wiatr hulający po krawędziach klifów — mieliśmy to wszystko wyłącznie dla siebie.
Trudno opisać to uczucie. Wolność. Szczęście. Zachwyt.
Brakowało tylko skrzydeł, żeby oderwać się od ziemi i szybować nad zakolami rzeki San Juan, która głęboko w dole tworzy spektakularne serpentyny Goosenecks.
Podobno na zboczach Moki Dugway można wypatrzyć wraki samochodów, które nie dały rady. Droga nie wybacza błędów. Brak barierek, szuter, ostre zakręty i strome urwiska — to wszystko sprawia, że nie jest to trasa dla osób o słabych nerwach. A jednak, mimo strachu, chciałabym tam wrócić.
To właśnie takie miejsca zostają w sercu najdłużej. Dzika natura, która nie została jeszcze ujarzmiona. Surowe piękno, które nie potrzebuje żadnych filtrów ani scenografii.
A przed nami była jeszcze długa droga i kolejne przygody w tym niewiarygodnie pięknym stanie – Utah, pełnym cudów, przestrzeni i krajobrazów, których nie da się zapomnieć.
Do tej pory napisałam o kaktusach Saguaro, Tombstone – najdzikszym mieście Dzikiego Zachodu i Monument Valley, kopalni King Gold Mine w Jerome. Miasto duchów. w Page – Lower Antelope Canyon i Canyon X – który wybrać, plan zwiedzania Wielkiego Kanionu, Grand Canyon w 1 dzień – South Rim i East Rim, piękny kanion Coal Mine Canyon. Indianie Hopi oraz Goldfield Ghost Town – miasteczko duchów w Arizonie
2 komentarze
Niesamowite! Widoki niebiańskie, jednocześnie zachwycające, ale i budzące we mnie jakiś rodzaj grozy. Bo tak przestrzennie, pusto, bezludnie, bez życia. Prawie jak na Marsie! Kolory oszałamiające. I znakomite zdjęcia. Rzeczywiście, w takich okolicach przydałoby się być ptakiem i poszybować swobodnie nad tymi skałami, górami, dolinami i płaszczyznami. Cieszę się Marylko, że masz możliwość zwiedzania tak wspaniałych miejsc i fotografowania ich. Patrze, podziwiam, aż w głowie sie kręci!:-)
Pozdrawiam Cię i zasyłam gorące uściski!:-)
Skojarzenia marsjańskie i księżycowe miałam cały czas Olu. Nie przeszkadzało mi to, że nie ma ludzi, a odległości nie wydawały się duże, jak przez okna samochodu oglądało się cuda. W czasie dalszej wędrówki trzeba było iść w tłumie, ale tu i w Dolinie Bogów wszystko było tylko dla nas. Zawsze na początku przeżywa się szok przystosowawczy, a potem zaczyna się widzieć inaczej. A przecież jeszcze bardziej spektakularne widoki czekały. Po powrocie moje oczy i zmysły nie mogły się pogodzić w nagłym wybuchem zieleni i drzew. Możliwość zwiedzania i oglądania bardzo sobie cenię. Ja też Cię gorąco pozdrawiam i ściskam Olu:)